REKLAMA

Samorząd

ABBA gra, grilluje, a czasem się pokłóci

Opublikowano 07 kwietnia 2018, autor: Rafał Krzymiński

Dwaj zgryźliwy tetrycy? Wyliniałe lwy? Nic z tych rzeczy! Andrzej Bocheński i Andrzej Brachmański pokazują, że polityka może być wstępem do normalnej przyjaźni!

Kto wymyślił zespół AB BA?

Andrzej Brachmański: Zimą ubiegłego roku byliśmy nad morzem i zrobiliśmy sobie selfie. Pomyślałem ? podrażnimy kilku znajomych, głównie Edzia F. i Krzysztofa S i wrzucimy to na Facebook. Podpisując, wpadłem na pomysł, że Andrzej Brachmański i Bocheński Andrzej, to przecież AB BA. Zamieściłem post. Zauważyłem, że znajomi się śmieją i tak wkręciliśmy się w tę konwencję.

Słuchaliście ABBY?

Andrzej Bocheński: Nawet ja, ze słabym słuchem muzycznym.

Brachmański: Dawno temu w telewizji leciało Studio 2. ABBA wygrała Eurowizję. Zagrali w tym studio koncert na żywo. Szaleństwo! Zespół naszej młodości, obok Czerwonych Gitar i Budki Suflera.

Jesteście dobrymi kumplami?

Brachmański: Chwilami bardzo nie lubię tego gościa! (śmiech).

Ale na sesjach rady, gdzie was widzę nie wchodzicie w spory?

Brachmański: Na sesjach rady miasta się nie ścinamy, bo on tylko pod nosem komentuje i mruczy.

Bocheński: Nieprawda! Dziobem nie kłapię. Nie chce mi się!

Brachmański kłapie dziobem?

Bocheński: Impulsywny jest. Żałuję, że już koło niego nie siedzę, bo jak siedziałem to zawsze pukałem go w kolano, aby dał sobie spokój. Czasami pomagało…

Brachmański: Tak naprawdę, to jeden z moich najlepszych kumpli. Choć… jesteśmy w jednym klubie, to … poglądy często mamy bardzo rozbieżne. Ucieramy je jednak w dwójkowych dyskusjach, a nie publicznych sporach – latem na lodach w Nigerze, zimą na herbacie i dobrej szklance whisky. Ale jak ktoś czasami patrzy z boku…

Bocheński: To może odnieść wrażenie, że nie zgadzamy się w żadnej sprawie. On był ministrem, patrzy na politykę z perspektywy całego państwa, ja jestem bliżej samorządu. Miejska polityka zawsze nas różni, sprawy życiowe nas nie dzielą.

Brachmański: I myślą sobie, że ludzie, którzy nas słabo znają mają prawo pomyśleć że, ci faceci to się nie lubią. Wśród przyjaciół potrafimy się pokłócić. Edziu Fedko, nasz dobry kumpel (radny sejmiku – red.) zawsze się z nas śmieje i mówi, że ścieramy się jak dwa stare koguty.

Męska szorstka przyjaźń?

Bocheński: Tak mieli Miller i Kwaśniewski. My się lubimy! Andrzej to mój przyjaciel.

Co by musiał zrobić, żeby się pan z nim nie kumplował?

Bocheński: Jakby zgłupiał też bym z nim został. Ale chyba nie zgłupieje.. Chociaż, z nim nigdy nie wiadomo…

Ceni w nim Pan najbardziej?

Bocheński: Ma świetne pióro, ogromną wiedzę z historii, literatury, filmu. W „Milionerach” bym do niego zadzwonił.

Brachmański: Lepiej nie dzwoń, bo znów pretekst do kłótni znajdziesz.

Bocheński: W rozmowie jesteśmy naturalni, dochodzimy do kompromisu.

Brachmański: Nie używamy epitetów, nie powiem do niego ty głupku, bo ile razy można to mówić (śmiech). Cenię w Bocheńskim cierpliwość. Mnie nosi, aby załatwić sprawę od razu.

Bocheński: Może jest nam łatwiej, bo my już nic nie musimy. Nie musimy walczyć o stanowiska, przyjaźnie, kontakty. Ten etap mamy za sobą. Dziś obaj jesteśmy bardziej jak ci dwaj panowie z loży w Muppetach. Komentujemy. Czasami złośliwie, czasami życzliwie. A doświadczenie pomaga nam jako radnym załatwiać sprawy skutecznie, bez czynienia tego medialnego szumu.

Możecie powiedzieć o sobie, ten gość nigdy mnie nie zawiódł?

Obaj: Tak.

Brachmański: Choć czasem mnie wkurza.

Czym?

Brachmański: Wieloma rzeczami. Ostatnio mieliśmy być razem na jednym ze spotkań. Zapomniałem o tym. Poszedł sam. Po spotkaniu dzwoni i pyta, dlaczego cię chłopcze nie było? Nie mógł zadzwonić wcześniej?

Bocheński: Nie odwracaj kota ogonem, jak się umawiasz to patrz na zegarek.

Brachmański: No i whisky pije z colą, co jest dla mnie szczytem profanacji dobrego smaku.

Co was łączy?

Brachmański: Obaj lubimy dobrą kuchnię. Bochen świetnie gotuje. Smakują nam te same alkohole, dobre wino i whisky. Te same potrawy ? golonka lub owoce morza. Ale gdy jest nas dwóch to Bochen staje przy garnkach. Ostatnio na spotkaniu klubu Zielona Razem zrobił żeberka z grilla. Zabrakło ich po piętnastu minutach!

Bocheński: Tajemnica dobrego grilla, to wcześniej przygotowane mięso. Nie wystarczy popieprzyć go, posolić i wrzucić na ruszt. W 2002 r Jadzia Błoch namówiła nas byśmy stworzyliśmy ekipę i wystartowali w mistrzostwach Polski w grillowaniu. Wymyślił je Jacek Kuroń. W kategorii amatorów dotarliśmy do finału w Szklarskiej Porębie. 6 godzin stania przy rusztach. Daliśmy czadu! Słowem zostaliśmy Mistrzami Polski w grillowaniu amatorów, a ponadto dokopaliśmy zawodowcom w rybie. Nasz łosoś nie miał sobie równych. Andrzej wymyślił przyprawy. Wygraliśmy z zawodowcami – m.in. z ekipami Chaty Polskiej z Krakowa i Hotelu Kasprowy z Zakopanego.

Brachmański: Obecnie też dużo grillujemy z przyjaciółmi i rodzinami. Ale podział jest prosty. Bochen przy rusztach, a ja odpowiadam za bar i obsługę. Po prostu on jest dużo lepszy w mieszaniu w garach.

Bocheński: Przyjaciele się dziwią, że gdy grill jest u nich to przychodzę do nich z własnym mięsem. Na łapu capu nic nie upichcę! Bo tajemnica dobrego grilla tkwi w przygotowaniu, a nie przekładaniu na ruszcie.

Oprócz grilla, pichci pan?

Bocheński: Zupy, mulle, krewetki, czerninę. Wszystko. Nie lubię tylko kleić pierogów, bo mi się ręce ślizgają.

Brachmański: Lubimy też prowadzić samochód. Tylko, że ja.. nie lubię z nim jeździć, jest okropnym kierowcą. Ja jeżdżę spokojnie, a on …szkoda gadać.

Bocheński: Jeżdżę szybko po prostu.

Brachmański: Na zderzak jeździsz.

Brawura za kierownicą?

Bocheński: Tylko nie brawura, chyba zaraz się pokłócimy. Brawura to bezmyślność!

No dobrze, dynamiczny styl jazdy.

Brachmański: On jeździ „dynamicznie”, na zderzak , ja spokojnie. Tylko to ja mam pecha i zbieram mandaty. Lubimy podróżować, pozwiedzać. Ostatnio byliśmy w Żywcu, Krakowie, Szczyrku,

Bocheński: Wcześniej na „pielgrzymce” – Toruń, Licheń, Ostrów.

Nie kojarzycie się z kościołem…

Brachmański: Byliśmy w Toruniu, to i odwiedziliśmy kościół ojca Rydzyka, przejeżdżaliśmy obok Lichenia, zajrzeliśmy do Bazyliki. Jak byliśmy w Żywcu to zajrzeliśmy do browaru. Trzeba znać własny kraj we wszystkich jego odmianach

Bocheński: I lubimy kiedy na miejscu jest dobra kolacja z regionalnym jedzeniem.

Urlop też razem?

Brachmański: Kto by z nim wytrzymał dwa tygodnie? Trzy dni wystarczy…

Bocheński: O Łukęcin zahaczymy. W góry trudno, bo on lubi łazić, a ja na Śnieżkę wjeżdżam wyciągiem od strony czeskiej. Ale z drugiej strony ? z nim się dobrze zwiedza. Pamiętam jak z żoną Czesławą byliśmy w Warszawie. Brachmański był, zrobił nam wycieczkę. Byliśmy pod wrażeniem jego informacji. O każdym miejscu miał coś do powiedzenia. Pamiętasz?

Brachmański: To dawno było.

I przy okazji tego podróżowania, prowadzicie męskie rozmowy?

Brachmański: Sporo gadamy o polityce. Kiedy jedziesz z kimś samochodem, jak nawet jak cię wkurzy, nie możesz wysiąść.

Bocheński: Plotkujemy. Mężczyźni są większymi plotkarzami niż kobiety. O sporcie też gadamy.

Brachmański: Wciągnął mnie w koszykówkę, choć jego ulubiony sport to żużel. Dla mnie speedway to cyrk, widowisko, nie sport. Sport to koszykówka. Bo w koszykówkę może każdy grać.

Na każdym meczu Stelmetu jesteście?

Obaj : Nie, na Legii Warszawa nie byliśmy i dobrze. Na wyjazdach bywamy. Do Monaco nie polecieliśmy. Nie jesteśmy aż tak bogaci.

Bocheński: Dwa loty w ciągu doby to dla mnie za dużo. Byliśmy na Pucharze Polski w Warszawie, wcześniej w Toruniu. Konrad Witrylak nas do tych wyjazdów dopinguje.

Jak kibicujecie?

Bocheński: Brachman szaleje, martwię się zawsze, czy ławeczki szlag nie trafi. Jak przegrywamy kilkoma punktami, nosi go.

Brachmański: Na meczu z Asseco, przyłapałem się, że klnę jak szewc, a obok kobiety.

Bocheński: Też się wszystko we mnie tłucze w środku, jak dostajemy łupnia. Z marynarą nie lecę, jak wygrywają.

A co z żużlem?

Bocheński: Już kupiłem karnet dla siebie i wnuczki.

Brachmański: Nuda! Pójdę na żużel, jak wyścig będzie miał dwa okrążenia. Kiedyś to się ścigali, teraz ten, kto wyjdzie na czele z pierwszego wirażu wygrywa. Ale obaj bardzo lubimy Andrzeja Huszczę i jego żonę. Świetni ludzie. Tak, że Bochen nie namówi mnie na żużel, ale on ze mną na polowanie też nie pójdzie.

To niegodne zajęcie?

Bocheński: Mam mieć pretensje do rzeźników, że świnie zabijają? Myśliwi pracują, dożywiają dziki kukurydzą etc. Śmieszy mnie tylko jak słyszę, że to nie polowanie, a selekcja. Pacyfistą nie jestem. Polowanie to nie prosta sprawa, nie mam kondycji. Lubię za to ten ich pokot i bigos oraz nalewki, które Brachman bardzo dobre robi. Za zwierzyną nie będą ganiać.

Brachmański: Bochen uwielbia salceson. Jak mieszkałem w Warszawie, miał klucz do mojego pokoju. Wracam z obrad, otwieram lodówkę, a tam salceson. Znaczy Bochen przyjechał!

Od kiedy się znacie?

Brachmański: Poznaliśmy się 1992 r. ,w SdRP. Dwa lata później Andrzej wystartował po raz pierwszy do Rady Miasta. Został radnym a potem członkiem Zarządu, bo wtedy takowe istniały. To był dobry czas dla miasta. Masternak, Kuśnierz, Bocheński, Henke – zarząd z różnych opcji politycznych, ale świetnie współpracujący. To oni nadali impuls rozwojowi miasta, po kryzysie przełomu lat 80. i 90.

Bocheński: Wprowadził mnie do polityki, był moim mentorem. Byłem piąty z dziesięciu na liście. Wzięliśmy pierwszy, drugi i piąty mandat. Zasuwałem na niego….Ale byłem młodszy o kilkanaście kilo…

Ponoć nie ma przyjaźni w polityce?

Brachmański: Nasza przyjaźń szybko przeszła na grunt prywatny. Z drugiej strony, w polityce minimum lojalności jest ważne.

Był taki okres, że nie chcieliście ze sobą gadać?

Brachmański: Nigdy po kłótni nie trzasnąłem drzwiami. Choć czasami miałem ochotę, oj miałem…

Bocheński: Gdybym powiedział, że mam go w nosie, to byśmy tu nie siedzieli. Zasady obowiązują.

Pomogliście sobie w dołku?

Bocheński: Nie było takich sytuacji, że stoję na dziesiątym piętrze i skaczę. Wystarczy świadomość, że możesz liczyć na przyjaciela. To jak placebo, nic nie wziąłeś i pomaga.

Brachmański: W wielkie doły nie wpadamy. I mamy swoje rytuały. Pijemy lemoniadę.. Obserwujemy deptak. Gdy coś nam nie wychodzi ? idziemy na wspólne wyprawy z kijkami.

Bocheński: To jedyny sport, który możemy razem uprawiać.

Brachmański: Kiedyś biegałem wyczynowo. Zostały kije i sport mężczyzn w naszym wieku – sztafeta cztery razy setka.

A co Wasze kobiety na to?

Bocheński: Moja żona Czesława zmarła.

Brachmański: Jak to piszą na Facebooku – „to skomplikowane”

Bocheński: Czesława lubiła Brachmanka. Spotykaliśmy się często. A teraz….jest inaczej. Teraz mamy więcej czasu, spotykamy się prawie codziennie. Prawie, bo on ostatnio taki jakiś zarobiony się zrobił.

Obecność kumpla pomogła w trudnym momencie?

Bocheński: Zdecydowanie. Pomógł mi sam fakt, że był.

Brachmański: Nie idźmy w sentymentalizm, to ma być rozmowa na luzie. Nie chciałbym, żeby to poszło w tę stronę, że dwóch starych tetryków, podpiera się wzajemnie laskami. (śmiech).

Lubi pan film o tetrykach?

Brachmański: Bardzo! Choć nam do tetryków daleko. My ciągle aktywni jesteśmy.

Bocheński: Ale też tak jakoś się utarło, że chodzimy w parze. Kiedy jestem w urzędzie miasta, śmieją się ze mnie i pytają, gdzie się podziała moja druga połówka. Mija chwila i… przychodzi Brachman.

Często relacje z „występów AB BA” zamieszczacie w Internecie?

Brachmański: Dla nas to świetna zabawa. Relacje z naszych wspólnych wypadów i spotkań zamieszczam na Facebooku. Któregoś dnia Bochen kupił mi nawet kijek do selfie, aby zdjęcia były lepsze.

Bocheński: Latem AB BA zaprosi zielonogórzan na łączkę przy amfiteatrze na wspólną ucztę. Przygotujemy coś, podpowiemy. Poprosimy, żeby przyszli z własnym grillem. Bo życie musi być fun…

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »