REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Pompa w Nowej Soli

Opublikowano 16 lipca 2017, autor: Tomasz Krupa

Nawałnica, która w poniedziałek (10.07) przeszła nad południową częścią województwa lubuskiego nie ominęła Nowej Soli. W ruch poszły wiadra, szmaty i węże strażackie.

Ze skutkami opadów i silnego wiatru walczyli strażacy z Nowej Soli oraz ochotnicy z Bytomia Odrzańskiego, Broniszowa, Przyborowa i Kolska. W sumie wzywani byli 19 razy. Najczęściej do podtopionych piwnic i sklepów.

– Usuwanie skutków nawałnicy trwało prawie siedem godzin – mówi Sławomir Ozgowicz, oficer prasowy PSP w Nowej Soli. Strażacy wyjeżdżali od zgłoszenia do zgłoszenia. Wypompowywali wodę m.in. z Młynarskiej, 1 Maja, Wrocławskiej, Spółdzielczej, Parkowej, Zjednoczenia, Wesołej i Harcerskiej oraz Chaty Polskiej.

Rwący potok

– W kilka chwil parking zamienił się w ogromny basen – relacjonuje Izabela Wyciszkiewicz, którą ulewa złapała pod Kauflandem. – Ledwo udało  się wyjechać. Koleżanka odwiozła mnie pod dom na Jana Pawła II. Pierwszy raz w życiu widziałam naszą ulicę w takim stanie. Rwący potok. Dobrze, że mąż był w mieszkaniu i pozamykał okna. Jedyne zniszczenia to moskitiery, które pozrywał padający grad.

Młynarską 4 zalewa od lat

Mieszkańcy domu przy Młynarskiej 4 mają już dość ciągłego zalewania. – Czy zdążymy na czas zabezpieczyć mieszkania? – głowią się za każdym razem, gdy zaczyna padać.

– Pamiętam jak moja babcia narzekała, że w mieszkaniu jest ciągle mokro – wspomina Robert. – Minęło tyle lat i nic się nie zmieniło.

Dom przy Młynarskiej stoi znacznie poniżej poziomu ulicy.

– Nie dość, że spływa do nas woda z naszego domu, ta z ulicy, to jeszcze podłączono do naszej studzienki sąsiedni budynek. Po każdej ulewie mamy w korytarzu basen. Wypływają nieczystości! Nie raz zakładałem gumowce i przenosiłem sąsiadów do ich mieszkań – opowiada Robert.

Patent Zenona

Zenon Związek (też z Młynarskiej 4), przez lata podtapiany, ma sposób, jak walczyć z wodą wlewającą się na korytarz i do mieszkań. Drzwi z drewnianych wymienił na metalowe. Wylał próg na 25 centymetrów wysoki. Kupił 10 metrów węża i pompę. Gdy zaczyna padać, sam pozbywa się napływającej wody.

Pech chciał, że w poniedziałek Zenona nie było w domu. Efekt? – Kolejny raz nas zalało –  złości się. – Wody było tak dużo, że wlała się na korytarz. Na szczęście żona i syn czuwali. W ruch poszły miski i szmaty. Tak ocalili mieszkanie. Wody było dużo, wylewała się przez odpływ w wannie. Tak przecież nie może dalej być. Niech w końcu coś z tym zrobią!

 

Napisz komentarz »