REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ledwo przeżył

Opublikowano 02 września 2017, autor: Tomasz Krupa

– Nie rozumiem dlaczego sprawca odjechał z miejsca zdarzenia. Skąd mógł wiedzieć, co potrącił. Przecież to mogło być dziecko – denerwują się Marta i Łukasz, właściciele kota.

Otyń. Sobota wieczór. Przez Chrobrego z dużą prędkością przejeżdża samochód. Przy Gminnym Domu Kultury potrąca kota. Z okna swego mieszkanie całe zajście widzi Marek Swoboda, ojciec właścicielki zwierzęcia.

– Pędził jak wariat – denerwuje się mężczyzna. – Kierowca musiał poczuć, że w coś uderzył. Zaczął hamować. Nawet wyszedł z samochodu. Nie zdążyłem wyjść z domu, a samochodu już nie było.

Ranny kot zdołał przejść kilka metrów. Schował się na klatce schodowej. Ledwo żywego znaleźli go Marta Swoboda oraz Łukasz Schilling. Jeszcze tego wieczora zadzwonili do weterynarii w Nowej Soli i Zielonej Górze. Na przyjęcie musieli czekać jednak do niedzieli.

– Przez całą noc przy nim czuwaliśmy. Baliśmy się, że nie przeżyje – wspomina Łukasz. – Gdy wziąłem go na ręce strasznie miauczał. Jedną łapkę miał rozciętą, a druga zwisała mu bezwładnie. Bardzo ciężko oddychał. Nie mógł się ruszać.

Namierzyć sprawcę

Na szczęście kręgosłup nie został złamany. W poniedziałek kot przeszedł operację.

– Fisiek, tak wabi się nasz kot, ma wstawiony w łapkę implant. Na razie nie potrafi sam chodzić. Załatwia się pod siebie – mówi Marta. – Chcielibyśmy namierzyć sprawcę. Nie rozumiem dlaczego odjechał z miejsca zdarzenia. Skąd mógł wiedzieć co potrącił. Przecież to mogło być dziecko.

To członek rodziny

Fiśka, Marta i Łukasz mają od dwóch lat. Znaleźli go pod marketem w Nowej Soli.

– Skrył się przed deszczem w koszykach. To była mała, całkiem przemoczona kuleczka – wspomina Marta. – Nie mieliśmy serca go zostawić samego. Zadzwoniliśmy na straż miejską, ale nikt po niego nie przyjechał. Zabraliśmy go więc do domu. Na początku nie chcieliśmy go zatrzymać. Mieliśmy już jednego kota. Ale robił takie maślane oczka. Skradł nasze serca. Postanowiliśmy, że zostanie już u nas na stałe. Traktujemy go jak członka rodziny. Dlatego chcemy znaleźć sprawcę.

Jeżdżą jak wariaci

Na ul.Chrobrego, gdzie doszło do potrącenia stoi znak ograniczenia prędkości do 30 km. Mało kto zwraca jednak na niego uwagę.

– Przed remontem ludzie zwalniali, żeby nie pourywać kół. Odkąd droga jest zrobiona, strach przechodzić przez ulicę – mówi Marek Swoboda. – Trzeba byłoby postawić radar. Może wtedy kierowcy bardziej by uważali.

Napisz komentarz »