REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Przepisy ważniejsze niż człowiek

Opublikowano 24 marca 2018, autor: Michał Szczęch

O tym, jak pogorzelcy spod Nowego Miasteczka chcieli odremontować swój zabytkowy dom, który ucierpiał w pożarze i spotkała ich za to kara.

Artur, bezrobotny z Gołaszyna, w przeszłości pracownik PGR-u, spogląda na swój dom, spogląda na list od lubuskiego konserwatora zabytków i nie może uwierzyć. Bo w liście czarno na białym stoi, że mieszka, niczym wielki pan, w zespole podworskich budynków wchodzących w układ urbanistyczno-krajobrazowy Nowego Miasteczka. A przed oczami ma lichą chałupę z dachem pokrytym eternitem.

Część dachu strawił pożar

Wybuchł 15 lutego, skoro świt. Gdyby nie przechodzień, który zobaczył płomienie i zaczął walić w okna, to i Artur, i pozostali mieszkańcy mogliby spłonąć żywcem. A zabytkowy dom poszedłby pewnie z dymem. Na szczęście lokatorzy zdążyli uciec. W porę wezwali strażaków. Uratowali swój zabytkowy dom. Ruszyła pomoc mieszkańców. Gmina, strażacy i nadleśnictwo załatwili drewno na remont dachu. Ośrodek Pomocy Społecznej dorzucił parę złotych. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie konserwator zabytków, który pogorzelców ukarał mandatami. Prace wstrzymano. Dziurę w dachu do dziś zakrywa folia.

Jaki to zabytek?

Pyta o to nie tylko Artur, ale też Robert, który ma mieszkanie obok, bo budynek jest trzyrodzinny. Trzecie mieszkanie należy do Kazimierza.

Choć na oko ciężko się zgodzić, że budynek ma zabytkową wartość, to mieszkańcy, zgodnie z przepisami dotyczącymi zabytków, złożyli zawiadomienie do starostwa, że w pożarze ucierpiał dach i ruszają z naprawą. Zmieścili się w terminie, bo złożyli 22 lutego, więc tydzień po pożarze. Jako nadawcę, zamieścili Kazimierza. Podali jednak, że zawiadamia w imieniu swoim i sąsiadów. Uznali, że to wystarczy, bo po kiego grzyba tę samą treść miałby słać każdy z osobna, skoro urzędnicy narzekają na biurokrację i toną w dokumentach.

Do zawiadomienia dołączyli opis prac: „częściowa wymiana belek, wymiana pokrycia dachowego”. I poinformowali, że prace wykona firma zewnętrzna zgodnie ze sztuką budowlaną i przepisami BHP.

Jeszcze 22 lutego Mirosława Kochańska, powiatowa konserwator zabytków, z upoważnienia starosty napisała stosowne zawiadomienie. Miało trafić na biurko lubuskiego konserwatora. I trafiło 5 marca.

Niby wszystko w porządku, przynajmniej ze strony mieszkańców, więc dlaczego Barbara Bielinis-Kopeć, lubuska konserwator, zdecydowała (nie osobiście, a rękami swoich pracowników) o ukaraniu Artura i Roberta mandatami?

Decyzję uzasadnia pokrętnie

Z jednej strony w uzasadnieniu lubuskiego konserwatora jak byk stoi, że mieszkańcy złożyli zawiadomienie 22 lutego (więc w terminie). Ale kilka zdań dalej czytamy, że powiadomienie o pożarze budynku jednak do konserwatora nie wpłynęło, stąd mandat, którego nałożenie nakazują przepisy wymyślone przez ministerstwo, a w ostatnim czasie zaostrzone.

Rozdwojenie jaźni?

– Siedem dni po pożarze mieszkańcy pisemnie wystąpili do konserwatora z wnioskiem o zgodę na odbudowę dachu po pożarze. Więc jeśli mimo tego konserwator uznała się za niepowiadomioną, to jest to sytuacja zakrawająca o kuriozalną – bulwersuje się Danuta Wojtasik, burmistrz Nowego Miasteczka. – Poza tym mieszkańcy otrzymali tylko decyzję, bez zawiadomienia o wszczęciu postępowania, bez możliwości wypowiedzenia się w tej kwestii na etapie postępowania wyjaśniającego. Jest to naruszenie podstawowych zasad kodeksu postępowania administracyjnego. Ponadto karanie osób, które przeżyły tragedię związaną z pożarem domu w okresie zimowym i ledwo uszły z życiem, osób nie należących do majętnych, którym powinno się pomóc, jest zwyczajnie niehumanitarne ? D. Wojtasik nie boi się słów. – Będąc świadkiem takich zachowań urzędników wstyd mi, że jestem jednym z nich – kwituje gorzko.

Co to jest 500 złotych?

Ktoś może machnie ręką, że kwota marna, że niski mandat, więc o co kruszyć kopie. Dla bezrobotnego Artura to kwota, za którą z żoną mógłby się żywić przez miesiąc, więc łzy w ich oczach niech nikogo nie dziwią ? to po pierwsze.

Po drugie?

– Chodzi o zasady, o sprawiedliwość ? twierdzi Leszek Kucharczyk, wiceburmistrz Nowego Miasteczka. W opinii wiceburmistrza, mieszkańcom ewidentnie dzieje się krzywda. – Przecież dopełnili formalności ? podkreśla. Kwestię wartości domu, jako zabytku, komentuje wymownym milczeniem.

Od decyzji konserwatora mieszkańcy mogą się odwołać do ministra kultury (mają termin do 28 marca). – Pomożemy przy wsparciu naszego prawnika ? deklaruje burmistrz Danuta Wojtasik.

Napisz komentarz »