REKLAMA
baner_citroen_970x250_C3_18-09-2017

Sport

Nie będę gwiazdorem!

Opublikowano 05 sierpnia 2017, autor: Rafał Krzymiński

– W GKS Siedlisko chcę odzyskać spokój i radość z gry – mówi Remigiusz Smolin, który zdecydował się opuścić Arkę Nowa Sól.

Nie będę gwiazdorem!

– Jak długo grał pan w Arce Nowa Sól?

 

– Do Arki wróciłem w 2002 r. z Chrobrego Głogów. Miałem pograć rok, może z dwa, a zasiedziałem się dziewięć lat.  Najwyższa pora coś zmienić. W tym roku kończę przecież czterdzieści lat….

 

– Czyli klasyczny kryzys wieku średniego?

– To nie tak. Fizycznie wciąż czuję się w gazie, choć nie ma co ukrywać, że w tym wieku człowiek wolniej się regeneruje. Mentalnie jednak nie pasuje do tej drużyny. W Arce dominuje młodzież, nie ma między nami chemii, wspólnego języka. Jestem z innej bajki, nauczony ciężkiej pracy. Nie potrafię przyjść do klubu i czekać, jak wszystko poda mi się na tacy. Prawda jest taka, że żaden z chłopaków nie grał w porządnym klubie. Próbowałem im coś przekazać, ale przestali mnie słuchać. To taka syzyfowa praca i nie ma sensu dalej się męczyć.

 

– Narzekał pan też na władze klubu?

– W klubie od lat brakuje pieniędzy i to, że pozostał w czwartej lidze jest sukcesem tych paru osób, którym się chce. Panowie prezesi pewnych rzeczy jednak nie potrafią, nie dorośli do nich i Arka nie jest poukładana pod względem organizacyjnym.  Stale coś kombinowali i przestawiali, a i tak nic z tego nie wynikało. Odchodzę także dlatego, że nie czułem żadnego wsparcia, a nie chcę być dla nikogo kulą u nogi. Sroce spod ogona nie wypadłem i nie dam się traktować jak gówniarz. Nie dotyczy to trenera, który jest moim bardzo dobrym kolegą w każdej chwili możemy się spotkać. Na treningach był jednak dla mnie wyłącznie trenerem.

 

– A dlaczego wybrał pan akurat GKS Siedlisko?

– A dlaczego nie? Nie muszę już nikomu nic udowadniać i bez problemu mogę powalczyć w A-klasie. Moi nowi koledzy zapytali, czy nie będzie mi to przeszkadzać? Odpowiedziałem im, że nie są gorsi od innych. W Arce się już wypaliłem, męczyły mnie te dojazdy na mecze. Życie uciekało mi między palcami. Właściwie to dla siebie miałem tylko niedziele i to nie wszystkie. Po pracy trenowałem, a w soboty grałem. W tym klubie chciałbym nie tylko odzyskać spokój, ale i radość z gry.  Pobawię się jeszcze troszkę piłeczką, na koniec mojej przygody ze sportem. W Nowej Soli zabijała już mnie rutyna. Zresztą nie tylko piłka się liczy. Zamierzam cieszyć się życiem. Wiem, że po 27 latach niektórzy mogą się dziwić, ale może to dobrze, że czterdziestoletni piłkarz może jeszcze czymś zaskoczyć.

 

– I ma pan zostać liderem?

– Tego nie mogę zagwarantować, to jest twarda gra, a nie play station. No, na pewno mam małe obawy, bo to zawsze jest nowe środowisko. Ciśnienie to było w Arce, gdzie cel sportowy był zawsze większy niż potencjał zespołu. W Nowej Soli treningi były regularne, w Siedlisku jest problem, żeby się zebrać. Czuję się normalnym facetem, a nie gwiazdorem. Fizycznie sobie poradzę.

 

– Na co stać Siedlisko?

– Zespół musi się odbudować, w końcu spadł z okręgówki. To będzie niełatwy sezon, bo w piłce obowiązuje zasada bij spadkowicza, podobnie jak bij mistrza. Myślę jednak, że w pierwszej piątce po rundzie jesiennej się znajdziemy. Jest tu kilku ciekawych chłopaków z serduchem do gry. Zmieni się trener i to normalne, że trzeba wszystko od nowa poukładać. Rywale są ciekawi. Wysoko cenię Przyborów, a są tu jeszcze ekipy z Drzonkowa, Raculi i Łężycy. Groźni będą też na bank Czarni Rudno.

 

 – Pracuje pan w Głogowie?

–  Jestem kierownikiem administracyjnym na Zamku Książąt Głogowskich. Wbrew pozorom to intensywna i stresująca praca. Zajmuje się zamówieniami publicznymi, bhp i wszelkimi sprawami administracyjno-organizacyjnymi.

 

 

– Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »