REKLAMA

Praca

Bratowa to nie rodzina?

Opublikowano 24 marca 2018, autor: Michał Szczęch

W PIPie w zakazane niedziele rozdzwoniły się telefony. Dzwonili obywatele, by zawiadomić, które sklepy są czynne, choć nie powinny. Posypały się mandaty. Kilka spraw znajdzie finał w sądzie. Spełnianie obywatelskiego obowiązku, czy donosicielstwo?

Jeden z właścicieli sklepu z powiatu nowosolskiego (do czasu zakończenia postępowania prowadzonego w PIPie dane właściciela są tajne) nie zamknął interesu w „zakazaną” niedzielę. Za ladą postawił bratową, powołując się na odstępstwo od zakazu, jedno z 32, które mówi, że za ladą prywatnego sklepu w dni zakazane można stawiać wyłącznie siebie, jako właściciela, ewentualnie członków bliskiej rodziny. Przyjechała kontrola. Szczęka opadła i właścicielowi, i bratowej. Inspektorzy orzekli bowiem, że bratowa stać za ladą nie może, bo… to nie rodzina, przynajmniej w oczach prawa. A jeśli jednak rodzina, to niewystarczająco bliska. Chcieli wlepić mandat (w przedziale od tysiąca do dwóch tysięcy złotych). Właściciel mandatu nie przyjął (miał do tego prawo). Sprawa prawdopodobnie trafi do sądu, do wydziału karnego, jako wykroczenie. Kara, jaką może wymierzyć sąd, waha się między tysiącem a… stoma tysiącami złotych (!).

Bratowa nie rodzina, kaszanka nie wędlina

Kodeks rodzinny mówi, że bratowa jest powinowatą w linii bocznej, nie ma jednak więzów krwi z właścicielem sklepu, więc względem prawa są obcymi osobami. Wniosek? W dni zakazane bratowej stawiać za ladą nie wolno! Nie wolno też stawiać szwagra! I kuzynów! Być może nawet teściowej. Sąsiadki, tej najbliższej, tym bardziej nie wolno! Można (ewentualnie) żonę i dzieci. A najlepiej, jeśli właściciel stanie osobiście, skoro koniecznie musi.

Skąd kontrola?

Ktoś uprzejmy zadzwonił z donosem na infolinię, która działa w PIPie w każdą „zakazaną” niedzielę od 8 do 20.

Donosów w PIPie w Zielonej Górze było więcej. Efekt? 11 marca (pierwsza niedziela objęta zakazem) inspektorzy przeprowadzili kontrole w 104 czynnych sklepach (osiem w powiecie nowosolskim). Namierzono 26 sklepów naruszających zakaz (cztery w naszym powiecie). 18 marca (druga niedziela objęta zakazem) przeprowadzili kolejne kontrole, w 100 czynnych sklepach (13 w naszym powiecie). Namierzono 10 naruszających zakaz (trzy w naszym powiecie).

Andrzej Machnowski, który w PIPie jest zastępcą inspektora okręgowego, telefonów na infolinię nie nazywałby donosami, raczej obywatelskim obowiązkiem. – Trzeba przestrzegać prawa ? twierdzi.

Dzwoni na przykład właściciel sklepu, który zamknął sklep w niedzielę i zgłasza, że u sąsiada, właściciela konkurencyjnego sklepu, zakaz handlu jest łamany. Jego pretensje, w oczach inspektora, są słuszne, bo dlaczego on musi przestrzegać prawa, a konkurent nie? Albo dzwoni mąż i mówi: ta moja kobieta na okrągło siedzi w sklepie, a przecież w niedzielę miała odpoczywać.

Owszem, zdarzają się nadużycia. – Ludzie próbują poprzez infolinię załatwiać prywatne sprawy, choć ta niedzielna służy tylko zgłaszaniu sklepów łamiących zakaz handlu ? przestrzega A. Machnowski.

Jak było przed zmianą przepisów?

Odpowiedzi, po sugestii Diany Książek-Pęciak, rzeczniczki Sądu Okręgowego w Zielonej Górze, ponownie poszukaliśmy w PIPie.

– Wcześniej wyglądało to inaczej ? odpowiada Machnowski. – Teraz mówimy o zakazie handlu, wcześniej, w dniach ustawowo wolnych (takich było 13 w roku ? red.), mówiliśmy o zakazie pracy w handlu.

Niby chodzi o jedno słowo, ale różnica jest znacząca. Przed zmianą prawa w dni wolne właściciel sklepu nie mógł postawić za ladą tylko osoby zatrudnionej w sklepie na umowę o pracę. Resztę osób można było stawiać. Fakt, czy jest to bratowa, czy teściowa, czy ktokolwiek inny, nie miał znaczenia.

Owszem wysokość mandatu za łamanie przepisów była taka sama (w przedziale od tysiąca do dwóch tysięcy zł). Jeśli ktoś nie przyjął mandatu, sprawa, podobnie jak dziś, trafiała do sądu karnego, jako wykroczenie. I sąd mógł wymierzyć karę w wysokości od tysiąca do 30 tysięcy zł. I ta ostatnia kwota, po zmianie przepisów, wzrosła znacząco, bo do 100 tysięcy. Więc i państwo na ewentualnych karach bardziej się wzbogaci.

Zakaz uderzy w studentów

Bogusław Dytko, właściciel sieci sklepów Chata Polska w powiecie nowosolskim, choć zaznacza, że prawa przestrzegać trzeba, to nie jest do końca przekonany, że wszystko jest w porządku. – Bo czym właściciele sklepów różnią się na przykład od właścicieli stacji benzynowych? – pyta. I wskazuje na absurd: – Stacje benzynowe rozszerzają asortyment. Wkrótce kupimy tam pieczywo, kupimy wędliny…

Na zmianach, zdaniem B. Dytki, ucierpieć mogą nie tylko właściciele sklepów, ale też na przykład studenci. – Mam dzieci w tym wieku. Wspominały niedawno, że młodzi ludzie już mają z tym problem, że w niedziele zamykane są duże sklepy, galerie, a oni nie mają możliwości dorobić.

A wracając do wspomnianej bratowej…

B. Dytko: – Urzędnicy powinni podchodzić bardziej po ludzku. Ale urzędnicy są różni. Jeden uśmiechnie się i upomni, drugi kajdanki włoży.

18 marca (druga niedziela objęta zakazem) urzędnicy przeprowadzili kontrole w 100 czynnych sklepach (13 w naszym powiecie). Namierzyli 10 naruszających zakaz (trzy w naszym powiecie)

 

11 marca (pierwsza niedziela objęta zakazem) inspektorzy przeprowadzili kontrole w 104 czynnych sklepach (osiem w powiecie nowosolskim). Namierzyli 26 sklepów naruszających zakaz (cztery w naszym powiecie).

 

Napisz komentarz »