REKLAMA
baner_citroen_970x250_C3_18-09-2017

Ludzie, wydarzenia

Wybrałem gaz

Opublikowano 06 maja 2018, autor: PS

– Dobrze pamiętam audi. Jakbym dodał gazu, może bym przemknął – mówi żużlowiec Wojtek Pilarski. Tydzień temu w wypadku w centrum Nowej Soli otarł się o śmierć.

Wojtek jest już po operacjach. W czwartek (3.05.) czuł się na tyle dobrze, że mógł z nami porozmawiać. Co pamięta z wypadku?

– Dzień wcześniej kupiłem motor w Kożuchowie. W piątek byłem już po lekcjach i pojechałem w siną dal – uśmiecha się.

– Nudno było, auta się ciągnęły jak żółwie, to zacząłem je mijać. Jak byłem przy trzecim, zobaczyłem, że pierwszy z kolumny skręca w lewo. Miałem do wyboru albo zahamować, albo dodać gazu i próbować przemknąć. Wybrałem drugie rozwiązanie i to pogorszyło sprawę. W ścigaczu mały ruch manetką to od razu 30 km więcej – mówi.

Wojtek nie pamięta, ile miał na liczniku. Mówi, że po upadku nie czuł nóg.

– Przestraszyłem się i zacząłem wariować. Ale jak drgnęła jedna i druga, to poczułem ulgę i czekałem na pogotowie – wspomina. Pamięta, że pierwszy podbiegł do niego kolega. – Dużo osób chciało mi pomóc, ale był przy mnie dobry przyjaciel Arek Zakrzewski, który widział wypadek. Nie pozwolił nikomu podejść i mnie dotykać, żeby jeszcze nie pogorszyć sytuacji – opowiada.

Arek z Wojtkiem znają się od 10 lat.

– Pożegnaliśmy się pod Elektrykiem. Pochwalił się, że maszynkę sobie kupił. Jeszcze machnąłem mu ręką. Kilka aut wyprzedzał. Na moich oczach uderzył w audi. Kawasaki leciało w powietrzu. Motor skasował lampę, a Wojtek śmietnik. Tak uderzył, że kask spadł mu z głowy – opowiada.

Arek rzucił torbę i ruszył koledze na ratunek. – Po drodze krzyczałem, żeby dzwonić na 112. Kontaktował, ale nie wiedział, co się dzieje. Mówił, że boli go ręka, chciał wstawać, ale go przytrzymałem i kazałem mu się nie ruszać. Jakiś facet krzyczał, żeby go na bok przewrócić, ale gdzie po takim wypadku na bok. Podbiegł jeszcze kolega z OSP i przytrzymał mu głowę. Później przyjechała straż i kazała nam odejść – opowiada Arek.

Nie wierzę, że mnie nie widziała

Lekarze powiedzieli mu, że miał dużo szczęścia i powinien dać sobie spokój z motocyklami.

– Cały odcinek lędźwiowy miałem zmiażdżony. Usunęli mi śledzionę i nerkę. Kręgosłup też pogruchotany. Nie wiem ile żeber mam połamanych, ale jak biorę łyka wody, to czuje jak bolą. Jeszcze ręka złamana. Wkręcą mi w nią blachę – wylicza.

– Na żużlu wypadki często się zdarzają, ale jeździć z jedną nerką to duże ryzyko. Ale ścigacza sobie kupię – uśmiecha się.

Żal mu sezonu. – Odbyłem cztery treningi i uszkodziłem palec. Teraz w poniedziałek miałem wrócić do zajęć. Harowałem na treningach, chciałem coś w tym roku ugrać, powalczyć o skład – mówi.

– Może ten żużel nie jest dla mnie? – zastanawia się. – Cały czas miałem jakieś problemy. Jak nie kontuzje, to odwołane treningi, a teraz to. Muszę odpocząć i wszystko przemyśleć. Po takim wypadku cieszę się, że w ogóle mogę chodzić, chociaż chciałbym jeszcze kiedyś wrócić na tor – mówi.

Wojtek przyznaje, że często myśli o wpadku. – Wiadomo, że w takich miejscach nie powinienem wyprzedzać, ale może gdyby ta pani popatrzyła w lusterko, to by do tego nie doszło. Nie wierzę, że nie zauważyła seledynowego motoru? – dziwi się.

Młody żużlowiec zastanawia się nad czymś jeszcze. – Kupiłem kawasaki o pojemności 600, a chciałem 900-tkę. Gdybym ją miał, na pewno bym się prześliznął.

komentarz »
  1. jack 10 maja 2018 19:48 - Odpowiedź

    Ciekawe, ze nie mysli o tym, że komuś mogł zrobic krzywdę.

Napisz komentarz »