REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Ryby już nie zagram

Opublikowano 26 sierpnia 2017, autor: Tomasz Krupa

Rozmawiamy z Jerzym Stuhrem, gościem specjalnym 9 edycji Solanina.

Jak podoba się panu Nowa Sól?

Jerzy Stuhr: Jestem tutaj po raz pierwszy. Wczoraj wybrałem się z żoną na spacer po mieście (rozmawialiśmy w czwartek dop. red.). Bardzo mi się u was podoba. Ludzie są serdeczni. Zatrzymywali mnie, pytali o zdrowie. Mówili, że dobrze wyglądam. Zupełnie jakbym mieszkał tutaj z 30 lat. Takie przejawy sympatii są dla mnie bardzo cenne. Dają mnóstwo energii. Znajomi się nawet dziwią, że wciąż jestem tak rozpoznawalny. W końcu nie gram w serialach. Bez przerwy wołają za mną Maks. Kiedyś podeszła do mnie dziewczynka i zapytała, czy bolało jak mnie zamrażali. „Seksmisja” to jeden z tych filmów, który wciąż jest bardzo popularny.

Zagrałby pan w serialu?

Nie. Strasznie zawodowo obniżałbym loty. Nie znoszę nudy. A w serialach ciągle gra się tak samo. Tylko raz przyjąłem rolę. Zagrałem Szwejka, takich ról się nie odmawia. Ostatnio dostałem propozycję zagrania w serialu o prokuraturze. Rozmowa zazwyczaj kończy się na etapie mojej sekretarki. Do tej pory miałem w życiu to szczęście, że trafiałem na rzeczy, które otwierały mi nowe horyzonty. Tak było właśnie ze „Shrekiem”. Pod względem frekwencji udało nam się osiągnąć drugi wynik w Europie. To moja studentka, realizatorka dźwięku zaproponowała mnie do tej roli. Zostaliśmy nawet zaproszeni ze Zbyszkiem Zamachowskim przez Dream Works na premierę trzeciej części do Cannes. Poznałem Eddiego Murphy`iego. Zapamiętałem, że przez cały całe spotkanie był bardzo poważny, ani razu się nie uśmiechnął.

Co sądzi pan o kinie niezależnym?

Jest mi bardzo bliskie. Jako student byłem jednym z założycieli niezależnego teatru Scena STU. To obszar dużej swobody, gdzie jest się wolnym od powiązań producenckich, cenzorskich, dystrybutorskich. Co jest wielkim ciężarem dla każdego filmowca.

Jak to się stało, że stanął pan po drugiej stronie kamery?

Wszystko od strony aktorskiej już w moim życiu się zdarzyło. Rola aktora jest bardzo ograniczona. Jako reżyser mogę wziąć odpowiedzialność za wszystko. W dalszym ciągu chcę mówić do ludzi poprzez film. Dla mnie reżyseria jest przygodą intelektu. Sam wymyślam sobie świat, organizuje go, nadaję mu rytm. Aktorstwo to przygoda serca.

Czy pracuje pan nad jakimś nowym filmem?

Nie. Chociaż nurtuje mnie stan społeczeństwa w Polsce. Podziały, polskie kompleksy do świata, Europy. Jednak nie potrafię jeszcze tego zamienić w scenariusz. Moje filmy powstają z buntu. Wymyślić historię jest łatwo. Gorzej z pomysłem, jak tę historię opowiedzieć. Nie chcę powielać schematów. W „Obywatelu” historia jest dosyć prosta. Pomysł, żeby opowiedzieć tę historię wspak przyszedł mi w nocy. Trzy lata zajęła mi praca nad tym filmem.

Jakie filmy lubi pan sam oglądać?

Bardzo cenie odwagę historyczną. Podobał mi się „Wołyń”, „Pokłosie”. Marzyłem, żeby młodsi filmowcy zajęli się polską historią. Robić takie filmy to duża odwaga. Uważam, że pokazywanie historii, nawet tej niechlubnej, leczy.

Pojawiły się plotki, że ma powstać trzecia część „Kilera”. Zagrałby pan po raz kolejny komisarza Rybę?

Nic o tym nie słyszałem. Gdy teraz patrzę na siebie w tej roli, to myślę, że to jakiś inny facet grał. Moja obecność już w drugiej części była ograniczona. Męczyłem się. Machulski wiedział, że już nie chciałem tego grać. Ten rozdział już zamknąłem.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »