REKLAMA
baner_citroen_970x250_C3_18-09-2017

Sport

Nic nie musimy

Opublikowano 07 kwietnia 2018, autor: Jakub Kłyszejko

Janusz Jasiński w ostatnim czasie dwa razy spotykał się z drużyną. Rozmowy poskutkowały, bo Stelmet Enea w końcu zagrał jak mistrz. Tak ma być już do końca.

Wynik ostatniego meczu z Lublinem sugeruje, że pożar już zagaszony?

– Jedno spotkanie nie jest jeszcze serią, ale najważniejsze jest to, że cykl naszych spotkań plus widoczna presja z każdej strony spowodowały, że zawodnicy usiedli i wytłumaczyli sobie pewne sprawy. Ustalili parę rzeczy między sobą i odnaleźli się jako drużyna.

Wszystko zadziało się chyba w odpowiednim czasie, bo w sezonie zasadniczym jest jeszcze o co grać.

– Zawsze kiedy kończą się europejskie puchary i zmniejsza się natężenie gry, to wychodzą takie „kwiatki”. Tak było też rok i dwa lata temu. Wtedy drużyna na nowo szuka swojej tożsamości. Duże znaczenie miały rotacje w składzie i kontuzje. Przed fazą play-off musi zostać zbudowana hierarchia, która na końcu daje efekt. Dobrze, że teraz czekają nas trudne mecze, bo nie ma nic gorszego niż rozluźnienie przed najważniejszym okresem.

Przywiązuje pan dużą wagę do miejsca po rundzie zasadniczej?

– Miejsce jest fetyszyzowane przez kibiców. Dla zawodników najważniejsze jest odpowiednie nastawienie i wejście w play-off. O tym ostatnio mówił Łukasz Koszarek. Miejsce ma mniejsze znaczenie, ale wygranie kilku meczów w najbliższym czasie doda im pewności siebie.

Ostatnio powiedział pan, że brak mistrzostwa nie będzie katastrofą. Podtrzymuje pan te słowa?

– Oczywiście, że podtrzymuję. Każda seria ma swój koniec i każde imperium kiedyś się kończy. Nie powinniśmy budować takiego świata, że my coś musimy. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy hegemonem, bo mamy do tego prawo. Przez kilka lat udało się nam zbudować dobrą drużynę i zaplecze sponsorsko-organizacyjne. Chciałoby się wygrywać zawsze, ale takie same ambicje mają we Włocławku, Toruniu, czy Ostrowie. Oni też mają koszykarską historię i dobrych zawodników. Co wyjątkowego jest w Zielonej Górze? No chyba my jako ludzie. To nie wystarczy, aby zawsze wygrywać. Mamy ambicje, żeby zwyciężać, ale przy naszej pozycji w Europie mistrzostwo kraju nie ma takiego kolosalnego znaczenia. Dla drużyny, która robi to pierwszy raz, to na pewno wielkie święto.

Podczas meczu z Lublinem kibice wywiesili dosyć mocne hasła. Jak pan to odebrał?

– Kiedy gra podoba się kibicom, to są brawa i autografy. Jeżeli nie, pojawiają się inne elementy. Myślę, że to dało dobry efekt w odpowiednim momencie. Sygnały pojawiające się z różnych stron powinny dać długotrwałą zmianę.

Napisz komentarz »