REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Starówka straciła Szambelana

Opublikowano 04 lutego 2018, autor: Rafał Krzymiński

We wtorek (30.01) zmarł Zdzisław Piotrowski (80 l.). Zakochany w Zielonej Górze, nie zawsze z wzajemnością. Jeden z symboli deptaka.

Piotrowski urodził się 14 kwietnia 1938 r. Do Winnego Grodu przybył z Gorzowa 18 stycznia 1948 r. wraz z rodzicami i trójką rodzeństwa. Jego ojciec dostał pracę na kolei. Zamieszkał przy ul. Żeromskiego, w lokalu przedwojennego wydawcy pocztówek Paula Mohra. W sercu starówki spędził 70 lat!

Skończył szkołę na Lipowym Wzgórzu (obecnie Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli). Gdy zdał maturę został szefem klubu kultury „Zastalu”. Pracował m.in. w Zastalu, CPN, Biurze Projektów Budownictwa Komunalnego, Lumelu, PTTK, Turyście, Spółdzielczości Pracy Rembud i Nafcie.

 Częstował malinową herbatą

– Funkcję Szambelana podkreślał staroszlacheckim strojem (kontusz, szabla) – wspomina Ewa Duma, kronikarz miasta. –  Tym samym nawiązując do swoich przodków (czeladników z czasów króla Jana III Sobieskiego). Chętnie częstował malinową herbatą. Wiem, bo piłam. Pozował do zdjęć, a wizytę w izdebce potwierdził okolicznym stemplem. Młodym adeptom krajoznawstwa wręczał certyfikaty znawcy naszej starówki…

Duma podkreśla, że Z. Piotrowski świetnie znał historię miasta, zgromadził wiele dokumentów, dużo pisał (broszury, wiersze, listy „do Wszystkich Świętych”). – I tak, z biegiem czasu dopracował się wielu tytułów: Szambelan, szlachcic deptakowy, wszechstronny informator turystyczny, maskotka Zielonej Góry, a także autor i bohater anegdot, legend i gry planszowej – wylicza. – Gorliwie pracował na swoje miejsce w Kronikach Miasta i tam je znalazł (pisałam o nim wielokrotnie). Twórca różnych akcji i redaktor deptakowych gazetek. Prezes Towarzystwa Miłośników Tradycji; przewodnik PTTK. Założył Elitarny Klub Galanterii i Elokwencji.

Kronikarz dodaje, że Piotrowski popełniał błędy, ale mimo to nie zasłużył sobie na wiele „niezręcznych sytuacji”… – Niewątpliwie był twórczym człowiekiem. Jego zasługi zdecydowanie górowały nad jego słabościami, minusami, jak kto chce – niech nazywa… – kończy.

 To koniec pewnej epoki

– Nikt i nic nie jest w stanie go zastąpić ? twierdzi Tomasz Czyżniewski, popularyzator historii Zielonej Góry, redaktor naczelny „Łącznika Zielonogórskiego”. – Powinien zostać z nami. Nawet jako Bachusik z twarzą Piotrowskiego. I w kontuszu… Nie wyobrażam sobie deptaka bez Szambelana. To jedna z tych postaci, które tworzą koloryt miasta. Są takie osoby, które już samą swoją obecnością tworzą niepowtarzalny klimat miejsca, w którym żyją. Gdy odchodzą, nagle odkrywamy, że czegoś nam brakuje. Brakuje tego przechadzającego się po deptaku starszego pana z siwą brodą, czasami w kontuszu, w fantazyjnej czapeczce, często niemiłosiernie utytłanego. Od lat mieszkał w nim samotnie gromadząc stosy mniej lub bardziej potrzebnych pamiątek i skarbów. I cały czas wędrował po deptaku. Kiedy pisałem tekst o miejscach jego dzieciństwa to przypominał mi garnek z wrzącą wodą. Co pewien czas ciśnienie rosło, pokrywka podskakiwała, szambelan zaczynał machać wielką laską a ja się zastanawiałem, czy komuś nie przywali. Później ciśnienie spadało i snuł swoje opowieści. O mieście dzieciństwa, które już nie istnieje.

Zdaniem Czyżniewskiego Piotrowski potrafił stworzyć rzeczy z pogranicza geniuszu i skutecznie wykreować się na Szambelana. – W tym stroju witał wielu gości. Rusznicę wręczał Lechowi Wałęsie a Pat York paszport deptakowy ? wspomina. – Pisał, opowiadał, siał pomysłami i nieźle się awanturował. Nie był łatwym partnerem. Ale bardzo ciekawym. Jego śmierć kończy pewna epokę.

Napisz komentarz »