REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Sklep poszedł z dymem. Rachunek został

Opublikowano 23 lipca 2017, autor: Tomasz Krupa

– Przecież to niemoralne, żeby za stary, rozpadający się sklep żądać tylu pieniędzy – denerwują się Joanna i Marcin Walentowscy z Bytomia Odrzańskiego.

Sklep, który prowadzili Walentowscy spłonął w maju ubiegłego roku. Nie udało się niczego uratować. Spłonęły lodówki, monitoring, meble i cały towar. Walentowscy w kilka minut stracili jedyne źródło utrzymania. Teraz ledwo wiążą koniec z końcem. Mozolnie spłacają długi za towar. Na dodatek budynek nie był ich własnością. 

– Spotkaliśmy się z właścicielem zaraz po pożarze. Gdy usłyszałam, że żąda od nas 50 tysięcy, nogi się pode mną ugięły – wspomina Joanna. – Nie zgodziliśmy się. Przecież to była straszna rudera, a suma z księżyca. Powiedział nam, że sklep ma dla niego wartość sentymentalną.

W wezwaniu, które otrzymali Walentowscy z kancelarii adwokackiej widnieje kwota 27 tys. 500 zł plus pieniądze za wynajem. W sumie ponad 35 tys. złotych.

– Gdybym mógł cofnąć czas, nigdy w życiu nie zgodziłbym się na takie warunki umowy – mówi Marcin. – Myśleliśmy, żeby kupić nowy pawilon. Sprawdzaliśmy nawet oferty w internecie. Znaleźliśmy taki za 30 tysięcy Mieliśmy dosyć sprzedawania w tej ruderze, choć miejsce było dobre. Nasi klienci do tej pory dopytują, czy sklep powróci. Mamy trójkę dzieci. Już ledwo przędziemy. Tylko ja pracuje, komornik zabiera mi z wypłaty 600 złoty. Na rękę dostaje 1400 złotych. O jakiej przyszłości możemy myśleć?

W umowie wynajmu znajdował się punkt, który zobowiązywał wynajmujących do ubezpieczenia budynku. Walentowscy nie zrobili tego.

– Z dachu ciekła nam woda, prosiliśmy o wymianę drzwi. Bałam się myć okna, bo myślałam, że powypadają – wylicza Joanna. – Sklep przez lata nie był remontowany. Kto ubezpieczyłby nam taką ruderę?

Możemy się dogadać

Właściciel sklepu, Wiktor Lik twierdzi, że próbował dojść do porozumienia z Walentowskimi.

– Jestem bardzo zasmucony filiałem tej sprawy – wzdycha. – Rozumiem, że spotkała ich tragedia. Muszę jednak dbać o swoje interesy. Też jestem poszkodowany w tej historii. Byłem zmuszony załatwić sprawę sądownie, bo nie mogłem z nimi dogadać. Jestem jednak gotów wycofać sprawę, a nawet rozłożyć spłatę długu na raty. W każdej chwili mogą do mnie przyjść.

Napisz komentarz »