REKLAMA
baner_citroen_970x250_C3_18-09-2017

Kalendarz wydarzeń, Kronika policyjna

Połamał rowerzystkę

Opublikowano 23 lipca 2017, autor: PS

Na zakręcie w Mirocinie Średnim znów było niebezpiecznie. Rozpędzony peugeot potrącił 61-letnią rowerzystkę. Do szpitala zabrał ją helikopter.

25 lipca 2017
12:00

W poniedziałek (17.07.), około 9.00, pani Grażyna (61 l.) jechała rowerem do sklepu w Studzieńcu. Była  jeszcze blisko domu, gdy z zakrętu wyjechał rozpędzony peugeot. Wpadł na drugi pas i wjechał prosto w nią. Uderzenie było bardzo mocne. W tylnych drzwiach samochodu pękła szyba i powstało duże wgniecenie. Pogotowie wysłało na miejsce helikopter. Wylądował w polu tuż przy drodze. Sąsiedzi powybiegali z domów.

– Miała otwarte złamanie nogi i chyba pękniętą miednicę – relacjonuje Anna Mazur, która ruszyła na pomoc sąsiadce. – Ratownicy kazali mi z nią rozmawiać, żeby nie traciła przytomności. Boże, jak ona krzyczała z bólu – dodaje Anna.

Po chwili na miejscu pojawił się też Jarek, syn pani Grażyny. Pomagał zanieść mamę do helikoptera. Trafiła do szpitala w Zielonej Górze.

– Na szczęście nie ma żadnych obrażeń wewnętrznych, ale jest mocno połamana – opowiada Jarek. Żeby nie czuła bólu, lekarze trzymali ją w śpiączce farmakologicznej.

Przyznał się

Kierowca peugeota, 38-letni mieszkaniec Świebodzina, był trzeźwy. Policji tłumaczył, że wpadł w poślizg. Zatrzymano mu prawo jazdy. Sprawę bada teraz nowosolska prokuratura.

– Przyznał się do winy. Czekamy jeszcze na informację o obrażeniach poszkodowanej, bo to ostatecznie zadecyduje o kwalifikacji czynu – mówi Tomasz Kulczycki, szef nowosolskiej prokuratury.

Niebezpieczny zakręt

To już trzeci, tak poważny, wypadek na drodze między Mirocinem Dolnym, a Studzieńcem. W maju z zakrętu wyleciał 27-letni kierowca audi. Jechał na czołówkę z ciężarówką, ale uratował go refleks 58-latka, który siedział za kierownicą mana i odbił do rowu. O włos od tragedii było także w listopadzie 2015 roku. Volkswagen po dachowaniu wpadł do rzeczki. W środku uwięziona była starsza kobieta. Do auta wlewała się woda. Na szczęście w porę przyjechali strażacy.

Policja chciała, by Zarząd Dróg Wojewódzkich przedłużył w feralnym miejscu barierki, ale drogowcy odmówili.

– W tym miejscu jest ograniczenie do 40 km/h. Jeśli kierowcy będą się do niego stosować, nie powinno dochodzić do takich zdarzeń – mówi Justyna Sęczkowska, rzecznik nowosolskiej policji.

– Nikt tu nie jedzie czterdziestką, dlatego co dwa miesiące mamy tu jakieś zdarzenie. Obudzimy się dopiero, jak ktoś tu zginie – denerwuje się syn poszkodowanej 61-latki.

Napisz komentarz »