REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Ksiądz walczy o życie

Opublikowano 12 maja 2018, autor: PS

Ks. Dariusz Lik ma raka. Lekarze nie dają mu szans, ale on się nie poddaje. Próbuje metod niekonwencjonalnych i wierzy, że z Bożą pomocą pokona chorobę.

Ks. Dariusz jest proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej. Często bywa w Nowej Soli i w Kożuchowie, gdzie odprawia nabożeństwa, a także organizuje tzw. spotkania biblijne. Trzy lata temu dowiedział się, że ma raka.

– Badania wykazały, że mam jasnokomórkowego raka nerki – opowiada ks. Dariusz. To nie był jeszcze wyrok. Pół roku po diagnozie trafił na stół operacyjny. Usunięto nerkę. Onkolodzy twierdzili, że jest po wszystkim, ale dla świętego spokoju urolog zrobił mu dodatkowe badania.

– Okazało się, że mam kilkanaście przerzutów – mówi ksiądz. Diagnoza była druzgocąca.

– Operacja jest niemożliwa. Nie kwalifikuje się na radioterapię, bo ona nie działa na ten typ nowotworu. Nie da się go też opanować chemioterapią. Zakwalifikowano mnie jako pacjenta opieki paliatywnej – opowiada.

Dzwonił do kilku klinik w Polsce, ale wszyscy onkolodzy powtarzali to samo.

– Byli zgodni, że jedyny lek jaki można mi dać to sutent. Tabletka, która może jedynie spowolnić proces chorobowy – opowiada. Lek kosztuje 40 tys. zł, ale na szczęście jest refundowany. Poczytał o swojej chorobie i wrócił do onkologów z trzema pytaniami:

– Czy to prawda, że lek działa maksymalnie dwa lata? Tak. Czy to prawda, że przeżywalność z nowotworem mojego typu wynosi trzy lata? Tak. Czy to prawda, że tylko jednostki przeżywają pięć lat? Tak – opowiada. – Na pocieszenie usłyszałem, ale przez pięć lat może się dużo zmienić w medycynie.

 

Modlitwa, onkologia i medycyna alternatywna

Obliczył, że zostały mu maksymalnie cztery lata życia. Chce przez ten czas zrobić wszystko, żeby się uratować. Mówi, że z nowotworem walczy na trzech płaszczyznach. Pomaga mu modlitwa, lekarze i medycyna niekonwencjonalna. Największe nadzieje pokłada w Bogu.

– Jeśli on mi nie pomoże, to żadna metoda alternatywna, ani onkologia też mi nie pomogą – stwierdza.

Od lekarzy wiele nie oczekuje: – Osobom z moim stanem zdrowia onkologia nie ma ona zbyt wiele do zaoferowania – mówi.

Skupił się na medycynie niekonwencjonalnej. Dotarł do kilku lekarzy w Polsce. Jego leczenie prowadzi dr Anna Bednarek, o której mówi, że nie jest członkiem korporacji lekarskiej NFZ.

– Ma udokumentowane uleczenia nowotworów piersi czy wątroby. Powiedziała, że jestem drugim przypadkiem raka nerki, jaki spotkała. Pierwszym był jej ojciec. Nie uratowała go. Powiedziała mi, że dziś jest mądrzejsza, niż była wtedy – opowiada ks. Dariusz.

 

8 godzin pod kroplówką

Ksiądz stosuje zioła sprowadzane z Chin. Wierzy, że dzięki nim jest w stanie przeciwstawić się chorobie.

– Pracuję, jeżdżę samochodem, chodzę po schodach, normalnie funkcjonuję – mówi.

Dotarł też do różnych lekarstw z zagranicy.  – Korzystam z dużych dawek witaminy C. Biorę też środki na odkwaszanie krwi. Do tego dochodzą leki z Ukrainy, Niemiec i Szwajcarii – wymienia.

Co dwa tygodnie bierze je dożylnie. Pielęgniarki wkuwają się w żyłę na ręce albo stopie i podają kroplówki. Trwa to nawet 8 godzin. – Boli. Ale mam do wyboru położyć się do łóżka i czekać na śmierć, albo zacisnąć zęby i walczyć.

 

Nie ma we mnie gniewu

– Jaki Bóg ma plan? Dlaczego dopuścił do mnie chorobę, czy zechce mnie uzdrowić? Być może nigdy się tego nie dowiem – zastanawia się. – Modlę się do niego i proszę go, żeby pozwolił mi wygrać z rakiem. Jeśli jego wola będzie inna, to się podporządkuję. Na pewno nie ma we mnie złości, czy gniewu – stwierdza.

Wierni wspierają księdza i próbują mu pomóc. Pomaga mu też kościół katolicki. W ub. r. Filharmonia we współpracy z Diecezją Zielonogórsko-Gorzowską zorganizowała koncert podczas, którego caritas robił zbiórkę datków na leczenie księdza. Zaproponował to biskup Tadeusz Lityński. Opieką objęła go też fundacja „Wspieramy nadzieję”.

Na leczenie księdza prowadzona jest zbiórka. Potrzeba 60 tys. zł na zakup lekarstw.

– Przez trzy miesiące chcę uderzyć w raka wszystkimi możliwymi substancjami, które mogą mi pomóc. Po tym czasie będę wiedział, czy wymyślona przeze mnie terapia ma sens – mówi.

Co jeśli się nie uda? – Nie pogodziłem się ze śmiercią, ale nie boję się jej. Jest takie powiedzenie, że choćby jutro miał być koniec świata, to ja posadzę jeszcze drzewo, i tak staram się funkcjonować – mówi.

 

Jak pomóc księdzu?

Zbiórka już ruszyła. Jedno konto prowadzi kościół ewangelicko-augsburski. BZ WBK 57 1090 1535 0000 0001 3495 7237 z dopiskiem „na leczenie proboszcza.

Drugie konto założyła fundacja hospicjalna „Dajemy nadzieję” ze Słubic. 112 8369 0008 0071 3287 2000 0010.

Na razie na obu rachunkach udało się uzbierać około 5 tys. zł. Na stronie fundacji ksiądz prowadzi bloga i opisuje jak działa medycyna alternatywna, którą na sobie stosuje.

– Nie boję się weryfikować tych metod. Nie ma przypadku, że ktoś z moim typem nowotworu został uratowany. Za cztery lata będzie wiadomo, czy pacjent, który nie powinien żyć wciąż żyje – mówi.

Napisz komentarz »