REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Idzie do nas świński wirus

Opublikowano 21 kwietnia 2018, autor: Michał Szczęch

Rolnicy drżą o trzodę chlewną, bo w Polsce wykryto kolejne przypadki afrykańskiego pomoru świń (ASF). Czy podzielą los hodowców drobiu, którzy w zaszłym roku opłakiwali miliony zabitych sztuk i stracone pieniądze? W powiecie ruszyły kontrole gospodarstw.

– Zachowajmy wszelkie zasady bezpieczeństwa ? Ewelina Lis, powiatowa lekarz weterynarii, apeluje do hodowców z powiatu. O zachowanie zasad apeluje też nadleśnictwo.

Były dwa podejrzenia

Wirus ASF przyszedł do Polski ze wschodu. Przesuwa się na zachód. Przekroczył już Wisłę.

– W naszym regionie nie mieliśmy jeszcze przypadku ASF, jeśli chodzi o trzodę chlewną ? uspokaja E. Lis. – Wśród dzików również nie było takiego przypadku ? informuje Bronisław Wartecki, inżynier nadzoru w Nadleśnictwie w Nowej Soli. Były dwa podejrzenia. Zbadanie próbek nie potwierdziło choroby.

Rozprzestrzenia się gwałtownie

Dziki i świnie padłe z powodu pomoru znaleziono w Czechach. Masowy odstrzał dzików wprowadzono w Niemczech. Dotarcie wirusa w nasze rejony wydaje się być kwestią czasu. Rozprzestrzenia się gwałtownie. I to nie przez dziki, które, owszem, wędrując roznoszą wirusa, ale na niewielkim obszarze. W dalsze rejony rozprzestrzenia się głównie przez ludzi, dla których na szczęście nie jest groźny.

– Ludzie mogą przenieść ASF choćby w kanapce z wędliną z zarażonego mięsa ? obrazuje B. Wartecki. Stąd apele o niewyrzucanie żywności w inne miejsca, niż zamknięte pojemniki. Wirus jest bardzo odporny. W mięsie utrzymuje się długo. W surowym, głęboko mrożonym, przeżyje nawet tysiąc dni.

Chorobę mogą przenieść też na przykład kierowcy ciężarówek, m.in. z Białorusi i Ukrainy, gdzie populacja dzików i świń przez pomór została zdziesiątkowana. Wystarczy, że kierowca miał styczność z wirusem, którego przeniósł na butach.

B. Wartecki z nadleśnictwa potwierdza, że korytarzem, przez który wirus rozprzestrzenia się najsprawniej, są autostrady.

Odstrzelili 400 sztuk

Od stycznia w polskich lasach padło już ponad tysiąc dzików. W gospodarstwach wybito tysiące świń. Było też kilka protestów rolników. Domagali się nie tylko sprawnej wypłaty odszkodowań (nie dostali, bo nie spełnili wymagań bioasekuracji), ale też zwiększenia liczby ośrodków badających mięso pod kątem ASF i natychmiastowej redukcji populacji dzików.

Zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Środowiska, nadleśnictwa wydały zezwolenia na zmniejszenie populacji dzików poprzez zwiększone odstrzały.

– Myśliwi musieli zejść z zagęszczenia do jednej sztuki na tysiąc hektarów ? precyzuje B. Wartecki. Teren podlegający nadleśnictwu w Nowej Soli obejmuje 69 tys. hektarów. Więc dzików na tym obszarze powinno zostać raptem 69. Od początku stycznia do końca marca w lasach Nadleśnictwa Nowa Sól odstrzelono 400 sztuk.

– Obliczono, że odstrzał, który tak drastycznie ograniczył populację, może okazać się skutecznym w walce z ASF i zatrzyma postęp wirusa ? tłumaczy Wartecki.

– Wcześniej dzików na tysiąc hektarów było około pięć, więc populację musieliśmy zmniejszyć kilkukrotnie ? precyzuje Hubert Preis z Polskiego Związku Łowieckiego (zarząd główny) w Niecieczy pod Nowym Miasteczkiem.

Problemem może okazać się utrzymanie populacji na tak niskim poziomie, bo dziki mnożą się bardzo szybko. Natura próbuje nadrobić to, co odebrał człowiek.

Będą konflikty?

Kłopotliwe może być ustalenie, kto powinien zgłosić padłe zwierzę i ewentualnie opłacić utylizację.

– 69 tysięcy podległych nam hektarów to miejscowości, łąki, pola i blisko 23 tysiące hektarów lasów ? kontynuuje B. Wartecki. – My, jako nadleśnictwo, odpowiadamy za zwierzynę padłą na terenie lasu. Musimy powiadomić służby weterynaryjne. Pobiorą próbki. Za ewentualną utylizację zapłaci nadleśnictwo.

Jeśli okaże się, że zwierzyna padła na ASF, zginąć muszą wszystkie dziki w okolicy. O tym, co stanie się ze świniami, zadecyduje inspektor weterynarii.

Jeśli padły dzik leży nie w lesie, a na przykład przy drodze, za wszczęcie procedury odpowiada administrator drogi (gmina, powiat, województwo etc.), który musi powiadomić odpowiednie służby. I opłaca utylizację.

Adekwatnie, jeśli zwierzę padło na przykład na polu rolnika, odpowiada rolnik. Stąd obawy urzędników, że zaczną się mnożyć przypadki podrzucania padłych zwierząt na sąsiednie działki, by uniknąć kosztów i kłopotów.

Ruszyły kontrole

W powiecie nowosolskim, według szacunków powiatowego inspektoratu weterynarii, jest 190 stad zwierząt ze świniami. Gospodarstw i ferm do skontrolowania jest jeszcze więcej. – W niektórych świnie zamieszkają na przykład za kilka tygodni i te również musimy skontrolować pod względem zabezpieczeń przed ASF – wyjaśnia E. Lis, powiatowa inspektor weterynarii. Jeśli ktoś się nie dostosuje do wytycznych (prezentujemy je w ramce przy tekście), jego świnie zostaną wybite.

Owszem, mięso z takich świń jest jadalne. Skupem zajmują się jednak tylko wyznaczone ubojnie.

W wielkiej chlewni się nie boją

Gdyby wirus zaczął u nas dziesiątkować stada świń, rolnicy straty liczyliby w setkach tysięcy złotych, a nawet w milionach. Wystarczy wspomnieć, że ferma w Niedoradzu, największa w okolicy, to ok. 20 tys. sztuk trzody chlewnej (licząc prosięta etc).

– My środki bezpieczeństwa mamy wprowadzone na stałe – komentuje Marek Pietras, kierownik chlewni. – Teren jest ogrodzony. Bramy wjazdowe są monitorowane. Kontrolujemy każdy pojazd. Mamy zraszacze do dezynfekcji. Mamy kombinezony i obuwie dla kierowców wchodzących na teren chlewni. Kontrolujemy też trasę pojazdów – wylicza M. Pietras.

Mogli działać wcześniej

– Na wszystko jest za późno – kręci głową Jerzy, rolnik ze wsi Bobrowniki w gminie Otyń. – Trzeba było już cztery lata temu działać, gdy to wszystko się zaczynało we wschodniej Europie – Jerzy na myśli ma chociażby zakaz skupowania tańszych warchlaków z Białorusi i budowanie ogrodzeń. – Cała polska ściana wschodnia kupowała te warchlaki, czemu nikt tego w porę nie ukrócił? Ogrodzenia mogli budować wcześniej, bo teraz to już bez sensu, skoro choroba jest u nas – wylicza Jerzy. Na myśli ma też chociażby brak chłodni przeznaczonych dla zwierząt padłych z powodu ASF. Pomagają w bioasekuracji, gdy pojawia się wirus. Na przykład na Litwie takie chłodnie stoją w każdym powiecie. U nas, w nowosolskim, nie ma ani jednej.- Czemu nikt w porę nie wybudował? – pyta Jerzy.

Rolnik z Bobrownik hoduje obecnie 35 świń, w tym trzy maciory, które rocznie dają ok. 50 tuczników. – To działalność na skraju opłacalności – narzeka. Wystarczy wspomnieć, że przed laty macior u Jerzego było 10, a tuczników (rocznie) – 150. – Hodowle ograniczam przez koszta i kolejne, coraz bardziej wymyślne przepisy unijne – wyjaśnia rolnik. – A teraz jeszcze ten wirus? Jeśli do nas dojdzie, jeśli zaostrzą wytyczne, a te okażą się kosztowne, to zlikwiduję hodowlę – Jerzy twierdzi, że jego los podzieli pewnie wielu drobnych rolników. To będzie gwóźdź do trumny dla małych hodowli, które i tak padają, przegrywając rywalizację z przemysłowymi potentatami.

KOMUNIKAT POWIATOWEGO INSPEKTORA WETERYNARII

Komunikat skierowany jest do hodowców trzody chlewnej. UWAGA! Kontrole Inspekcji Weterynaryjnej przeprowadzane będą w każdym gospodarstwie utrzymującym świnie. Kontroli podlegać będą zagadnienia bioasekuracji i zagadnienia z zakresu identyfikacji i rejestracji zwierząt.
Niespełnienie wymagań wiąże się z wydaniem decyzji o nakazie zabicia lub uboju świń i zakazie ich utrzymywania w gospodarstwie.

Świnie muszą być trzymane w oddzielnych pomieszczeniach, przed wejściem i wyjściem muszą być wyłożone i systematycznie nasączane maty dezynfekcyjne.
Nowe przepisy nakazują karmienie świń paszą zabezpieczoną przed dostępem zwierząt wolno żyjących i zabezpieczenie budynku, w którym są utrzymywane świnie, przed dostępem zwierząt wolno żyjących oraz domowych.
Obowiązkowe jest prowadzenie dokumentacji:
1. rejestr środków transportu do przewozu świń wjeżdżających na teren gospodarstwa;
2. rejestr wejść osób do pomieszczeń, w których są utrzymywane świnie;
3. spis posiadanych świń, z podziałem na prosięta, warchlaki, tuczniki, lochy, loszki, knury i knurki, oraz bieżące aktualizowanie tego spisu.
Konieczne jest mycie i odkażanie rąk, czyszczenie i odkażanie obuwia, stosowanie odzieży ochronnej, a także czyszczenie i odkażanie narzędzi i sprzętu używanego do obsługi trzody.
Wybieg dla świń utrzymywanych w systemie otwartym musi być zabezpieczony podwójnym ogrodzeniem.
Zakazane jest wnoszenie i wwożenie na teren gospodarstwa, w którym są utrzymywane świnie, zwłok dzików, tusz dzików, części tusz dzików i produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego.
Zakazane jest także wykonywanie czynności związanych z obsługą świń przez osoby, które w ciągu ostatnich 72 godzin uczestniczyły w polowaniu na zwierzęta łowne lub odłowie takich zwierząt.

Przykładowe wzory rejestrów i więcej informacji na stronie www.piwnowasol.pl

 

Napisz komentarz »