REKLAMA

Ludzie, wydarzenia, Wasze sprawy

Siostry hodują królika

Opublikowano 21 stycznia 2011, autor: Barbara Tudek

5-letni Igor w przedszkolu spędził zaledwie 10 dni. Zdaniem mamy chłopca, zachorował przez królika, którym opiekują się elżbietanki.

Królik w Przedszkolu Sióstr Elżbietanek w Kożuchowie jest od trzech lat. Do tej pory sprawiał wszystkim radość. Sytuacja zmieniła się, gdy we wrześniu do grona przedszkolaków dołączył 5-letni Igor Papaj z Kożuchowa. Po pierwszych pięciu dniach przyszła Justyna Dąbrowska-Papaj i powiedziała, że syn ma alergię na sierść królika. – Ma zapalenie oskrzeli – powiedziała. Siostra Marzena, dyrektorka placówki, ma wątpliwości. – Informacja o uczuleniu nie pojawiła się w karcie dziecka, którą wypełnia każdy rodzic – mówi.

Jest zapalenie oskrzeli, nie ma zaświadczenia

Synek pani Justyny dostał nowe leki. – Stare przestały działać – mówi matka chłopca. Twierdzi, że odwiedziła alergologa, pulmonologa i pediatrę. Od ostatniego dostała zaświadczenie, że dziecko jest uczulone na sierść zwierząt. – We wtorek (11.01.) chciałam je przekazać siostrze, jako dowód na alergię. Powiedziała, że lekarz ma napisać, że chodzi o królika – denerwuje się. Siostra twierdzi z kolei, że zaświadczenia nie widziała. – Dostałam dokument, który był skierowaniem do poradni. Potrzebuję zaświadczenia o badaniach przeprowadzonych przez alergologa, a tych mama chłopca jeszcze nie zrobiła – mówi. Opowiada, że poszła na rękę pani Justynie. – Mimo że nie musiałam tego robić, przeniosłam królika z sali na piętrze do tej na parterze. Dziecko się nie pojawiło – mówi siostra.

Królik to forma terapii

Siostra Marzena nie zamierza się usunąć królika. – Zwierzę jest potrzebne dzieciom, a one bardzo go lubią – twierdzi. Twierdzi, że pomaga w terapii. – Mamy dziecko, które cierpi na niedowład mięśni. Przez kontakt z królikiem rozluźniają się mięśnie rączki – zapewnia. Dodatkowo uważa, że zwierzę pomaga w wychowaniu podopiecznych na dobrych ludzi. – Muszą się o niego troszczyć i dbać – zauważa. Podobnego zdania jest Anna Kowalska, naczelnik działu oświaty w Kożuchowie. – Obecność zwierzęcia pozytywnie wpływa na dzieci. Uczą się odpowiedzialności i tego, że obowiązki trzeba wypełniać – mówi. Według niej, trudno dostosować działalność przedszkola do jednego dziecka, a siostra Marzena pokazała wyrozumiałość, przenosząc zwierzę. – Ta pani też powinna ustąpić – zauważa.

Oddać zwierzę w dobre ręce

Siostra Marzena zwróciła uwagę, że Igor, nie chodząc do przedszkola, blokuje miejsce innym dzieciom. Zauważa też, że nie jest jedyną uczuloną osobą. – W przedszkolu jest jeszcze jedna osoba uczulona na świnkę morską. Przebywają w różnych pomieszczeniach i nie ma problemu – zapewnia. Pani Justynie takie rozwiązanie nie satysfakcjonuje. – Przedszkole to miejsce dla dzieci, nie zwierząt – komentuje. Według niej, jedynym rozwiązaniem jest oddanie królika. – Może trafić do jakiegoś dziecka – proponuje. Rozwiązanie osobnych pomieszczeń nie odpowiada jej, bo zajęcia, np. rytmiki, odbywają się w sali, gdzie jest zwierzę. – Syn nie może w nich uczestniczyć, a nie widzę powodu, żeby w tym czasie siedział odizolowany – argumentuje. Nie zamierza też wypisać syna z przedszkola.

komentarz »
  1. giga szew 1 października 2021 13:14 - Odpowiedź

    biedny igor papay

Napisz komentarz »