REKLAMA
5729-1504872275

Ludzie, wydarzenia, Wasze sprawy

Napisał do mnie morderca ojca

Opublikowano 04 listopada 2011, autor: Patryk Świtek

Urząd bezpieczeństwa wsadził go do więzienia, kiedy miał pięć lat. – Chcieli dorwać mojego ojca, dlatego potrzebowali zakładnika – opowiada Janusz Niemiec (mieszkaniec Mirocina Średniego), syn słynnego majora Żubryda.

Napisał do mnie morderca ojca

Był rok 1946. Mały Janusz Żubryd mieszkał z babcią Stanisławą Praczyńską w Sanoku. Na trzy dni przed Wielkanocą pod dom zajechały trzy samochody. Wysiedli z nich żołnierze i oficerowie UB. Zabrali Janusza, babcię i ciotkę, która przyjechała na święta. Oficer dowodzący akcją posadził chłopca na kolanach w szoferce. Trafił do więzienia na zamku w Rzeszowie. W aktach wpisano „podejrzany w sprawie współpracy z bandą Żubryda”.

– W wózku dziecięcym granaty ojcu do lasu przywoziłem? – śmieje się dziś pan Janusz.

Ojca Antoniego Żubryda i matkę Janinę widywał sporadycznie. Ukrywali się w lasach. Ojciec był dowódcą największego oddziału (280 żołnierzy) na Podkarpaciu. UB postanowiło aresztować jego pięcioletniego synka i wykorzystać go jako zakładnika.

Z więzienia pamięta niewiele.

– To było 66 lat temu. Pamiętam tylko smród fekaliów i strzały. Jak dowożono kolejnych aresztowanych, więźniowie podbiegali do okien zobaczyć, kto przyjechał. Puszczano wtedy serię po budynku, żeby się cofnęli. Po paru tygodniach w celi komendant pozwolił mi jeździć po dziedzińcu na hulajnodze. No i pamiętam wiśnie. Jeden z pracowników, który zaopatrywał kuchnię, był przyjacielem rodziny. Przywoził mi wiśnie – opowiada.

 Zlikwidować Żubryda

Kiedy Januszek siedział w więzieniu, jego ojciec organizował akcje na posterunki milicji i transporty kolejowe. Oddział likwidował agentów UB i donosicieli. Przez cały czas z Antonim była żona Janina.

24 października 1946 roku z żoną i Jerzym V., należącym do jego ochrony, znalazł się w gajówce we wsi Malinówka. Było już późno ok. godz. 20. Janina miała poprosić męża, żeby znalazł inną kwaterę. W gajówce nie było wody i prądu. Żubryd wyszedł z  Jerzym V. Po 40 minutach wrócił Jerzy. Miał powiedzieć, że „… Antoś czeka na nowej kwaterze, chodź Janeczko” – zeznali gajowy i jego żona przed Główną Komisją do Badania Zbrodni nad Narodem Polskim. Rano gajowy znalazł Antoniego i Janinę martwych od strzału w tył głowy. On w chwili śmierci ma 28 lat, ona 25. Do dziś nie udało się odnaleźć ich ciał, ale zachowały się fotografie. Po latach podczas rozprawy wyszło na jaw, że Jerzy V. był na usługach UB. Dostał rozkaz przeniknięcia do oddziału Żubryda i likwidacji majora. Przed sądem chwalił się, że to jego największe osiągnięcie.

Jak Żubryd stał się Niemcem

Tydzień po przywiezieniu zwłok Żubrydów do Rzeszowa, Janusza zwolniono z więzienia. Nie pozwolono mu jednak wrócić do domu z babcią.

– Bano się, że będę wychowywany w duchu, który reprezentował ojciec. Głupota, bo nie można było myśleć, że pięcioletnie dziecko jest na tyle ukształtowane, żeby w przyszłości walczyć z władzą ludową. Chociaż czytałem zeznania żołnierzy ojca, którzy opowiadali, że kiedy oddział wchodził do wsi Haczów na czele szedł czteroletni brzdąc, czyli ja – uśmiecha się pan Janusz.

Chłopiec trafił do ochronki pod kontrolą UB. Pewnego dnia w sierocińcu pojawiła się Stefania Niemiec, siostra zamordowanej Janiny. Siostry jeszcze przed wojną zawarły pakt, że ta, która przeżyje okupację, zajmie się potomstwem.

– Jestem twoją ciotką. Czy mnie pamiętasz? Pójdziesz ze mną? – wspomina pan Janusz.

– Odpowiedziałem, że pójdę, jak mi dasz kartofli – opowiada.

Do dziś nie wie, jak jej się udało wyciągnąć go z sierocińca.

– Sanok po moim zniknięciu oszalał. Chciały mnie dopaść rodziny ofiar działalności ojca. Chcieli zemsty na żubrydowym szczeniaku. UB pytało,  gdzie się podział Żubryd – opowiada.

Adoptował go ciotka, zmieniła mu nazwisko na Niemiec. Z nową rodziną przeprowadził się do Warszawy. Do 1989 roku nazwisko Żubryd w domu wypowiadano tylko szeptem. Janusz nie może się chwalić swoim pochodzeniem ani w szkole, ani później na studiach. 

List do syna

Pan Janusz spotkał Jerzego V. kilkakrotnie podczas rozpraw sądowych i raz podczas kręcenia filmu dokumentalnego dla TVN.

– Stał nad brzegiem Sanu w Sanoku, ja wyszedłem z lasu od tyłu. Wyciągnął do mnie rękę. Powiedziałem mu, że chyba pan nie myśli, że podam panu rękę po tym, co zrobił – opowiada.

Po raz pierwszy obaj dowiedzieli się o sobie, dzięki „Gazecie Wyborczej”. Po reportażu o majorze Żubrydzie pewnego dnia w 1997 r. do mieszkania pana Jana zapukał Jerzy V. i wręczył żonie list zatytułowany „Do syna”. Ma go do dziś. Pozwolił nam go przeczytać.

„Słowa te kreśli człowiek, który przed pół wiekiem odebrał życie Pańskim rodzicom” zaczyna się. Dalej Jerzy V. opisuje, że również był prześladowany i ścigany przez UB. Żubryd wciągnął go do swojej grupy. „Zdarzyło się, że nocowałem z Żubrydem w jednej kwaterze. Spaliśmy na jednym łóżku. Nasze głowy spoczywały na jednej poduszce. Pod jedną poduszką spoczywały nasze pistolety”. Jerzy V. napisał, że wpadł w konflikt z jednym z członków oddziału. Do tego stopnia, że był gotów go zastrzelić. Dotarło to do dowódcy. Żubryd miał mu powiedzieć: „W tym wojsku tylko ja mogę strzelać do swoich (…). Wymarsz jutro wieczór. Przyjdę po ciebie”. Następnego dnia wieczorem oddziału we wsi już nie było. W liście można przeczytać, że Żubryd z żoną i Jerzym V. zostali sami. Szli przez ciemne pagórki. Kiedy doszli na skraj lasu, wywiązała się między nimi strzelanina. Jerzy V. przekonany, że Antoni chciał go zabić, uskoczył w krzaki i zaczął strzelać. Zabił Żubryda i jego żonę. Dalej pisze, że oddał się w ręce UB. „Potraktowali mnie z szyderczym sceptycyzmem. Chełpili się możliwością bliskiej likwidacji Żubryda. Mój wyczyn ocenili jako sprzątnięcie im sprzed nosa myśliwskiego łupu. (…) Według zeznań gospodarzy z ostatniej kwatery, Żubryd ogłosił publicznie decyzję osobistego zlikwidowania mnie”.

Żubryd został w rodzinie

Na podstawie tego listy Iwona Bartuleska nagrała film dokumentalny „List do syna”. IPN też nakręcił film dokumentalny o Żubrydzie. Pan Janusz wciąż ma nadzieję, że TVN skończy kolejny dokument. Na razie projekt w połowie zawieszono z powodu braku funduszy. W swoim domu w Mirocinie Średnim (gm. Kożuchów), gdzie mieszka od pięciu lat z córką i wnukiem, pokazuje na półce książki o ojcu. Do wznowionego wydania „Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie” sam napisał jeden rozdział. Do nazwiska Żubryd wrócił tylko jego syn Rafał. Ona sam nie zamierza tego robić.

– Za stary już jestem, poza tym jestem coś winny rodzicom, którzy mnie wychowali – tłumaczy. Rozprawa w sprawie morderstwa jego rodziców, trwała trzy lata, została umorzona. Nie udało się udowodnić, że Jerzy V. działał z inspiracji UB.   

 

Do ramki

Antoni Żubryd był zawodowym żołnierzem. W 1939 roku ze bronił Warszawy. Losy wojenne sprawiły, że trafił w ręce NKWD. Miał szpiegować dla nich w Polsce i donosić o pozycjach niemieckich. Po aresztowaniu przez Gestapo, w 1943 roku dostał wyrok śmierci. Stał na desce przerzuconej nad zbiorowym grobem. Uderzył esesmana w twarz i uciekł do lasu. Po wyzwoleniu zgłosił się do wojskowego komendanta w Sanoku i przedstawił mu swoją działalność na rzecz Związku Radzieckiego. Został przyjęty do Urzędu Bezpieczeństwa. Został oficerem śledczym. Wiele ludzi dzięki temu udało mu się ostrzec i uratować. W czerwcu 1945 roku przechwycił wiadomość z Rzeszowa z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa do komendanta, a dotyczącą jego osoby. Ostrzegano, że Żubryd może być „zdrajcą”. Tego samego dnia zorganizował z żoną akcję. Pod więzienie w Sanoku podjechał ciężarówką. Posługując się sfałszowanymi dokumentami uwolnił dziesięciu żołnierzy AK. Uciekli do lasu i uformowali oddział partyzancki.

  • Napisał do mnie morderca ojca
  • Napisał do mnie morderca ojca
  • Napisał do mnie morderca ojca
komentarze »
  1. Zbigniew Płoszaj 27 października 2013 21:48 - Odpowiedź

    Szanowny Panie Niemiec,
    – Znam historię pańskich rodziców już od dawna, ale zawsze gdy ją wspominam jestem poruszony. Jeżdżę czasem rowerem do Malinówki po krzyż, rozmawiam o tych sprawach z różnymi ludzmi. Wdzięczna pamięć jest ciągle żywa, przetrwała.
    Pozdrawiam; Zbyszek.

  2. john 2 listopada 2014 19:22 - Odpowiedź

    Byłem dzisiaj wraz z moją Rodziną, tj. 02 listopada 2014 roku pod I-szym Krzyżem (metalowym) na rozstajach dróg polnych. Zapaliliśmy znicz pamięci dla Bohaterów (znicz od 21. Brygady Strzelców Podhalańskich z Rzeszowa). Wieczne odpoczywanie dla Pańskich Rodziców. Chylę czoła i pozdrawiam Pana i pana Rodzinę. Chwała Bohaterom! kpt. Jan JASTRZĘBSKI

  3. HANIA 10 maja 2017 15:52 - Odpowiedź

    Janku zmarł Jerzy , pogrzeb w sobotę w Siedlcach

Napisz komentarz »