REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Bohater na medal

Opublikowano 07 kwietnia 2018, autor: PS

15-letni Miłosz z autyzmem postawił na nogi wszystkie służby w powiecie. Szukało go 100 policjantów i strażaków. A znalazł Mateusz Struś z Nowej Soli. – Dla mnie to bohater. Powinien dostać medal – mówi Agnieszka Miarka, mama Miłosza.

Był poniedziałek (2.04.). Późnym popołudniem Agnieszka Miarka razem z synami, kilkuletnim Szymonem i starszym Miłoszem, pojechała na spacer do lasu, w okolice Przyborowa. Byli przy zbiorniku przeciwpożarowym.

– Szymon nagle wszedł do wody w butach – relacjonuje Agnieszka. – Poszłam go wyciągnąć, a wtedy Miłosz pobiegł w las.

Przestraszona Agnieszka wsiadła do auta z młodszym synem i ruszyła na poszukiwania.

– Objechałam las chyba ze cztery razy i Miłosza nigdzie nie było. Co gorsza, na koniec zakopałam się autem.

Koniec końców, Agnieszka zadzwoniła po męża i szwagra. Około 16.00 zaczęli poszukiwania na własną rękę. Ojciec Miłosza natrafił w lesie na jego czapkę. Wtedy zrozumieli, że sami sobie nie poradzą  i zawiadomili policję. Na miejsce przyjechali też strażacy i pracownicy nadleśnictwa. W sumie Miłosza szukało prawie 100 osób.

– Przeszukiwaliśmy teren metr po metrze. Do akcji skierowaliśmy również przewodnika z psem tropiącym – mówi Justyna Sęczkowska, rzecznik nowosolskiej policji.

Mijały godziny, a 15-latka ciągle nie było.

Agnieszka: – Nie da się opisać, co czuje matka w takiej chwili. Zwłaszcza, że po 20.00 zrobiło się bardzo ciemno.

Przypadkowy bohater

Po 20.00 Mateusz Struś z narzeczoną i trzyletnim synkiem wracał ze świąt od rodziny. Byli pod Tarnowem Jeziernym, kiedy zauważyli nagiego, młodego mężczyznę.

– To był szok. Chłopak nie miał nic, ani butów, ani ubrania. Chyba z pięć aut go minęło i nikt się nie zatrzymał – relacjonuje Mateusz, który bez wahania zadzwonił na policję. – Dyżurny w Nowej Soli powiedział, że trwają poszukiwania i to może być zaginiony 15-latek. Od razu zawróciłem auto. Jeszcze raz zadzwoniłem na 997, ale połączyło mnie ze Wschową, tam nic nie wiedzieli o poszukiwaniach. Jak powiedziałem o nagim mężczyźnie w lesie, to chyba myśleli, że jakiś naćpany dzwoni – Marek nadal się denerwuje, gdy o tym mówi. – Na szczęście Miłosz nie uciekał na mój widok. Pozwolił do siebie podejść. Nie płakał, uśmiechnął się. Trząsł się z zimna. W aucie znalazłem koc i go okryłem. Wybiegłem na drogę, żeby ściągnąć pomoc. Nikt się nie zatrzymał. Dopiero pół godziny później przyjechała policja.

Przez cały czas Mateusz pilnował Miłosza. Funkcjonariusze wsadzili chłopca do radiowozu, a Mateuszowi pozwolili odjechać.

 

Matka dałby medal

Dziecko wróciło do rodziców. Dopiero następnego dnia Agnieszka, mama chłopca, dowiedziała się o bohaterskim czynie Mateusza. Odnalazła go i poszła podziękować.

– Wszystkim służbom zaangażowanym w poszukiwanie Miłosza jestem wdzięczna, ale pan Mateusz to dla mnie prawdziwy bohater – podkreśla. – Powinien dostać medal. Nie wiem jak mu dziękować – Agnieszka nie kryje łez wzruszenia. Powiedziała Mateuszowi, że skoro Miłosz uśmiechnął się do niego, to znaczy, że czuł się przy nim bezpiecznie.

Czemu chłopiec się rozebrał? – Może był zdenerwowany, że długo mamy nie widział. Z autystykami jest tak, że tego się nigdy nie dowiemy – mówi mama 15-latka. Przeraża ją znieczulica ludzi. – Podobno wiele osób widziało mojego syna i nikt się nie zatrzymał. Aż strach pomyśleć, co mogło się stać, gdyby podobnie zachował się pan Mateusz. Bardzo mu dziękuję, że nie był obojętny.

 

Nie czuje się bohaterem  

– Cieszę się, że chłopcu nic się nie stało, ale bohaterem się nie czuję. Skłamałbym mówiąc, że się wtedy nie bałem. Jechałem z narzeczoną i dzieckiem. Na początku nie wiedziałem kogo ratuję. To mógł być groźny przestępca, a ja byłem sam. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Zachowanie Mateusza docenił komendant Grzegorz Karpiński. W środę (4.04.) Mateusza zaproszono do komendy. Nowosolanin dostał list gratulacyjny. Wręczył mu go nadkom. Piotr Romanowski, naczelnik wydziału prewencji.

– Wykazał się godnym pochwały zaangażowaniem. Za wzorową postawę obywatelską jeszcze raz serdecznie dziękujemy – kwituje J. Sęczkowska.

 

 

Ramka

 

Miłosza szukano już wcześniej

To nie pierwszy raz kiedy Miłosz zaginął w lesie. Podobną akcję poszukiwawczą strażacy przeprowadzili 11 grudnia. Z synem na rajd rowerowy wybrał się wtedy ojciec. Jechali tandemem. Około 16.00 zrobili przystanek na drodze do Stanów. Miłosz wbiegł do lasu i zniknął ojcu z oczu. Na miejsce pojechało ośmiu strażaków. Weszli do lasu z latarkami. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że chłopiec nie odpowiadał na wołanie strażaków. Na miejsce szybko ściągnięto posiłki. Policja wysłała cztery radiowozy. W drodze byli też ochotnicy z Lubięcina i Przyborowa, ale ostatecznie ich odwołano, bo poszukiwania szybko się zakończyły. Chłopiec sam wyszedł na drogę. Zauważono go w okolicach mostu.

Napisz komentarz »