REKLAMA

Interwencje „TR”, Wasze sprawy

Kanar nie da rady kierowcy

Opublikowano 11 marca 2011, autor: Adrian Domański

Młodą mieszkankę Nowego Żabna kierowca PKS skasował na 6 złotych za przejazd wart 3,30. I co? I nic. Nikt nikogo za rękę nie złapał. Oskarżany pracownik dostał upomnienie.

– Córka jeszcze w autobusie napisała do mnie SMS-a, że zapłaciła 6 złotych – relacjonuje pani Katarzyna, mama 17-latki. Po wszystkim żałuje, że nie miała możliwości wyjścia po córkę na przystanek.

 

Wymienili się mailami

Z relacji nastolatki wynika, że nieuczciwy pracownik zażądał konkretnej sumy. Nie wydał żadnej reszty, nie dał też biletu. – Nie mogłam interweniować – mówi pani Katarzyna. Sprawy postanowiła nie zostawiać. Zwłaszcza, kiedy dowiedziała się, że nie pierwszy raz jest taka sytuacja. – To, że nie dają biletu, to jest rzecz nagminna – twierdzi nasza Czytelniczka. Metody są znane użytkownikom publicznej komunikacji. Na przykład kierowcy „po znajomości” kasują do kieszeni część wartości przejazdu, swoim wspólnikom dając na czas przejazdu bilet. Tak zabezpieczają siebie i nieuczciwych pasażerów przed kontrolą. Pani Katarzyna zgłosiła incydent prezes nowosolskiego PKS. – Napisałam prośbę o wyjaśnienie – mówi. Korespondowała elektronicznie z władzami spółki. Pracownik kontaktował się z nią telefonicznie. Mimo że rzecz miała miejsce jeszcze w lutym, do dziś nie czuje, żeby sprawę załatwiono.

 

Pouczenie

„Informuję, że PKS Nowa Sól zakończył proces wyjaśniania skargi złożonej przez panią. W wyniku wyjaśnień sprawy, kierowca poniósł sankcje przewidziane przez Spółkę” – napisała do niej w mailu w ostatnich dniach lutego Gabriela Krzyżańska, prezes firmy. – Ale jak została ukarana? – pyta o kierowcę. Nie usłyszała zwykłego „przepraszam”, o zwrocie pieniędzy czy zadośćuczynieniu nie wspominając. Prezes Krzyżańska zdradziła nam, jakie konsekwencje poniosła osoba, która wtedy kierowała autobusem. Została pouczona. Dlaczego na tym się skończyło? – Nie jest możliwe do udowodnienia, że to dziecko dało tyle pieniędzy – wyjaśniła. Władze firmy mają możliwość sprawdzenia dokumentacji. Materiałem dowodowym są bilety i kwoty za nie uzyskane. W przypadku córki pani Katarzyny sytuację komplikował fakt, że kurs był poza strefą miejską. Zmieniała się więc stawka za przejazd, bilety… – Dokumentacja nie budzi zastrzeżeń – przyznała prezes Krzyżańska. – Spółka nie toleruje zdarzeń malwersacji. Jeśli pracownik dopuści się takiego przewinienia, następuje rozwiązanie z nim umowy o pracę zgodnie z art. 52 Kodeksu pracy – podkreślił Sławomir Banaszyk, kierownik przewozów w nowosolskim PKS-ie. – W opisanym przypadku takiego wniosku nie można było sprecyzować. Spółce zależy, by informacje przekazywane od pasażerów nie zdarzały się i nie miały miejsca. Jeśli się zdarzą, chcemy mieć pewność, że dowody są bezsporne i winny na pewno nie uniknie kary – wyjaśniał.

 

Podwójne dno

Proceder płacenia kierowcom kwitnie – przekonują użytkownicy. Tracą na tym wszyscy. Przewoźnik i uczciwi pasażerowie. – Jeden chce pojechać taniej, drugi chce zarobić na nie swoim – mówi G. Krzyżańska. Nie ukrywa, że problem istnieje. Co roku łapani są tak zwani gapowicze. Niektórzy, jak wyjaśnia S. Banaszyk, wpadają po kilka razy w roku. Z jazdy bez biletu zrobili sport. Wytrawni gapowicze mają sposoby, żeby uniknąć kontroli i wejść bez biletu do autokaru. Dlatego trudno winić uczciwych kierowców o to, że tacy pasażerowie się znajdują. Ile pieniędzy traci PKS z powodu płacenia na lewo? Nie wiadomo. – Tych pieniędzy nie widzimy, więc nie możemy policzyć, ile tracimy – mówi szefowa nowosolskiej spółki. Sprawę rozwiązałaby obustronna uczciwość.

 

RAMECZKA:

 

Ile mandatów?

W 2010 roku przeprowadzono 2296 kontroli. Ich efekt to nałożenie 477 mandatów. Średnio na 5 skontrolowanych kursów jeden podróżny realizował przejazd niezgodnie z obowiązującymi przepisami, najczęściej jadąc na tak zwaną „gapę” – informują pracownicy PKS.

Napisz komentarz »