REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Politycy robią błąd

Opublikowano 27 stycznia 2018, autor: FP

Rozmowa z Dariuszem Rączkowskim, odchodzącym na emeryturę dyrektorem likwidowanego Aresztu Śledczego w Nowej Soli.

Wstrzelił się pan z tym odejściem na emeryturę. Rozumiem, że w obecnej sytuacji jest to dla pana podwójne przeżycie.

To, że idę na emeryturę, zapowiedziałem już w marcu ubiegłego roku. 28 lat służby, a pracy ogółem 35. Jestem jednym z najstarszych stażem funkcjonariuszem Służby Więziennej.

To jest specyficzny zawód. Zajmujemy się tym, czym nikt inny nie chce się zająć.

Pani wójt Bojko słusznie zauważyła, że szkoda tych wszystkich remontów w areszcie. Ona je widziała. To jest placówka w pełni zabezpieczona pod kątem technicznym czy socjalnym. Jestem dumny, że zostawiam ją w takim stanie. Przez te półtora roku, jak tu urzęduję, naprawdę dużo się poprawiło. Zarówno jeśli chodzi o warunki pracy funkcjonariuszy jak i wyposażenie.

Jak decyzję o likwidacji przyjęli funkcjonariusze, to można się domyślić. A co z osadzonymi?

Powiem szczerze, że wielu rezydentów okazywało smutek, gdy dowiedzieli się o likwidacji aresztu. Jest jeden taki recydywista, który powiedział mi: „Panie dyrektorze, znamy się od 1990. Kiedyś chciałem stąd uciekać, a teraz, jak się dowiedziałem, że muszę stąd wyjechać, to aż mi się łza kręci w oku”.

Areszt jest stosunkowo mały, ale Nowa Sól to wciąż trzecie miasto województwa. I w związku z tym pracy macie mnóstwo.

Generalnie sytuacja w Polsce jest ciężka. Zmagamy się z ciągłym wysokim zaludnieniem w zakładach i aresztach. W tej chwili mamy w Nowej Soli o wiele większy przerób niż sąsiednie zakłady. Przyjmujemy około 20 osadzonych tygodniowo.

Rok temu, o tej samej porze, funkcjonowaliśmy jeszcze w granicach swoich możliwości. Dziś już jesteśmy na skraju i to przy dużym wysiłku wszystkich funkcjonariuszy, którzy starają się, by nie dopuścić do przeludnienia. A takie sytuacje w przeszłości się zdarzały.

W Nowej Soli wszystkie konwoje odbywały się pieszo, bo te odległości były minimalne. Sąd mamy przecież za ścianą. Prokuratura też jest blisko. Tymczasem areszt w Lubsku obsługuje Prokuraturę Rejonową oraz Sąd Rejonowy w Żarach. I tam jest już 25 kilometrów do przejechania. To jest zupełnie inna logistyka, zupełnie inne koszty.

Mądry Niemiec zbudował wszystko blisko siebie. A Polak… musi zrobić wszystko po swojemu.

Ale tu nie chodzi tylko o funkcjonariuszy i osadzonych, prawda?

Bezsensem jest dla mnie mówienie o likwidacji tylko w kontekście funkcjonariuszy i pracowników. Jasne, mnie oni obchodzą i to jest mój interes. Ale jest w gorzowskiej policji sekcja konwojowa, która ma siedzibę w nowosolskiej komendzie. I o nich nikt nie myśli. Bo czy ci policjanci dalej będą potrzebni?

Główne kierunki ewentualnych przenosin funkcjonariuszy to Zielona Góra i Krzywaniec.

Umówmy się: praca w Zielnej Górze to praktycznie jak praca na miejscu. Ale Krzywaniec? To jest przecież 50 kilometrów.

I to po, mówiąc delikatnie, średniej drodze.

Po złej drodze. Wiem, bo dojeżdżałem tam, gdy pracowałem tam jako zastępca dyrektora. Średnia, to ona może jest latem. Zimą jest znacznie gorzej.

Raczej mało zachęcająca perspektywa.

Powiem tak: w momencie, gdy dowiedzieliśmy się o decyzji ministerstwa, pięcioro funkcjonariuszy zgłosiło się do mnie z chęcią przejścia na emeryturę. W zasadzie to zgłosili się wszyscy, którzy tylko mogli to zrobić.

Inna sprawa, że jest problem z nowymi kandydatami, bo praca ciężka, zarobki też średnie, a i na uprawnienia emerytalne trzeba swoje przepracować. Poza tym taka praca to wyłączenie się z szerokiego życia społecznego.

Był kandydat przygotowany na to, że 1 lutego przyjdzie tu do pracy. Wcześniej miał firmę, którą zamknął. I to jest kolejny ludzki dramat, bo firmy już nie ma i tu też nie będzie mógł pracować.

Likwidacja aresztu to jedno, ale trzeba pamiętać, że taka sytuacja to jest wiele naczyń połączonych.

Pan odchodzi na emeryturę 1 lutego. Dwa miesiące przed zamknięciem placówki.

No i komuś trzeba będzie powierzyć zadanie kierowania aresztem na te ostatnie dwa miesiące. A być może dłużej, bo tak naprawdę nikt nie wie, ile to potrwa. Przecież same przekazanie archiwum to mnóstwo pracy.

A gdyby to od pana zależały losy nowosolskiego aresztu?

Przecież można było areszt w Nowej Soli przekształcić w oddział zewnętrzny aresztu zielonogórskiego, można było wdrożyć rządowy program „Praca dla więźniów”. Myślę, że po kilku miesiącach do polityków dotrze świadomość błędu, jaki popełnili.

Kiedy, gdzie i na jakich zasadach przenoszeni będą pracownicy aresztu? Na to pytanie odpowiada mjr Jan Kurowski, Rzecznik Prasowy Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej w Poznaniu: – 31 marca jest datą graniczną. Oznacza to, że zarówno personel jednostki, jak i penitencjariusze do końca marca znajdą się w innych jednostkach. Funkcjonariusze przeniesieni zostaną z urzędu na podstawie decyzji o przeniesieniu, zgodnie z przepisami ustawy o Służbie Więziennej. Oczywiście, w miarę możliwości, preferencje dotyczące służby w innych jednostkach będą brane pod uwagę przy podejmowaniu tych decyzji.

 

Napisz komentarz »