REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Doktor Kaczyński nie żyje

Opublikowano 27 stycznia 2018, autor: Michał Szczęch

Elżbieta Tomiak i Jolanta Lisiak w środę pod kościołem wywiesiły klepsydrę, że ich ojciec nie żyje. Podeszła starsza kobieta. – Doktor Kaczyński? – zapytała zdziwiona. Przechodnie przystawali ze smutkiem. Przecież odszedł ich dobry znajomy. Chorował 20 lat.

Kiedyś doktor Kaczyński wybrał się z córkami na grzyby. Zabłądzili. Po kilometrach marszu znaleźli leśniczówkę. Zapukali. Wyszedł człowiek. – Ooo! – krzyknął. – Doktor Mieczysław Kaczyński! Ale… co pan tu robi?

Znali go prawie wszyscy. Ludzie mówili: – Słynny doktor Kaczyński.

Musieli go cenić, skoro Helena Kaczyńska (żona), gdy wychodziła do miasta, to co chwilę słyszała: – Proszę życzyć doktorowi szybkiego powrotu do zdrowia.

W środę pod klepsydrą wywieszoną przez córki przystawali kolejni przechodnie. – Doktor Kaczyński nie żyje? ? pytali z niedowierzaniem. I szkliły im się oczy.

Wystarczyło, że przytulił

Leczył całą Nową Sól i mieszkańców okolicznych wiosek. Pracował w starym szpitalu przy ulicy Witosa. Prowadził też niewielką, prywatną praktykę. Przez dwupokojowe mieszkanie przewijały się tłumy pacjentów. Przyjmował nawet w nocy.

W 1980 roku przy Chałubińskiego wyrósł nowy szpital. Doktor Kaczyński objął funkcję ordynatora na oddziale chorób wewnętrznych. Rano biegł do piekarni po bułki dla żony i córek. A później biegał po szpitalnych korytarzach, od siódmej. I wszędzie go było pełno. Robił obchód, w pojedynkę i oficjalnie, z personelem medycznym. Dotykał pacjentom języków. – Ooooj, siostrzyczko. Ooooj, nie poiłaś ? mówił do pielęgniarki, gdy pacjent był odwodniony, bo miał suchy język.

– Ale nigdy się nie denerwował ? wspominają pielęgniarki, które pracowały z doktorem Kaczyńskim. – Kulturalny, uprzejmy dla wszystkich, w trudnych chwilach nie musiał nic mówić, wystarczyło, że przytulił ? takim doktora Kaczyńskiego pamiętają Ewa Nowak i Grażyna Mikołajczak, i Justyna Łotocka, i Małgorzata Adamek, i Bogusława Garbowicz, i doktor Marzenna Plucińska, która przejęła funkcję ordynatora, gdy doktor Kaczyński przeszedł na emeryturę.

Pod skrzydła doktora trafiła jako młoda dziewczyna, zaraz po studiach. – Był moim szefem, kierownikiem specjalizacji, wprowadzał mnie w meandry medycyny, w kontakt z pacjentem i rodzinami. Dopingował do nauki, bo uważał, że uczeń powinien przerastać mistrza.

Spod ręki doktora Kaczyńskiego wyszło grono świetnie wykształconych internistów. Dziś leczą w całym regionie. Choć bardzo zasłużył się dla lokalnego lecznictwa, to nie przypinano mu do piersi orderów. Za ratowanie życia nie oczekiwał zaszczytów. Najważniejszy był pacjent. I rodzina. Z wielką czułością i dumą opowiadał w pracy o żonie i córkach.

Moja Śnieżyczko, Malutka

Miał być księdzem. – Marzyła o tym nasza babcia, tata trafił nawet do niższego seminarium ? wspominają córki doktora. Na szczęście księdzem nie został. – Uciekał przez płot i umawiał się z dziewczynami na randki.

Helenę poznał w Świebodzicach. Przyjechał na lekarskie praktyki. Minęli się na ulicy. – Szczupły, wysoki, przystojny ? wspomina pani Helena. Miłość od pierwszego wejrzenia. Siedem lat słali do siebie listy. „Moja Śnieżyczko”, „Malutka” – pisał. A później mówił tak, zawsze, do samego końca. – Malutka! Malutka! – wołał w chorobie, gdy nie mógł już chodzić, bo był taki słaby. Pani Helena przychodziła z rosołem.

– Mąż uwielbiał rosół. Potrafił świetnie gotować, głównie polskie dania…

Pracował od rana do wieczora. Brak czasu rekompensował rodzinie na przykład gotowaniem obiadu. Cały dom był wtedy muzyką. Kochał jazz, dźwięk saksofonu i akordeonu.

Córki pamiętają wodziankę ? zupę z chleba serwowaną na Śląsku. Doktor Kaczyński urodził się w śląskich Woźnikach, uczył się w Lublińcu, studia medyczne ukończył w Katowicach.

Po studiach poprosił panią Helenę o rękę.

To była wielka miłość

A miłość, jak to miłość, jest sztuką kompromisów.

Pani Helena dostała się na romanistykę do Krakowa.

– Malutka, oni cię tam zepsują, nie jedź ? prosił. Nie pojechała.

Chciała zrobić prawo jazdy.

– Malutka, przecież ja ciebie wszędzie zawiozę ? deklarował. I woził.

Doktor Kaczyński był tradycjonalistą. Utrzymywał rodzinę. Helena dbała o dom. On płacił wszystkie rachunki. Ona zajmowała się dziećmi. Coś się zepsuło? Wzywał majstra. Bo, choć gwoździa nie umiał wbić, to potrafił wszystko załatwić. Był świetnym organizatorem. Przy tym skrupulatny, obowiązkowy.

– Masz coś zrobić, zrób dziś ? to było motto doktora Kaczyńskiego. – Malutka ? mówił czule do żony ? zrób dziś, zrób już. Nie odkładaj.

Gdy umierał, podniósł do góry głowę. – No już ? szeptał. – Już…

Wiedział, że to już koniec

Kochał ogród. Na emeryturze godzinami mógł pielęgnować kwiaty. Kochał też podróże. Urlopy spędzał z rodziną w górach. Marzył, że na emeryturze będzie podróżował po świecie. Pojechał z żoną na Wyspy Kanaryjskie. Tam poczuł się źle. I wtedy się zaczęło. Zachorował. Marzenia o podróżach prysły. Ironia losu. Leczył tysiące pacjentów. Ratował ludziom życie. Własnej choroby nie potrafił pokonać. Przecież nikt nie jest z żelaza, nawet lekarz. Walczył 20 lat. Umarł we wtorek rano, w cierpieniu, ale otoczony rodziną.

Elżbieta: – Tata bardzo chciał odejść. Wiedział, że to już koniec. Przez ostatni tydzień nie przyjmował leków. Nie pił, nie jadł.

Jolanta: – Nie podawaliśmy kroplówek. To by tylko przedłużyło agonię.

Elżbieta: – Choć sama jestem lekarzem, choć obcuję z chorobą, a bywa, że ze śmiercią, to na śmierć taty nie potrafiłam się przygotować. Ten tydzień, gdy tata odchodził, był dla mnie najtrudniejszą lekcją.

Helena: – Będę musiała sobie to życie na nowo poukładać. Bez męża to bardzo trudne. Ciężko mi teraz będzie.

Pogrzeb doktora Mieczysława Kaczyńskiego odbędzie się 27 stycznia (sobota). Na godzinę 12.00 zaplanowano mszę świętą w kościele pw św. Józefa Rzemieślnika w Nowej Soli. Ostatnie pożegnanie po mszy św. na cmentarzu komunalnym w Otyniu.

 

Napisz komentarz »