REKLAMA
baner_citroen_970x250_C3_18-09-2017

Kultura, Oświata

Esesmani śnią mi po nocach

Opublikowano 07 lipca 2018, autor: FP

W czerwcu ukazała się najnowsza książka Krzysztofa Koziołka „Wzgórze Piastów”. O kulisach powstawania kolejnego kryminału retro, opowiada sam autor.

Twoja najnowsza książka jest chronologicznie umiejscowiona pomiędzy dwoma poprzednimi. Dlaczego tak skaczesz w czasie?

To przypadek. Pierwsza część, czyli „Furia rodzi się w Sławie” dzieje się w 1944 roku. Kiedy książka dostała nominację do Kryminalnej Piły, pojawiło się wydawnictwo, które zaproponowało mi rozszerzenie jej do większej serii. Nie chcę zdradzać fabuły „Furii…”, ale pozostałe części nie mogą dziać się później. Stąd „Góra Synaj”, która dzieje się w 1938 w Neusalz i Glogau, drugą częścią jest „Wzgórze Piastów” dziejące się w Grünberg, a za rok ukaże się trzecia część. Tytuł roboczy to „Nad Śnieżnymi Kotłami” i dzieje się ona w Szklarskiej Porębie.

Wiem, że wykonałeś ogromny research przed napisaniem książki. I znów zaczynałeś od zera, bo każda część dzieje się w innym mieście.

Trochę strzeliłem sobie w stopę. Wygodniej byłoby umiejscowić akcję w tej samej miejscowości, na temat której mam kilka segregatorów materiałów, znam wszystkie restauracje, speluny, warsztaty, stacje benzynowe…

Research przy kryminale retro to jest 90-95 proc. pracy nad samą książką. Pisanie to już jest finisz i czysta przyjemność.

Ale dla czytelników tak jest lepiej, za każdym razem są przenoszeni w inną scenografię.

Bo ja nie piszę tych książek tylko dla mieszkańców danej miejscowości. Praktycznie po każdym kryminale retro dostaję maile z Polski, że książka tak się komuś spodobała, że na wakacje planuje spacery tymi samymi ulicami.

Twoje książki to swoiste przewodniki?

Tak, takie turystyczne retro. Ale pamiętajmy, że to przede wszystkim jest kryminał.

Zbieranie materiałów na temat Zielonej Góry było łatwiejsze niż w przypadku Sławy lub Nowej Soli?

W większym mieście jest więcej materiałów, ale to z kolei oznacza więcej roboty. Przygotowując się do tej jednej książki przeczytałem łącznie 6 tys. stron innych książek. Do tego dorzućmy 3 tys. archiwalnych pocztówek. Czasem oglądałem to z lupą, żeby dostrzec jakiś detal.

Czytelnicy to doceniają?

Myślę, że tak. Chyba właśnie dzięki temu są potem recenzje mówiące o tym, że czytelnik czuje się przeniesiony w tamte czasy.

To nie są tylko informacje dotyczące topografii, wyglądu lokali. To są też np. kwestie ubrań, kreacji, kapeluszy. Więc trzeba znaleźć poniemiecki żurnal, na szczęście w kolorze, przetłumaczyć to wszystko…

Tłumaczysz sam?

Część tak. Ale była taka sytuacja, że sentencja w knajpie była napisana jakimś dziwnym dialektem i muzealnicy z Zielonej Góry pomagali mi, przez muzealników z Bawarii, przetłumaczyć jedno hasło. Część pisarzy korzysta ze współpracowników. Ktoś im zbiera ten materiał. Ja byłem wszędzie tam, gdzie moi bohaterowie. Muszę poczuć ten klimat.

Czyli Koziołek wszystko robi sam?

Tak. I myślę, że to ma znaczenie. Na spotkaniach słyszę często, że czytelnik jest w stanie wyczuć, kiedy opis jest „wklejony”, wrzucony na siłę.

OK. Zostawmy na razie research…

Zostawmy. Ja w międzyczasie czytam jeszcze książki z epoki, żeby się wczuć w klimat. I już mi się ci esesmani śnią po nocach.

Zdradź cośo z fabuły najnowszej książki.

Tuż przed wojną Franziska von Häften jedzie do Zielonej Góry z mężem Aleksandrem. Jest zniemczoną Polką, ale pracuje dla polskiego wywiadu. Ma szpiegować męża, który przygotowuje nadodrzańskie umocnienia. W międzyczasie spotyka znaną plotkarę, która ginie w tajemniczych okolicznościach, Kripo zaczyna podejrzewać Franziskę a do tego dochodzą problemy z łącznikiem, który jednocześnie jest jej kochankiem…

Na koniec chciałem zapytać o twój wypad w góry i „Literaturę na najwyższym poziomie”. Ciekawy sposób na promocję książki, który można było zobaczyć na Facebooku.

Wybierałem się w Tatry i pomyślałem, że zabiorę „Wzgórze Piastów” w góry. Początkowo chciałem cyknąć jedno zdjęcie książki na szczycie i tyle. A potem zrobiła się z tego większa wędrówka. Książka towarzyszyła mi przez kilka dni, na ciężkich, długich szlakach. A że miałem po drodze trochę przygód, powstała z tego fotogaleria, którą dodatkowo opatrzyłem nie tylko komentarzami z trasy, ale też fragmentami z książki. Opłaciło się, bo wiem, że kilka osób zafrapowało to do tego stopnia, że sięgnęło po książkę.

Napisz komentarz »