REKLAMA

Wasze sprawy

Kontrole w szkołach

Opublikowano 03 marca 2018, autor: Michał Szczęch

– Szkoły w Przyborowie i Lubieszowie w gminie Nowa Sól nie edukują romskich uczniów w zakresie ich kultury i języka, choć powinny – zaalarmował Bogdan Wildangier, prezes Stowarzyszenia Romów w Nowej Soli. Sprawę zbadało kuratorium. Przyznało Wildangierowi rację.

– Dyrektorzy szkół podlegają wójt Izabeli Bojko, a ona źle traktuje Romów, lekceważy nas, jest nietolerancyjna ? zarzuca Bogdan Wildangier.

– To nie prawda ? wójt Bojko odpiera zarzuty. – Gdybym była nietolerancyjna dla mniejszości romskiej, to czy przyjmowałabym Romów na przykład na moje darmowe porady prawne? A przecież przyjmuję. I pomagam im.

Konflikt

W relacjach I. Bojko i B. Wildangiera niezdrowe emocje wzięły górę już przeszło rok temu. B. Wildangier słał skargi, między innymi do wojewody. Było kilka nieprzyjemnych rozmów w gabinecie wójt. Z końcem 2016 roku przestał pełnić funkcję asystenta przy szkołach w Przyborowie i Lubieszowie.

– Jako asystent, dbałem o edukację dzieci pochodzenia romskiego, jeśli chodzi o język romski i kulturę. Uczyłam je pisać w romskim języku. Opowiadałem o naszych przodkach, o zwyczajach, tradycjach. W roku 2017 nie przedłużono mi umowy. O taką edukację dbam przy podstawówce w Nowej Soli od lat. I tam nie widzą problemu – zaznacza.

– Nie przedłużyliśmy panu Wildangierowi umowy, bo w naszej opinii nie posiada on kwalifikacji, by uczyć w szkole. Nie chciał też pracować z dziećmi na miejscu, tylko w Nowej Soli. Poza tym skupiał się głównie na organizowaniu wycieczek, nie zaś na edukacji, do której i tak nie posiada uprawnień ? komentuje Bojko.

B. Wildangier twierdzi, że ukończył kursy, pozwalające na nauczanie w roli asystenta. Ma też zaświadczenie, że włada językiem romskim. Potwierdza to kuratorium.

– Dlaczego w takim razie w szkole przedłożył jedynie zaświadczenie o posiadaniu kwalifikacji na przewodnika wycieczek? – pyta I. Bojko.

Przepisy

Gdy w szkole uczy się dziecko z mniejszości narodowej, a rodzice złożyli deklaracje przynależności do takiej mniejszości, wówczas gmina dostaje podwyższoną subwencję, by sfinansować m.in. naukę języka i kultury (np. niemieckiej, kaszubskiej, romskiej, żydowskiej, ormiańskiej etc). Jest to niemal 8 tys. zł w skali roku na każdego takiego ucznia (na pozostałych w szkołach wiejskich jest o blisko tysiąc złotych mniej na głowę). W Polsce edukację mniejszości chroni m.in., obowiązująca od 1 czerwca 2009 r., Europejska Karta Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, a także rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z 18 sierpnia 2017 roku.

W szkołach w Przyborowie i w Lubieszowie uczy się czworo dzieci pochodzenia romskiego, po dwóch na każdą placówkę. Gmina bierze podwyższoną dotację z ministerstwa, by wspomniane dzieci uczyć języka i kultury romskiej. Ma taki obowiązek. Szkopuł w tym, że w powyższych szkołach takie zajęcia, odkąd nie przedłużono umowy Wildangierowi, nie odbywają się wcale.

Beata Artwińska, dyrektorka podstawówki w Lubieszowie zaznacza jednak: – Dzieci romskie mogą liczyć na dodatkowe zajęcia wyrównawcze z pozostałych przedmiotów, na przykład z języka polskiego, przez kilka godzin w tygodniu.

Kontrola

Szkoły skontrolowało kuratorium. Zalecono zmianę stanu rzeczy. W konsekwencji szkoły zamieściły ogłoszenie, że szukają nauczyciela z odpowiednimi kwalifikacjami, do poprowadzenia dodatkowych zajęć dla dzieci romskich.

– Nikt się nie zgłosił ? mówi dyrektor Artwińska. – W naszym rejonie o osobę mogącą uczyć romskiego jest niezwykle trudno. Owszem, taka osoba mogłaby się znaleźć na przykład w Gorzowie Wielkopolskim, trudno jednak wyobrazić sobie sytuację, by dojeżdżała aż pod Nową Sól ? uzasadnia. Podobnie rzecz ma się z krzewieniem romskiej kultury. Dyrektor Artwińska zauważa, że mogłaby na przykład zaprosić do szkoły zespół prezentujący romskie tańce. – Problem w tym, że w regionie trudno o takie zespoły, a nie sposób ściągać je z drugiego końca Polski dla garstki uczniów ? uważa.

Celowe działanie?

Bycie asystentem pozwalałoby B. Wildengierowi edukować romskie dzieci pod warunkiem, że szkoły szukałyby właśnie asystenta, nie zaś nauczyciela.

– Dlaczego szukają nauczyciela? – pyta B. Wildangier. I sugeruje, że to celowe działanie, wymierzone w jego osobę. – W ten sposób chcą się mnie pozbyć. Już na starcie pozbawili mnie możliwości skutecznego ubiegania się o stanowisko. Gmina woli, żeby romskie dzieci nie uczyły się języka romskiego i kultury swoich przodków wcale, niż żebym to ja miał je uczyć ? twierdzi.

– Nie może być tak, że pan Wildangier dyktuje dyrektorom szkoły, kogo mają zatrudnić, a w tym konkretnym przypadku, że mają zatrudnić właśnie jego, choć nie spełnia naszych wymagań ? odpowiada wójt.

– Gmina, stawiając takie wymagania, nie łamie prawa – informuje Sławomira Morawska z kuratorium w Zielonej Górze.

Błędne koło

I. Bojko: – Wiemy, że w Nowej Soli jest osoba pochodzenia romskiego z uprawnieniami pedagogicznymi. Poprosimy, by dojeżdżała do naszych szkół, by prowadzić zajęcia. Jeśli to okaże się niemożliwe, rozważymy, czy na dodatkowe zajęcia nie dowozić dzieci do Nowej Soli, właśnie do tej osoby. O ile wyrazi wolę współpracy.

Co, jeśli nie wyrazi? Okazuje się, że szkoły mogą ponawiać ogłoszenie o naborze nauczyciela. I ponawiać. I ponawiać… Tworzy się błędne koło. Na lodzie zostają dzieci i romska kultura.

Dlaczego taka edukacja jest ważna? 

B. Wildangier przestrzega, że brak odpowiedniej edukacji w szkołach dla dzieci romskich z zakresu ich kultury prowadzi do zaniku romskich tradycji i obyczajów. – Ten zanik stale postępuje – podkreśla. – Musimy uczyć dzieci, nie tylko romskie, o przeszłości Romów, o zagładzie podczas Drugiej Wojny Światowej w obozach koncentracyjnych. Musimy uczyć o Romach, którzy odnoszą sukcesy, żeby zmieniać myślenie o naszej kulturze, bo te często jest niekorzystne.

Napisz komentarz »