REKLAMA
Baner_BatterSol

Sport

Nie skreślajcie nas za szybko!

Opublikowano 18 listopada 2017, autor: Kamil Babiarczuk

– Skupiam się tylko na pracy, by cały czas stawać się lepszym zawodnikiem. Emocje odkładam na bok. Cieszę się, że wróciłem – mówi Grzegorz Zengota, który po sześciu latach znów będzie jeździł z Mychą na plastronie.

Sześć lat trwał twój rozbrat z Falubazem. Czekałeś na powrót do Zielonej Góry?

– Nie do końca tak bym to ujął. Na mój powrót musiało się złożyć wiele czynników. Do tej pory nie było ku temu okazji mimo prób, które podejmował klub. Wcześniej nie udało się osiągnąć porozumienia. Teraz było inaczej. Cieszę się, że wróciłem i z optymizmem patrzę w przyszłość.

Jakie uczucia towarzyszyły ci podczas prezentacji w Brodach Żarskich?

– Uczucie było niesamowite. Miło było spotkać tych wszystkich ludzi znowu po latach. Fakt, że będę reprezentował klub, który zawsze był w moim sercu, wiąże się z dodatkowymi emocjami. Przed sześcioma laty uważałem, że jako wychowankowi należy mi się trochę więcej, a wcale tak nie jest. Zrozumiałem to i wiem, że moje punkty są tak samo ważne, jak każdego innego zawodnika. Oczywiście, to że jestem wychowankiem jest pozytywnym aspektem. Jestem stąd, utożsamiam się z klubem i dałbym się za niego pociąć, ale na torze wszyscy są równi. Nie ma wyjątków. Wiem, jakie oczekiwania są w stosunku do mnie i mam nadzieję, że im sprostam.

Jak przez te sześć lat zmienił się Grzegorz Zengota jako człowiek i zawodnik?

– Na pewno wydoroślał pod każdym względem. Wielokrotnie wspominałem, że wiele się nauczyłem zarówno jako zawodnik jak i człowiek. W nadchodzącym sezonie kibice będą mogli ocenić efekty tych moich „studiów”. Ta zmiana była mi potrzebna. Idąc do nowych klubów wiedziałem, że muszę dać z siebie nie 100, a 120 procent. To mnie napędzało i pomogło stać się lepszym zawodnikiem.

Przy którym trenerze rozwinąłeś się najbardziej?

– Każdy z trenerów dołożył swoją cegiełkę do tego, jakim zawodnikiem jestem. Nie chciałbym ich porównywać, bo jest mi niezręcznie. Najmilej z okresu tych sześciu lat będę wspominał współpracę z Adasiem Skórnickim. Zaufaliśmy sobie i to dało mi komfort. Myślę, że odpłaciłem mu się swoją dobrą jazdą.

Obecność Marka Cieślaka w Falubazie miała wpływ na podjęcie decyzji o powrocie do Zielonej Góry?

– To był jeden z czynników, który wpłynął na ostateczną decyzję. Bardzo szanuję trenera Cieślaka. Gdy odchodziłem z Zielonej Góry, trenerem był właśnie Marek Cieślak. Bardzo pozytywnie wspominam tę współpracę. W trudnych momentach trener zawsze był przy mnie. Razem ze mną jeździł na konsultacje do lekarza po tym, jak złamałem nogę. Jestem mu za to wdzięczny. Z optymizmem patrzę na to, co przed nami. Mamy bardzo dobre relacje. Ufamy sobie i myślę, że dzięki niemu mam szansę stać się jeszcze lepszym zawodnikiem.

Jak czułeś się, gdy pierwszy raz w kevlarze Unii pojawiłeś się przy W69?

– To było dla mnie trudne, bo musiałem stanąć po przeciwnej stronie barykady. Poza tym było to pierwsze takie doświadczenie. Musiałem się z tym oswoić. Pierwsze moje występy nie były najlepsze, ale z czasem było tylko lepiej.

Byłeś zaskoczony tym, jak ciepło żegnano cię w Lesznie?

– Takiego pożegnania jak w Lesznie jeszcze nie miałem, za co chciałbym podziękować leszczyńskim kibicom. Było mi miło, tym bardziej że nie jestem wychowankiem Unii. Jak przychodziłem, to wszędzie podkreślałem, że jestem Falubaziakiem, czyli poniekąd ich wrogiem. Mimo to potrafili mnie zaakceptować i traktować jak swojego. Tym bardziej mi miło. Zawsze będę pozytywnie wspominał starty w Lesznie.

Podczas drugiej przygody z Falubazem będziesz chciał udowodnić, że przed sześcioma laty za szybko cię skreślono?

– Absolutnie nie. Nie mam w planach nikomu nic udowadniać. Chcę wykonywać dobrze swoją robotę, tak jak w Lesznie. Skupiam się tylko na pracy, by cały czas stawać się lepszym zawodnikiem. Emocje odkładam na bok. Cieszę się, że wróciłem. Mam nadzieję, że kibice będą mnie wspierali, tak jak w Lesznie i będę mógł na nich liczyć bez względu na osiągane przeze mnie wyniki. Wiadomo, że w sporcie jest jak w życiu – raz lepiej, a raz gorzej. Będąc w Lesznie wiedziałem, że nawet jak słabo pojadę, to mogę liczyć na wsparcie kibiców. To dawało mi niesamowity komfort i motywowało do lepszej jazdy.

Chciałbyś zakończyć karierę w Falubazie?

– Trudno przewidzieć, co się wydarzy jutro czy pojutrze. Jako junior zakładałem sobie, że będę drugim Andrzejem Huszczą i całą karierę spędzę tylko i wyłącznie w Falubazie. Życie napisało inny scenariusz. Dzisiaj mam do tego większy dystans. Oczywiście, nie mam nic przeciwko, by zakończyć tu karierę, ale czy będzie mi to dane? Życie zweryfikuje.

Jakie są twoje cele na sezon 2018? Zarówno indywidualne jak i drużynowe.

– Myślę, że brak wygórowanych oczekiwań może zadziałać pozytywnie. Każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. Chcemy udowodnić tym, którzy już nas skreślili, że zrobili to za szybko. Indywidualnie chciałbym powalczyć o Grand Prix i Mistrzostwa Europy. Mistrzostwa Polski również są jednym z moich nadrzędnych celów na ten sezon.

Napisz komentarz »