REKLAMA

Wasze sprawy

Dwie strony medalu

Opublikowano 22 października 2017, autor: PS

Paweł Jagasek chce przenieść przedszkole nr 3 do budynku po gimnazjum. – Rozumiem burmistrza i nie dziwię się jego planom. Ciężko będzie nam jednak rozstać się z tym miejscem – mówi dyrektor Ewa Krawczyk.

W budynku po gimnazjum, oprócz przedszkola, ma być też żłobek. Burmistrz chciał poza tym umieścić tam klasy 1-3, ale możliwe, że się z tego wycofa.

– Wciąż rozmawiamy o tym z dyrektorami szkół – mówi tajemniczo.

W gimnazjum nie powstanie nowe przedszkole. – Po co zatrudniać nową kadrę i dyrekcję – mówi P. Jagasek. Planuje przenieść tam placówkę z ul. Górskiej.

– Musimy zagospodarować pusty budynek, a w „trójce” jest już ciasno. Na tym osiedlu wciąż przybywa młodych rodzin – tłumaczy.

Ocenia, że przystosowanie szkoły nie będzie trudne. Wszystko może być gotowe już za dwa lata. – Mamy wyremontowane klasy, musimy tylko dostosować toalety, a wyposażenie przeniesiemy. Plac zabaw też – zapowiada.

Remont co roku

Ewa Krawczyk, dyrektorka przedszkola nr 3, spokojnie podchodzi do zapowiedzi burmistrza.

– To tylko plan. Ale faktycznie żłobka brakuje, a osiedle się rozwija i przybywa dzieci. Zdarzało się, że nie mogłam wszystkich przyjąć – mówi. W placówce może się pomieścić 75 maluchów. Obecnie jest ich 72.

– Jest ciasno, ale medal ma też drugą stronę. Przez lata włożyliśmy w to miejsce wiele pracy i pieniędzy. Żal byłoby je opuszczać – stwierdza.

E. Krawczyk jest dyrektorką „trójki” od 14 lat. Remonty robi praktycznie w każde wakacje.

– Jak tu przyszłam, w łazience były spłuczki na sznurku. Żeby w kranach była ciepła woda, woźna musiała stać na piętrze przy wielkich rurach i kręcić kurkami. Inaczej leciała albo lodowata, albo wrzątek. A to był 2003 rok! – wspomina.

Na remont łazienek pozyskała środki z tzw. kontraktu lubuskiego. – Płytki, zaprawy i cementy miałam ułożone po sam sufit w gabinecie – uśmiecha się. Później były dwa projekty „Kożuchów dzieciom”, dzięki czemu m.in. jest plac zabaw. Był też remont dachu za 220 tys. zł.

– Budynek jest w strefie zabytków. Do końca życia zapamiętam, że miała być dachówka-karpiówka, ułożona w koronkę – śmieje się. W przedszkolu wymieniła też centralne ogrzewanie, a w 2009 roku zrobiła kotłownię gazową i wymieniła okna. – To dało dziesiątki tysięcy oszczędności na ogrzewaniu – szacuje. Ostatnio odświeżono klatkę schodową. Dyrektorce marzy się jeszcze remont ścian w szatni. – Złożyłam wniosek do przyszłorocznego budżetu. Może się uda – trzyma kciuki.

Mamy sentyment

Rodzice chętnie przyprowadzają tu dzieci. – Mówią, że jest u nas ciepło i przytulnie jak w domu – tłumaczy dyrektorka. Doszły już do nich wieści o planach burmistrza. – Mają obawy jak to będzie w szkole, bo to moloch. Czy będzie tam kuchnia, czy catering? Czy będą też starsze dzieci? Niewiadomych jest wiele – mówi E. Krawczyk.

W przedszkolu jest kuchnia. Codziennie dzieci mają domowe jedzenie. W ostatnim tygodniu była zupa dyniowa, bo jeden z rodziców przywiózł dwie wielkie dynie.

– Rozumiem burmistrza i nie dziwię się jego planom. Ale trzeba też nas zrozumieć, że mamy sentyment do tego miejsca i ciężko byłoby się nam z nim rozstawać – kończy dyrektorka.

komentarz »
  1. dona 19 lutego 2018 15:40 - Odpowiedź

    faktycznie,jest to wyjątkowe przedszkole.niesamowita rodzinna atmosfera.przytulnie,jak w domu.dzieci idą do pzredszkola z chęcią,pani wie o nich wszystko.zna wszystkich rodziców i to sprawia że jest wyjątkowe.niestety nikt nie patrzy na dobro dzieci,najwazniejsze są osazczędności i wydatki.jak zwykle liczy sie pieniąż a nie dobro naszych dzieci.Panie Burmistrzu proszę kierowac sie uczuciami a nie finansami.nikt nas rodziców nie zapyatł czy chcemy przeniesienia.tego to tylko pan chce.a gdzie w tym wszystkim dzieci,nasze dzieci.

Napisz komentarz »