REKLAMA

Interwencje „TR”

Czekamy na śmierć

Opublikowano 13 marca 2017, autor: Michał Szczęch

– Czekamy – potwierdzają mieszkańcy Sławocina, którym samochody koszą płoty. We wtorek (7.03) był kolejny wypadek. Tym razem padł płot Stacewiczów.

Czy mieszkańcy Sławocina mają wezwać media i pod okiem kamer urządzić pokaz jazdy asfaltem, ale w butach? Na to wygląda. Bo, gdy pada, po asfalcie można się tam ślizgać jak na łyżwach. Samochody robią piruety i wpadają w płoty.

Cud, że nikt nie zginął

Gabriela Stacewicz omal nie zginęła we wtorek. Przy płocie pielęgnowała krzew róży. Minutę po tym, jak wstała, samochód skosił płot. – Wystarczyło, żebym się zawahała, została przez chwilę… – wzdycha.

Wcześniej Stacewiczom samochody wjechały w płot pięć razy!

Bramborom, którzy mieszkają obok, wjechały osiem razy! Ostatnio w styczniu (pisaliśmy o tym na naszych łamach). Chwilę przed wypadkiem chodnikiem dzieci wracały ze szkoły.

Pod kołami zginąć mogła też Irena Pachołek. – Widziałam na własne oczy, jak samochód uderza w płot. Nie wiedziałam, gdzie uciekać – wspomina.

Podobną historię opowiedzieć może niemal każdy mieszkaniec Wielu pamięta oponę. Odpadła od ciężarówki. Przeleciała przez płot Stacewiczów, a później przez kolejne podwórza. – Przecież to 200 kilo! – denerwuje się Zbigniew Stacewicz.

Gdyby podliczyć wszystkie uderzenia w płoty w Sławocinie, to wyszłoby przynajmniej 20. – I nikt nam nie chce pomóc – alarmują mieszkańcy.

Droga jest wojewódzka

Owszem, zarząd dróg stawia znaki, maluje pasy… – Ale to na nic – uważa Kazimierz Walicht, który ma w Sławocinie ule. Bo wszystkiemu, zdaniem ludzi, winny jest śliski asfalt. – Gdy pada, wychodzi ropa – wyjaśnia Zbigniew Stacewicz. – Można się ślizgać. Powinni polać smołą i na to wysypać grys, żeby było szorstko.

Nikt podpowiedziami mieszkańców się jednak nie przejmuje. Nie przejmują się Mateuszem Pachołkiem, który głośno krzyczy, że nie chce czekać, aż samochód kogoś zabije, nie daj Boże jego żonę, albo dziecko.

Drogówka, po apelach wójta i radnych, chce zmienić organizację ruchu, wymalować specjalne pasy wzbudzające i przesunąć tablicę z nazwą miejscowości, by ograniczenie do 50 na godzinę obowiązywało wcześniej.

– Tablica nie upilnuje takiego, który szybko jedzie – upierają się ludzie.

– Jeśli te zabezpieczenia nie zdadzą egzaminu, zainstalujemy światła – deklaruje wójt Henryk Matysik.

– Najlepsza byłaby wysepka – odpowiadają mieszkańcy.

Z bezsilności opadają im ręce

Oby nie okazało się, że do czasu, aż staną zabezpieczenia, ktoś w Sławocinie zginie. Mieszkańcy pewnie pójdą wtedy do prokuratora. Tylko kogo oskarżą? Zarząd dróg, który, odpukać, w porę nie usłyszy wołania o pomoc? A może policję? Bo ta deklarowała częste patrole w Sławocinie. – Ale ich nie widać – skarżą się ludzie.

Wkrótce ma się odbyć zebranie. Wójt zapowiada, że zaprosi wszystkich odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na drodze w Sławocinie, by spojrzeli mieszkańcom w oczy. Również rodzicom, którzy odbierają z przystanku dzieci wracające ze szkoły z duszą na ramieniu, bo we wsi nie ma nawet przejścia dla pieszych!

Napisz komentarz »