REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Sam rozprawił się z pożarem

Opublikowano 06 stycznia 2018, autor: PS

Chwycił za gaśnicę, wbiegł do zadymionego budynku i ugasił pożar. – Nie ma się czym chwalić. Każdy zrobiłby to na moim miejscu – mówi skromnie Paweł Ciebień (25 l.) z Kożuchowa.

Paweł pracuje w zakładzie wulkanizacyjnym przy ul. Garbarskiej. We wtorek (2.01) z rana dostał SMS.

– Służę w OSP, więc dostaje powiadomienia, jak coś się dzieje w mieście. Przyszła wiadomość, że pali się na Garbarskiej – opowiada.

Wybiegł przed zakład. Od razu zauważył, że dymi się dach budynku po drugiej stronie ulicy. Działał instynktownie.

–  Kolega dał mi gaśnicę z samochodu. Przeskoczyłem przez ogrodzenie i wbiegłem do środka – opowiada. Po drodze minął lokatorów. Wynosili dobytek. Paweł dostał się na poddasze. – Strasznie się dymiło. Paliły się jakieś stare meble, krzesła i deski – relacjonuje.

Donosili mu gaśnice

Małą gaśnicą samochodową niewiele zadziałał. Ludzie zaczęli mu jednak donosić kolejne.

– Zużyłem chyba z pięć. Jakaś pani przyniosła też wiaderko z wodą – opowiada.

Przez kilka minut sam walczył z płomieniami. Gdy opróżnił ostatnią gaśnicę po ogniu nie było już śladu. Po chwili na miejscu pojawili się strażacy w aparatach oddechowych.

– Pytali mnie skąd się tu wziąłem? Powiedziałem, że byłem akurat w pobliżu – wspomina. Paweł pomógł zawodowcom rozłożyć tzw. linię gaśniczą i spokojnie wrócił do pracy.

Dach, oprócz OSP Kożuchów, dogaszały jeszcze trzy zastępy z Nowej Soli. Poddasze było solidnie zadymione. Stężenie czadu sięgnęło 80 ppm.

– Trochę się nawdychałem. W głowie ciut się później zakręciło, ale nie brałem wolnego – mówi strażak ochotnik.

– Bez zastanowienia skoczył w płomienie. Dobrze mieć takiego pracownika, zwłaszcza, że jest jeszcze wyszkolony z pierwszej pomocy. Naprawdę się wykazał – chwali Zbigniew Duś, właściciel zakładu w którym pracuje Paweł.

Strażakiem się jest

Akcja gaśnicza trwała prawie dwie godziny. Okazało się, że zapaliła się sadza w kominie. Przez szczeliny ogień dostał się na poddasze.

– Mógł spłonąć cały budynek, ale na szczęście pożar w porę został przytłumiony. Ten chłopak wykonał dobrą robotę. W zasadzie sam uporał się z ogniem – gratuluje Sławomir Ozgowicz, zastępca komendanta PSP w Nowej Soli.

– Nie ma się czym chwalić. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu. Szczęście w nieszczęściu, że płomienie pojawiły się rano. Wieczorem mogłoby dojść do tragedii.

W OSP Kożuchów służą też dwaj bracia Pawła. Zawsze powtarzają, że strażakiem się jest, a nie bywa.

– W Wigilię przyszedł SMS, że pali się pustostan na Garbarskiej. Momentalnie odskoczyliśmy od stołu. Bohaterstwo? Raczej adrenalina i chęć niesienie pomocy. To nas wciąga – tłumaczy Paweł.

 

 

Ramka

Wrócił po króliczka

Paweł ma na swoim koncie jeszcze jedną akcję. W grudniu wszedł do budynku przy ul. 1 Maja, w którym eksplodowała butla gazowa. Po ugaszeniu płomieni zobaczył, że przed blokiem płacze mała dziewczynka. Okazało się, że w zniszczonym mieszkaniu został jej ulubiony króliczek. Paweł przeszukał zadymione pomieszczenia, odnalazł zgubę i oddał właścicielce.

 

komentarz »
  1. Anna 19 stycznia 2018 17:44 - Odpowiedź

    Rodzice wspaniale wychowali swoich synów!

Napisz komentarz »