REKLAMA

Interwencje „TR”, Wasze sprawy

Alkoholowi rodzice

Opublikowano 25 marca 2011, autor: KK

Zamiast zajmować się dziećmi, urządzili sobie libację. Policja aresztowała nietrzeźwych rodziców, a 5-miesięczne dziecko trafiło do szpitala. – Trzeba skończyć z tą patologią – mówią przerażeni sąsiedzi.

Jest poniedziałek (21.03.) około godziny 23.00. Na popegeerowskim osiedlu w Borowie Wielkim imprezka. Przy wódce biesiadują Justyna P. (35 l.) z mężem Andrzejem (34 l.) oraz jego brat Marek, który niedawno wyszedł z więzienia. W mieszkaniu jest jeszcze czworo dzieci. Najmłodsze z nich ma 5 miesięcy. Impreza trwa w najlepsze, telewizor gra na cały regulator, a towarzystwo jest coraz bardziej pijane. Nagle słychać kłótnię. Wyzwiska rozchodzą się po całym bloku. Biesiadnicy zaczynają się szarpać. Na domiar złego, ledwo trzymający się na nogach Marek bierze na ręce niemowlaka i biega z nim po schodach. Przerażony chłopczyk płacze. Sąsiedzi nie wytrzymali.

 

Zwykła kłótnia

Udało się uniknąć tragedii, ponieważ po kilkunastu minutach przyjechała policja. W pijackim amoku małżeństwo tłumaczyło się, że po prostu pokłócili się. Funkcjonariusze chcieli zabrać Andrzeja na komisariat, ale kobieta nie pozwalała im. – Stanęła w jego obronie – mówią sąsiedzi. Wspominają, że zaczęła grozić policjantom nasłaniem telewizji, gazety, a nawet tym, że rozbierze się do naga i wybiegnie na podwórko. Gdy to nie pomogło, zaczęła straszyć, że się powiesi. Na komisariat trafili obydwoje. Okazało się, że Andrzej miał we krwi 2 promile, a Justyna 1,7 promila alkoholu. W mieszkaniu zostało czworo dzieci, chłopcy w wieku 11, 15 lat i 5 miesięcy, a także 10-letnia dziewczynka. Starszymi dziećmi zaopiekowała się sąsiadka, a malucha zabrano w karetce na obserwację do szpitala. Na szczęście obdukcja nie wykazała żadnych obrażeń. Na drugi dzień chłopiec wrócił do domu.

 

Żyją w strachu

Mieszkańcy osiedla o sąsiadach mają wyrobione zdanie: – Melina i patologia. Alkohol jest tam na porządku dziennym. Najbardziej szkoda dzieci, bo wszystko widzą i przysłuchują się pijackim kłótniom – mówią. Mają już dość takiego towarzystwa. Wszyscy – ze strachu przed Andrzejem – proszą o anonimowość. – Po pijaku przechadzają się po osiedlu, awanturują się. Ostatnio Marek na  ścieżce załatwiał się na oczach dzieci – opowiadają. Wszyscy zgodnie mówią, że tracą już powoli nadzieję na spokój. – Nie wolno im zwrócić uwagi, bo zaraz zaczynają wyzywać. Nie raz słyszałem, że wbije mi nóż w plecy. Czasem bałem się wracać po zmroku do domu – mówi jeden z sąsiadów. Opowiadają, że normalnie robi się, gdy ma zawitać kontrola OPS. Twierdzą, że wtedy Justyna i Andrzej odstawiają alkohol, wietrzą pościel, biorą się za sprzątanie mieszkania i gotowanie obiadu. – Powinny być niezapowiedziane kontrole. Poza tym opieka powinna popytać nas o sytuację, a dowiedzą się, jak jest naprawdę – tłumaczą.

 

Bez pomocy ani rusz

Marek Matczak, strażnik miejski, twierdzi, że dotychczas nie było skarg na małżeństwo. – Okolica jest jednak nieciekawa – stwierdza. Są za to pod obserwacją pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej w Nowym Miasteczku. – Rzeczywiście nie jest dobrze, dlatego cały czas obserwujemy sytuację. Żyją biednie i utrzymują się tylko z zasiłków – mówi Jolanta Suchocka z OPS. Odcięto im wodę, a mieszkanie jest zadłużone. Małżeństwem są dopiero od roku. Trójka starszych dzieci urodziła się w poprzednim związku kobiety. Co podkreślają sąsiedzi, jej konkubent powiesił się dwa lata temu. Ponoć nie wytrzymał psychicznie. – Nakrył ją w parku z Andrzejem – opowiadają. – Był pracowity, a mąż pani Justyny nie garnie się do pracy – stwierdza J. Suchocka. Zapewnia, że opiekunki socjalne nie widziały dotychczas matki pijanej. OPS rozpoczął projekt współfinansowany ze środków unijnych, który ma wspomóc rodziny dotknięte problemem alkoholowym. – Od początku marca tzw. asystent rodziny dogląda ich 2-3 razy w tygodniu. Wezmą również udział w terapii z psychologiem – mówi. Przestrzega, że jeśli sytuacja z poniedziałku się powtórzy, dzieci mogą trafić do domu dziecka. Pedagodzy szkolni uważają, że rozwijają się prawidłowo. – Są czyste, dobrze się uczą. W szkołach mają dożywianie – opowiada Suchocka.

 

Czasem piwo lub dwa

Rodzice bagatelizują interwencję policji. Twierdzą, że nic złego nie zrobili. – Sąsiedzi mają trochę racji, ale ogólnie to przesadzają. Nie mamy w domu meliny. Staramy się żyć normalnie – obrusza się Andrzej. Przyznaje, że lubi zajrzeć do kieliszka. – Dzieci nie chodzą głodne, staram się gotować obiady codziennie. Choćby jarzynówkę z proszku czy pierogi z pasztetem, które bardzo lubią. Uważam, że wszyscy się na nas uwzięli – stwierdza Justyna. Tłumaczy, że przy policji poniosły ją nerwy. – Mam już dość sąsiadów. Wszyscy nas oczerniają, dlatego nie wytrzymałam – mówi. Liczy na spotkania z psychologiem i marzy o wyprowadzce. Zapewnia, że choć czasem zdarza jej się wybić piwo lub dwa, to alkoholiczką nie jest. – Przecież nie chodzę pijana z wózkiem po ulicach – mówi. Póki co, sprawą Justyny i Andrzeja zajmie się sąd rodzinny. Nieodpowiedzialni rodzice poniosą konsekwencje za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Grozi im 5 lat więzienia.

Napisz komentarz »