REKLAMA
baner_JaniCar_1000x200

Wasze sprawy

Skuteczna interwencja tropiciela absurdów!

Opublikowano 10 czerwca 2017, autor: Michał Szczęch

Stanisław Rembowiecki na naszych łamach alarmuje, przestrzega, martwi się. W ten sposób otwiera urzędnikom oczy na kolejne problemy i absurdy.

Skuteczna interwencja tropiciela absurdów!

Kładka między blokowiskiem a nowosolskim szpitalem, ta nad Czarną Strugą, wołała o pomstę do nieba. Bo odpadały deski, wyłaziły gwoździe. Problem na łamach naszej gazety w kwietniu przedstawił Stanisław Rembowiecki, nowosolski tropiciel absurdów. Minął miesiąc. I… – Kładka jest jak nowa! – S. Rembowiecki cieszy się ze skutecznej interwencji.

Kolejne problemy czekają

Przy kładce leży mnóstwo kapsli, nakrętek. Zwykle tutaj zaczyna się picie. Widać stąd kilka monopolowych. Dalej jest las, który okala szpital. W lasku pijana młodzież pali ogniska i śmieci. – Leżą setki butelek – alarmował na naszych łamach S. Rembowiecki, przestrzegając, że w upalne dni od butelek może zaprószyć się ogień. Efekt? Po alarmie Stanisława Lasy Państwowe wysprzątały butelki.

– Pozostała jeszcze kwestia śmieci na działce szpitala, ale jestem po rozmowach z dyrekcją i liczę, że też wysprzątają – informuje tropiciel absurdów. I podkreśla, że jest się czego bać, bo, gdyby, odpukać, zajęła się leśna ściółka, to szpital byłby zagrożony.

Rozmowy trwają też z zakładem melioracji, w kwestii nieczynnej komory wodociągowej, o której S. Rembowiecki również przestrzegał na naszych łamach.

– Kto przewidzi, co pijanej młodzieży strzeli do głów – martwi się S. Rembowiecki. – Komora kusi, żeby wejść do środka. Wystarczy odsunąć właz. Jest dziura, głęboka, szalenie niebezpieczna. Trzeba ją rozebrać!

Mieszkańcy zaczepiają na ulicy

Udanych interwencji nowosolski tropiciel absurdów ma więcej. Na naszych łamach alarmował już o niebezpiecznych kuchenkach gazowych, o potrzebie budowy zabezpieczeń przeciwpowodziowych, o niebezpiecznych mostkach, o śmieciach, o… Wyliczać można długo. Nie sposób zatem dziwić się, że mieszkańcy Nowej Soli zaczepiają S. Rembowieckiego na ulicy i zgłaszają kolejne problemy.

– Cały trud może jednak okazać się walką z wiatrakami – ubolewa S. Rembowiecki. – Co z tego, ze szpital zbierze butelki, skoro ktoś zaraz naśmieci, bo nikt nie pilnuje? Nie widuję tam ani policji, ani straży miejskiej, ani leśnej…

  • Skuteczna interwencja tropiciela absurdów!
Napisz komentarz »