REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Spalił nam się dach

Opublikowano 27 stycznia 2018, autor: Michał Szczęch

Państwo Malinowscy ze Stanów potrzebują Waszej pomocy. Ich dom ucierpiał w pożarze.

– Ktoś chodzi po strychu ? z tą myślą Anna Malinowska zerwała się z łóżka po drugiej w nocy z soboty na niedzielę. Męża nie było w domu. Miał nockę w pracy.

Coś strzeliło, zatrzeszczało. Anna nie zapaliła światła, ze strachu. Uszykowała tasak, na wszelki wypadek. Chwyciła za telefon. Napisała SMS do sąsiadki, że w domu ma włamywacza.

Sąsiadka wyszła na balkon i nogi się pod nią ugięły. – Dom ci się pali! – krzyknęła do słuchawki.

Płomienie pożerały dach

Anna nie czuła dymu, przez katar. Zapaliła światło. Gęsta mgła spowiła cały pokój. Pobiegła po syna. – Weź coś ciepłego do ubrania! – krzyknęła. 12-letni Szymon nie chwycił jednak za kurtkę, ale za klatki z papugami i chomikiem. Uratował zwierzaki przed płomieniami.

Z odsieczą przybiegli mieszkańcy wsi. Ktoś podpiął węża do hydrantu. Za krótki. Ktoś rzucił się do wynoszeniu sprzętów. Ktoś przygarnął zwierzaki Szymona do siebie.

Przyjechali strażacy. Gasiły trzy zastępy z Nowej Soli i zastęp ochotników z Przyborowa. Z ogniem walczyli trzy godziny. Na szczęście dom Malinowskich udało się uratować.

Cud, że jesteśmy cali

– Ktoś nad nami czuwał ? szlocha Anna. – Gdybym się nie obudziła, dziś nie byłoby ani mnie, ani syna.

Anna wdzięczna jest nie tylko opatrzności, ale też ludziom, którzy ruszyli z pomocą. – Wspaniała wioska. Nie myślałam, że w Stanach tak dobrzy ludzie mieszkają ? mówi wzruszona. Po pożarze ludzie pomogli pokryć dziurawy dach folią. W niedzielę ksiądz z ambony poprosił mieszkańców o wsparcie. Sołtys chwycił za puszkę. Każdy mógł się dorzucić. Malinowskich odwiedziła wójt Izabela Bojko. Też zadeklarowała pomoc.

Wydatki będą spore

Trzeba odbudować dach. Ogień zwęglił część krokwi. Brakuje dachówek. Trzeba wymienić komin. Ten stary się zawalił, więc Malinowscy nie mogą nawet palić w piecu. Mieszkają kątem u ojca Anny, w Chełmku. O remonty będzie tym trudniej, że pracuje tylko Jacek, mąż Anny.

Do Stanów wprowadzili się rok temu, po śmierci babci, która przepisała dom na Szymona. Rozpoczęli remonty. Marzyli o łazience. Ale marzenie prysły w jedną noc. Teraz najważniejszy jest dach. Tylko skąd wziąć złotówki, skoro czasy takie, że człowiek żyje z dnia na dzień?

Chcecie pomóc państwu Malinowskim? Wystarczy skontaktować się pod numerem 609513146.

 

Napisz komentarz »