REKLAMA
jadik baner_2017_12_05

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

O! Nasz zegarmistrz!

Opublikowano 18 listopada 2017, autor: Michał Szczęch

– Stoję nad morzem w kolejce. I słyszę: O! Nasz zegarmistrz! – opowiada Roman Kopeć. Oto jeden z ostatnich zegarmistrzów w Nowej Soli, którego prezentujemy w cyklu „ginące zawody”. Wcześniej, przypomnijmy, bohaterami cyklu byli Rozalia Boszko, która prowadzi magiel i szewc Marian Kaczkowski.

– Jeszcze się ten zegarek ruski trzyma?

– Jaki ruski? Z Grecji!

– Ruski. W latach 70 kupiony, najpewniej w Kazaniu.

– Ma pan oko.

– 55 lat w zawodzie.

– Zmieniły się zegarki przez lata?

– Zamiast mechanicznych są elektroniczne. Kiedyś były modne maleńkie zegarki na rękę, a teraz ludzie noszą coraz większe.

– Dla szpanu?

– Tę modę wprowadzają Chińczycy. Produkują większość zegarków i zalewają świat.

– Zegary ścienne, stawiane na meblach, kominkowe… Modne?

– Coraz rzadziej. Ktoś z Niemiec przywiózł do Leszna cały tir zegarów, dużych, stojących, pięknych. Plandekę otworzył. Zegary! Kupujcie zegary! Tak krzyczał. Po 200 złotych sprzedawał, prawie bezcen, bo przed laty kosztowały po kilka, kilkanaście tysięcy. Sprzedał tylko trzy. Nie mogę się z tym pogodzić, że tak piękne rzeczy lądują na śmietniku.

– Ludzie przywiązują się do zegarków?

– Jeśli jest pamiątką, prezentem od bliskiej osoby, to tak.

– Zegarki psują się tak, jak dawniej?

– Psują się. Multum ludzi przychodzi! Od rana non stop mam klientów.

– A mówią, że zawód ginący. Dlaczego?

– Państwo widocznie ma wyższe cele i się nie zajmuje takimi rzeczami, jak czas. Zlikwidowało cechy, które nas zrzeszały, podstawiały uczniów. To wykończyło większość zegarmistrzów.

– Ilu zegarmistrzów jest w Nowej Soli?

– Dwóch.

– A dawniej ilu było?

– W 1962 było siedem punktów zegarmistrzowskich, a dodatkowo pięciu zegarmistrzów siedziało u jubilera.

– W Nowej Soli musi być pan rozpoznawalny.

– Siedzę z wędką na Mazurach. Podchodzi do mnie człowiek: Co pana tu przyniosło z Nowej Soli? – pyta. Albo stoję nad morzem w kolejce. I słyszę: O! Nasz zegarmistrz!

– Przychodzą jeszcze ludzie, żeby się uczyć od pana?

– Już nie. Ja już nie mogę uczyć. Pracować też tyle nie mogę, co dawniej. Mam 80 lat. Lekarz mówi: Chce się pan wykończyć? Proszę bardzo.

– To czemu pan tu przychodzi?

– Przyjeżdżam z Zielonej Góry dla zabicia czasu, ale tylko na cztery godziny dziennie. Żona mi zmarła, więc w domu byłbym samotny. Mieszkam z córką i zięciem, oni na górze, ja na dole. Ale oni zajęci swoim życiem. Więc leżałbym na tapczanie z pilotem i za dwa lata kaplica. A tu mam czas zajęty reperowaniem i rozmowami z ludźmi.

– Pan trochę jak powiernik

– Trochę też jak psycholog. Umiem wyczuć człowieka. Pożalą się na zdrowie, na problemy w domu, zwierzają się, czasem chwalą. Niekiedy doradzę, jeśli potrafię.

– Potrzebują rozmowy?

– Na szczęście jeszcze tak.

– Jest pan szczęśliwy?

– Jestem.

– A może coś chciałby pan zmienić?

– Chciałbym zawrócić czas. Za szybko leci.

Napisz komentarz »