REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Lokomotywa widmo

Opublikowano 23 grudnia 2017, autor: Michał Szczęch, Rafał Krzymiński

Ciągnęła wagony z pasażerami i uderzyła w koparkę. Później nabrała mocy i w ciemności, już bez maszynisty, wagonów i świateł, pomknęła w kierunku Nowej Soli. Kolos o wadze przeszło 80 ton mógł w czwartek (21.12) staranować ludzi i budynki.

– Do Nowej Soli zbliża się lokomotywa widmo! – ta informacja postawiła na nogi policję i strażaków.

– Ruszyliśmy zabezpieczyć przejazdy kolejowe ? relacjonuje Sławomir Ozgowicz, oficer prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Nowej Soli. Pojechało też kilkudziesięciu policjantów. Zamknięto wszystkie szlabany wzdłuż torów.

– Najważniejszy był ten na ulicy Głogowskiej – podkreśla Ozgowicz. Pech chciał, że nie działały tam szlabany.

Zagrożenie było ogromne. Zbliżający się kolos ważył ponad 80 ton! Wysoki na cztery metry, szeroki na trzy, długi na niemal szesnaście, jechał bez maszynisty i bez włączonych świateł.

Lokomotywę gonili pracownicy kolei. – By uniknąć tragedii, rozważaliśmy celowe wykolejenie ? komentują w PKP Intercity

Usłyszeliśmy huk

Problemy na trasie między Zieloną Górą i Nową Solą zaczęły się w czwartek już o godzinie 14.30. Wtedy o lokomotywę, jeszcze z maszynistą w środku, ciągnącą skład wagonów osobowych ze Szczecina do Katowic, na wysokości Starego Kisielina uderzyła koparka remontującą sąsiedni tor.

– Plac budowy praktycznie nie był oświetlony, zabrakło oznakowań ? komentowali świadkowie tuż po zdarzeniu.

– Usłyszeliśmy huk, lekko zatrzęsło, odcięło zasilanie i nikt nie wiedział, co się dzieje – relacjonowała w wagonie Danuta Konopko, pasażerka.

– Na szczęście pociąg jechał wolno, bo dopiero ruszył ze stacji w Kisielinie ? odetchnęła z ulgą Magdalena Szymańska, zielonogórzanka. – Przecież mogło dojść do wielkiej tragedii.

Wagony z ponad setką pasażerów przed godziną 17 zaciągnięto do Zielonej Góry. Na miejscu została lokomotywa. Przed 18 udało się maszynę postawić ponownie w torach i ta… nagle ruszyła. Ku zaskoczeniu nawet maszynisty, który wyskoczył.

Według wstępnych ustaleń nie wytrzymały hamulce. Sprawę bada specjalna komisja. Na wyjaśnienie mają przynajmniej 30 dni.

Tory za Kisielinem biegną z górki, więc lokomotywa zaczęła się toczyć, coraz szybciej. Moc straciła po 15 kilometrach, w okolicach Zakęcia, dwa kilometry od dworca w Nowej Soli. Na szczęście nikt nie ucierpiał. I pracownicy kolei, i strażacy, i policjanci odetchnęli z ulgą.

Pasażerowie pomstowali

Magdalena Szymańska chciała dojechać pod Wrocław, do Wołowa. Nie dojechała. Wielu pasażerów spieszyło się do Wrocławia, by tam przesiąść się w kolejne pociągi i dotrzeć do domów na święta. Nie dojechali na czas.

– Do Zielonej Góry wracaliśmy żółwim tempem, w ciemnych wagonach, bez zasilania ? pomstowali.

Ktoś się potknął w ciemnym wagonie. Ktoś usiadł na nieswoim miejscu

Później pasażerowie czekali na zatłoczonym jak nigdy wcześniej dworcu w Zielonej Górze. Obłowiły się okoliczne sklepiki z kawą i drożdżówkami.

Owszem, PKP Intercity wysłało po ludzi komunikację zastępczą, czyli autobusy. Szkopuł w tym, że z dalekiego Poznania.

– Najpierw spędziliśmy ponad dwie godziny w stojących wagonach, później godzinę na dworcu! Skandal! ? złościli się ludzie.

Pomstowała też garstka pasażerów, którzy o 15.00 na dworcu w Nowej Soli wsiedli do pociągu jadącego z Wrocławia do Zielonej Góry. Przez zablokowane torowisko musieli wysiąść w Niedoradzu. – Szkoda, że nikt nas nie poinformował przy kasie, byśmy pojechali autobusem, skoro o kolizji było wiadomo od blisko pół godziny…

Napisz komentarz »