REKLAMA
baner_osk_labedz

Samorząd

Trzeba słuchać mieszkańców

Opublikowano 25 listopada 2017, autor: Rafał Krzymiński

Szkoda, że na spotkaniu z mieszkańcami radny jest szykanowany tylko dlatego, że zabrał głos – mówi Daniel Roguski, radny Platformy Obywatelskiej.

Skąd pomysł na regulamin konsultacji społecznych?

– Ten temat śledzę od dawna. Każdy samorząd, który chce się rozwijać, a Nowa Sól się do nich zalicza, powinien taki regulamin stworzyć. W jasny i czytelny sposób ustala zasady, zarówno dla mieszkańców, jak i urzędników miejskich. Konsultacje społeczne są dialogiem z mieszkańcami, poznawaniem ich opinii, wciąganiem w proces decyzyjny. Dzięki temu inwestycje publiczne są społecznie akceptowalne i uwzględniają rozwiązania korzystne dla mieszkańców. Do złożenia projektu uchwały, zmotywowało mnie spotkanie z nowosolanami na komisji wspólnej, gdzie debatowaliśmy nad koncepcją zagospodarowania lasku przy ul. Mickiewicza. Przyszło ok. 50 osób, które składały uwagi. Był prezydent, radni. Skończyło się awanturą. Myślę, że niepotrzebnie. Zadałem sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje? Władze samorządowe są wybierane przez mieszkańców, powinny z nimi współpracować. Moja uchwała powoduje, że już na wstępnym etapie realizacji inwestycji głos mieszkańców jest zauważalny i decydujący.

W przypadku lasku nie mieli takiej możliwości?

– Nie mieli, bo nie było uchwały, która w jasny i czytelny sposób regulowała zasady, na jakich mieszkańcy mogą wziąć udział w dyskusji.

Co ta uchwała zmienia? Przecież mieszkańcy złożyli dwa wnioski, jedna grupa była za zagospodarowaniem tego terenu, druga za pozostawieniem lasku w naturalnym stanie. Czyli mieli prawo głosu.

– Mieszkańcy złożyli pisma do urzędu miasta pod koniec kwietnia. Mamy koniec listopada, temat wciąż nie jest załatwiony. Konflikt narasta. Uchwała sprawiłaby, że poznalibyśmy oczekiwania każdej ze stron. Wystarczy, że stu mieszkańców złożyłoby podpisy i na tej podstawie prezydent rozpisałby konsultacje społeczne. Odpowiedź, co dalej z laskiem, poznalibyśmy już w czerwcu.

Prezydent mówi, że decyzja teraz należy do rady miejskiej i że nie będzie uszczęśliwiał mieszkańców na siłę.

– Czyli wciąż prezydent i radni, nie wiedzą co zrobić z głosem mieszkańców.

Jak zareagowali inni radni, kiedy mówił pan o swoim pomyśle?

– Na spotkaniu z mieszkańcami, które mocno się przedłużyło poinformowałem, że złożę projekt regulaminu konsultacji społecznych. I spotkałem się z naciskami ze strony wiceprezydenta Milewskiego i niektórych radnych. To niezrozumiałe. Na komisjach pan wiceprezydent mówił przecież, że nie spieszymy się ze sprzedażą działek i zagospodarowaniem lasku. Z drugiej strony, jest presja, żeby to wszystko zrobić.

Co ma pan na myśli mówiąc o naciskach?

– Usłyszałem słowa, niegodne osoby, która sprawuje mandat radnego. Szkoda, że na spotkaniu z mieszkańcami radny jest szykanowany tylko dlatego, że zabrał głos. Regulamin pojawił się w najlepszym momencie dla rozwoju miasta. Czeka nas dużo inwestycji infrastrukturalnych np. budowa tunelu pod torami kolejowymi. To skomplikowany projekt, dla którego jest potrzebne duże poparcie mieszkańców. Społeczna akceptacja inwestycji to mocny argument w rozmowach z PKP.

  Wierzy pan w dialog z urzędnikami?

– Spotykamy się przecież na każdej komisji i sesji.

Z prezydentem Milewskim wspólnego języka nie macie…

– Może wynika to z tego, że prezydent Milewski przyzwyczaił się do tego, że może wskazywać radnemu, kiedy ma zabrać głos, a kiedy ma siedzieć cicho.

Zadzwoni pan do J. Milewskiego i poprosi o spotkanie. Może dogadacie się jak dżentelmeni?

– Prezydent ma 19 radnych. W sprawach ważnych dla mieszkańców mogę pukać do każdych drzwi.

 W polityce liczy się skuteczność. Jak przeforsować swoją uchwałę, skoro działa pan sam?

–  90 proc. mandatów ma komitet Wadima Tyszkiewicza. Przestrzeń dla mojego funkcjonowania w radzie miasta jest mała. Staram się działać. Zgłaszam projekty uchwał i propozycję do budżetu. Staram się odchodzić od dużych inwestycji, bo główne kierunki rozwoju miasta powinien wyznaczać prezydent. Duże zadania np. tunel i obwodnica będą realizowane przez podmioty zewnętrzne. Miasto współfinansuje je. Ważne są mniejsze  inwestycje. Upomniałem się o budowę balonu nad orlikiem. W Nowej Soli mamy pięć takich boisk, każde z nich kosztowało milion złotych. Balon w okresie jesienno-zimowym będzie spełniał rolę hali treningowej. To wydatek 100 tys. zł. Ledwie kilka proc. kosztów budowy jednego orlika. Kluby sportowe nie mają gdzie trenować młodych nowosolan.

Czy pamięta pan, kiedy miasto uwzględniło pana projekty?

– Drobne tak. Ostatnio projekt budowy chodnika na Kaczej Górce, między mostkami. Kiedyś zgłaszałem potrzebę budowy Parku Linowego, no i powstał. Apelowałem o siłownię na powietrzu, już stoi. Uczciwie przyznam, że duża część projektów nie jest odrzucana, na zasadzie „nie, bo nie”. Dostaję informację, że zostaną zrealizowane w przyszłości. Po kilku wracamy do tych koncepcji.

Świat nie kończy się na radnych. Dlaczego nie poszukać sojuszników poza radą, w organizacjach pozarządowych?

– Jestem otwarty na współpracę z organizacjami pozarządowymi, sam wywodzę się z tego środowiska. Przez ponad dziesięć lat działałem w jednym z miejskich stowarzyszeń. Być może wciągając w to organizacje i stowarzyszenia zyskujemy większe możliwości. Radni mają jednak inicjatywę uchwałodawczą i chcę z niej korzystać.

Tereny pod budownictwo się kończą, na sprzedaż idą ostatnie działki. Nie pora pomyśleć o powiększeniu miasta?

– Nowa Sól, jeśli chodzi o granice administracyjne, jest małym miastem. Zagospodarowywane są tereny pod budownictwo jednorodzinne. Na początku lat 90. w Nowej Soli mieszkało ponad 5 tys. mieszkańców więcej i wszyscy się jakoś pomieścili. Mówienie o tym, że połkniemy sąsiednie gminy jest nieuprawnione. Każda gmina chce się rozwijać, musi mieć przestrzeń do rozwoju.

Gdzie jest pana partia w mieście? Tylko Roguski działa?

Nasza partia przegrała wybory dwa lata temu, ale wciąż jest poważną siłą polityczną w kraju i województwie lubuskim. Z przegranej wyciągamy wnioski. Czekają nas duże zmiany wewnętrzne. Pracujemy cały czas nad programem dla Polski i Nowej Soli.

 Kiedy poznamy kandydata PO?

– Mamy wstępny zarys ordynacji wyborczej. Zobaczymy, co z niego zostanie po pracach w parlamencie. Musimy poznać reguły gry.

Zarzucają panu, że jest pan zbyt ostrożny w działaniu. Nie trzeba czasem uderzyć pięścią w stół?

– Może powinien nad sobą popracować, a może to moja cnota. Jesteśmy bombardowani chamstwem, które się szerzy w życiu publicznym. Jestem odpowiedzialny i mam ogromny szacunek dla ludzi. Podobnie jak tysiące nowosolan rano wstaję do pracy, mam rodzinę, dziecko, swoje troski i problemy. A decyzje powinny być mądre a nie gwałtowne. Z każdym można rozmawiać.

Dziękuję za rozmowę.

 

Napisz komentarz »