REKLAMA

Aktualności, Sport

Zajarany trawą

Opublikowano 15 lipca 2018, autor: PS

– Serce boli jak na dywanie w Przyborowie piłkarze jeżdżą na tyłkach? Sebastian Filipiak wzdycha i mówi, że już się przyzwyczaił. To dzięki niemu Przyborów ma murawę niczym Wembley.

Dwa lata temu Sebastian przeżył chwile grozy. W środku nocy jakiś baran wjechał samochodem na murawę.

– Zrył całą. Aż serce bolało – wspomina. – A przecież wkopałem wokół opony.

Sprawca wyrwał je jednak i wykręcił na boisku kilka kółek.

– Mieszkam kilometr stąd. Słyszałem, że ktoś szaleje, ale nie wpadło mi do głowy, że jakiś idiota wjechał na murawę – dodaje.

Była policja, zdjęto odciski kół, mieszkańcy zapamiętali rejestrację, a także markę auta. Mniej więcej określili też, kto mógł siedzieć za kierownicą. Sprawcy jednak nie złapano i śledztwo trzeba było umorzyć. Po tym incydencie gmina ogrodziła boisko betonowym płotem.

Sebastian przyznaje, że usuwanie szkód było żmudną pracą.

– Część dało się zasypać, część można było wyrównać, ale spore fragmenty musiałem wycinać, kłaść trawę z rolki i dosypywać nasion, żeby ją zagęścić – opowiada. Dziś po tej szalonej przejażdżce nie ma już śladu.

– Żaden z lokalnych klubów nie ma lepszej murawy. Z roku na rok jest coraz piękniejsza – chwali Jarosław Bawłowicz, prezes Pogoni Przyborów.

 

Wertykulator, wał i wóz strażacki

Profesjonalne kluby piłkarskie, mają swojego greenkeepera, czyli człowieka odpowiedzialnego za stan murawy. Dbają o trawę wartą miliony złotych. W Pogoni kimś takim jest właśnie Sebastian. Robi to charytatywnie. Nie jest ogrodnikiem, a przed domem nie ma nawet trawnika.

Murawa w Przyborowie to dzieło jego życia. O pielęgnacji może opowiadać cały dzień.

– Ważna jest wertykulacja, czyli nacinanie. Słabszą trawę się wybiera. Wtedy mamy mniej siana i młodsze źdźbła mają łatwiejszy dostęp do światła – tłumaczy.

Wertykulator to urządzenie wielkości kosiarki. Musi nim przejechać boisko wzdłuż i wszerz. Później kosiarką zbiera ścięte źdźbła.

– Teraz mam ciągniczek, ale przez pierwsze 5-6 lat zasuwałem kosiarką ogródkową. Czasem 3-4 dni kosiłem – wspomina.

Sebastian podkreśla, że podstawa to dobry nawóz. – Najlepiej sypać go przed deszczem, bo zraszacz może go wypłukać. Niestety Przyborów jest specyficzny. Wszędzie pada, a akurat u nas nie – opowiada.

Do podlewania służy mu wózek samojezdny.

– Mamy go od początku istnienia boiska. W tym roku był naprawiany. Wcześniej zdarzało się, że przejechał 10 metrów i stawał – mówi Sebastian. W czasie suszy kilka razy wzywał wozy strażackie z lokalnego OSP, żeby pomogły podlewać.

Gmina planuje modernizację boiska i montaż automatycznych zraszaczy. Do pełni szczęścia przydałby się jeszcze wał.

– Wałujemy na wiosnę, za 500 zł. Gdybyśmy mieli swój sprzęt, moglibyśmy wałować płytę po każdym meczu. Niestety wał kosztuje jakieś 8 tys. zł – wzdycha Sebastian.

 

Kartofliska i zielone dywany

Sebastian zasiada w zarządzie Pogoni. Jest też czynnym zawodnikiem. Gra co prawda mało, ale jeździ z chłopakami na mecze i fachowym okiem potrafi ocenić boiska rywali.

– Arka ma dobre płytę. Widać, że o trawę dba się w Konotopie Siedlisku i Raculi. Najgorzej jest w Szlichtyngowej. Jakby ktoś kartofle zebrał i zabronował. Normalnie badyle wystają – tłumaczy.

– A co z wślizgami – pytamy. – Serce boli jak na dywanie w Przyborowie piłkarze jeżdżą na tyłkach?

– Nic się na to nie poradzi. Po meczu idę i poprawiam. Kwestia przyzwyczajenia. Inaczej jest na treningach. W „dziadka” nie pozwalam grać na murawie. Nie ma takiego rycia – kończy Sebastian.

Napisz komentarz »