REKLAMA

Samorząd

Agniecha chce zmienić Siedlisko

Opublikowano 21 lipca 2018, autor: Michał Szczęch

– Młoda, ambitna, niezależna – tak mówią o niej w Siedlisku. Mieszkańcy mówią też, że takiej kandydatki na wójta pozazdrościć im mogą inne gminy. Jak widzi Siedlisko? Co chciałaby tutaj zmienić? O tym poniżej, w rozmowie z Agnieszką Adamów-Czaykowską

– Miałam obawy, czy kandydować na wójta, bo wiem doskonale, że rywale obecnego wójta nie kończyli dobrze. Przełomem w podjęciu decyzji była awantura o Wzgórze Adelajdy.

Dlaczego?

– Bo poczułam wściekłość. My, społecznicy z gminy Siedlisko, o to wzgórze walczyliśmy od dawna. Dbaliśmy o nie, realizowaliśmy projekty, żeby stworzyć dla mieszkańców miejsce do rekreacji. Wójt wiedział, jakie są nasze plany, a mimo to zagrał nieczysto, przeciwko nam, przeciwko mieszkańcom. Przed laty, gdy wzgórze tonęło w chaszczach, jego przejęciem od starostwa wójt nie był zainteresowany. Gdy, dzięki społecznikom, wzgórze nabrało blasku, nagle się zainteresował. Chciał przejąć, podzielić działki i sprzedać. Na spotkaniu w starostwie padły nawet nazwiska konkretnych osób. Zabolało mnie to, że później ani na sesji, ani na komisji, się do tego nie przyznał. Nie miał ani odwagi bronić swoich decyzji, ani ich wytłumaczyć, ani przyznać się do błędu. Nie miał odwagi zachować się uczciwie. Czy tak postępuje wójt?

Wzgórze Adelajdy przelało czarę goryczy. Czy ma pani poczucie, że wy, jako fundacja, robiliście dużo przez lata, a władza się podpinała?

– Nie, nie mam takiego poczucia. Powiedziałabym raczej, że brakowało mi i nadal brakuje, większego zaangażowania władzy w inicjatywy oddolne. W każdej gminie jest program współpracy z organizacjami pozarządowymi, bo taki jest ustawowy wymóg. Mam wrażenie, że wielu włodarzy nie potrafi tego wykorzystywać z korzyścią dla swoich gmin. Organizacje pozarządowe często mogą pozyskiwać pieniądze ze źródeł zupełnie dla jednostek samorządu terytorialnego niedostępnych. Gmina może być jednak dla takiej dofinansowanej organizacji partnerem w realizacji projektu, robić coś dla swojej społeczności i wspólnie zbierać laury.

Nie kandyduje pani jednak na wójta tylko wzgórza, a na wójta całej gminy. Dlaczego pani się zdecydowała?

– Bo przez ponad 20 lat rządów obecnego wójta gmina straciła wiele szans na rozwój.

Jestem lokalną patriotką, urodziłam się w gminie Siedlisko. I uważam, że mieszkamy w najpiękniejszym miejscu na ziemi. Trzeba to tylko wyeksponować, pokazać światu.

Jesteśmy małą, rolniczą gminą, nie mamy może zbyt wielkich możliwości rozwoju, dlatego musimy wykorzystywać nasze walory. Uważam, że turystyka jest naszym potencjałem, to na niej powinniśmy budować markę gminy, a wójt zdaje się tego nie dostrzegać.

Co atrakcyjnego ma gmina Siedlisko?

– Przepiękny zamek. To nasza perła, którą gmina lekką ręką sprzedała w prywatne ręce za bezcen. Proszę zwrócić uwagę, ile tysięcy ludzi przyjeżdża na Święto Bzów, by zobaczyć ten zamek.

Siedlisko leży nad Odrą. Mamy przystań, jak na razie zupełnie niewykorzystaną. Mamy zalew, który aż się prosi o zagospodarowanie. Zimą tam jeździmy na łyżwach. Czy nie mogłoby to być fajnie zagospodarowane miejsce rekreacyjne, do wykorzystania i latem, i zimą?

W Siedlisku jest jezioro, dziś całe zarośnięte. Borowiec to piękne lasy, z grzybami i jagodami. Kiedy mąż był jeszcze leśniczym i mieszkaliśmy w Borowcu w leśniczówce, to przyjeżdżała tam masa wycieczek na grzybobrania, ze Śląska, spod Krakowa. Czy nie można tego wykorzystać i spróbować zatrzymać tych ludzi na dłużej? A może zacząć organizować coroczne jesienne Borowieckie Grzybobranie? Postawmy na agroturystykę.

W Siedlisku znakiem rozpoznawczym są lilaki, w Bielawach takim znakiem są rosnące wzdłuż drogi lipy, więc również w Bielawach jest punkt zaczepienia, żeby tę miejscowość promować.

Gmina tego nie robi?

– Jest tu bardzo dużo ludzi ze świetnymi pomysłami, ale boją się głośno odezwać. Gmina powinna dać tym ludziom możliwość realizacji. Od tego jest wójt, od tego jest urząd, żeby takich ludzi przyjąć, żeby pomóc im znaleźć dofinansowanie, jeśli te pomysły przysłużą się gminie i mieszkańcom. Nasz wójt tego nie robi. Mam wrażenie, że nie lubi ludzi z inicjatywą. Najważniejsze jest to, co on wymyśli. W ostatnich latach wiele razy byłam u wójta z pomysłami.

I jak to się kończyło?

– Mówił, że się nie da, że to nie ma sensu.

Jakiś przykład?

– Choćby ośrodek kultury. W 2014 roku, jako Fundacja Karolat, wystąpiliśmy z propozycją do wójta, że chcielibyśmy prowadzić Gminny Ośrodek Kultury jako zadanie zlecone. Przygotowaliśmy ofertę. Zaproponowaliśmy imprezy, liczne zajęcia dla dzieci i dorosłych, liczne warsztaty. Nasza oferta nie przeszła. Teraz mamy w gminie głównie piłkę nożną. Super, sport jest ważny. Ale ja oczekuję czegoś więcej.

Czego?

– Choćby warsztatów rękodzielniczych, kół zainteresowań, na przykład muzycznych, technicznych, żeby ludzie popołudniami i w dni wolne mieli co ze sobą zrobić. Przecież można pisać projekty i zdobywać na takie zadania pieniądze. Jako fundacja organizujemy chociażby warsztaty tańca z ogniem dla młodzieży. My to robimy, a gmina mówi, że się nie da. Dlaczego?

W jednym z projektów chciałam pozyskać pieniądze na młodzieżową radę gminy. Byłby to świetny projekt edukacyjny. Uczylibyśmy młodzież odpowiedzialności społecznej. Taki projekt musiałby być realizowany przy współpracy z gminą. Ale wójt powiedział mi, że za dużo przy tym zachodu. To samo było z radą seniorów. Moim marzeniem jest, żeby te dwie rady funkcjonowały w gminie. Miałam nawet pomysł na siedzibę dla nich.

Co to za pomysł?

– Przy ulicy Kasztanowej, w centrum Siedliska, jest budynek po byłej spółce TOP FARMS. Należy do Agencji Nieruchomości Rolnych. Chcieliśmy go przejąć, jako Fundacja Karolat. Tam mogłoby się znaleźć miejsce na prowadzenie warsztatów, tam rady młodzieży i seniorów mogłyby mieć swoje siedziby. Okazało się, że agencja przekaże budynek za darmo, ale na rzecz gminy. I gmina mogłaby nam, jako fundacji, ten budynek użyczyć. I wójt, i radni podeszli do tego sceptycznie, budynku gmina nie przejęła. Minęły dwa lata. Dziś gmina zmieniła zdanie, ale agencja chce teraz za budynek pieniądze. Co ciekawsze, dziś budynek nie jest już na sprzedaż! Znalazł się kandydat na kupca i obecnie trwają z nim rozmowy. Niestety nie jest to gmina, a osoba prywatna. To kolejna niewykorzystana szansa. Podobnych absurdów jest więcej.

Na przykład?

– Nie każdy chce oddać dziecko do przedszkola. Są mamy, które zajmują się domem. Bywa, że muszą jechać coś załatwić i nie mają z kim zostawić dzieci. Gdyby w gminie działał klub seniora, to seniorzy mogliby opiekować się tymi dziećmi, nawet za drobną opłatą, żeby było na herbatę i ciastko. To działa w wielu gminach. Problem w tym, że w naszej takiego klubu nie ma, a oferta dla seniorów jest mizerna.

Owszem, dzieci i seniorów można integrować w przedszkolu. Seniorzy mogliby chodzić do przedszkola, by dzieciom czytać, by spędzać z nimi czas. To są oczywistości, które powinny być i o których nie powinniśmy rozmawiać. Ale tego w naszej gminie nie ma. A przedszkole, co jest kolejnym absurdem, działa do godziny 13, choć ludzie wracają z pracy przeważnie po 15!

Estetyka gminy pozostawia też wiele do życzenia…

To znaczy?

– Wjeżdżamy do miejscowości, wita nas przekrzywiona, od 20 lat nieodnawiana tablica „700 lat Siedliska”, krzaki, chaszcze. Ludzie dbają o swoje posesje, mają piękne podwórka, a działki gminne takie zaniedbane, zaśmiecone. Jako fundacja realizowaliśmy kiedyś projekt. Rozdawaliśmy ludziom sadzonki bzów, organizowaliśmy prelekcje na temat estetyki wsi. Dlaczego gmina nie podejmuje takich działań? My, jako społecznicy, porządkujemy okolicę. Skoro my możemy, to gmina tym bardziej powinna. Proszę spojrzeć na wąwóz w Siedlisku, to nasza wizytówka. Prosiłam, żeby zadbać o wąwóz, a wójt mi odpowiedział, że to nie jest jego teren, tylko zarządu dróg. Ale kto, jak nie gmina, powinien się upomnieć w zarządzie? Wszystko można zrobić, trzeba tylko chcieć i trzeba to widzieć.

Wójt nie widzi?

– Jeśli widzi, to przed wyborami. Taka jest prawda, że w naszej gminie coś zaczyna się dziać w roku wyborczym. A proszę zobaczyć na gminę wiejską Nowa Sól. Ja jestem pełna podziwu dla Izabeli Bojko, która wywodzi się z naszej gminy. Została wójtem w Nowej Soli i cały czas prze do przodu. Ciężko przepracowała cztery lata, a nie tylko ostatni rok.

Byłam kiedyś na wizycie studyjnej w jednej z gmin w Kujawsko-Pomorskim. Jest tam młody wójt. Spotyka się regularnie ze swoimi sołtysami. Nauczył ich mówienia głośno, co dobrego zrobili dla swojego sołectwa, jakie są ich potrzeby. Daje im dużo swobody w działaniu. Decydują sami o funduszach sołeckich, a wójt tylko słucha i pomaga w realizacji.

A w Siedlisku jak jest?

– Uważam, że wójt utrudnia sołtysom pracę. Gmina zrobiła z sołtysów tanią siłę roboczą. Wydaje polecenia.

A jak powinno być?

– Sołtys powinien być dla wójta partnerem do rozmowy, do działań. To sołtys zna problemy swojej miejscowości i mieszkańców. Ale ja nie jestem sołtysem, więc może warto ich zapytać.

Jest pani za to radną. Czego nauczyły panią ostatnie cztery lata w radzie?

– Że rada nie może być tak bardzo zależna od wójta, jak jest dzisiaj. Chciałabym mieć radę, która nie boi się krytykować moich działań, ale konstruktywnie. Chciałabym mieć radnych, którzy w razie konieczności powiedzą „Agniecha, nie tędy droga. My to widzimy inaczej”. Bo przecież wójt nie może być panem i władcą. Jest pracownikiem zatrudnionym przez swoich mieszkańców, ma im służyć.

I angażować mieszkańców?

– Tak. Jako wójt, przed każdą inwestycją, nieważne, czy to będzie budowa chodnika, czy stawianie lamp, czy nasadzenia, chciałabym zbierać mieszkańców, by to oni, w trakcie konsultacji społecznych, podpowiadali miejsce realizacji inwestycji, by głośno mówili o swoich potrzebach. Dziś w naszej gminie tego nie ma. Kontakt z mieszkańcami jest prawie żaden, choć przecież dziś standardem już jest, że gminy prowadzą często aktualizowane strony internetowe czy fanpage na FB, które są źródłem informacji dla mieszkańców. A u nas tego nie ma,

ludzie boją się głośno odezwać, boją się skrytykować. W każdej miejscowości postawiłabym skrzynkę. Niech ludzie, nawet anonimowo, wrzucają tam swoje uwagi, pomysły.

Co pani wrzuciłaby dziś do takiej skrzynki?

– Na przykład uwagę, że brakuje ścieżek rowerowych. Między Siedliskiem i Przyborowem jest niebezpieczna droga. Dochodzi tam do wielu wypadków. Gdyby wójt co rok budował tam 200 metrów ścieżki, to przez 20 lat swoich rządów zbudowałby cztery kilometry. Ale on nie zbudował ani metra. Mam wrażenie, że nasz wójt za szybko się poddaje. Coś się nie uda i odpuszcza. Może 20 lat to za długo? Jeśli ktoś tyle rządzi, to popada w rutynę. A rutyna nie jest dobra, zabija energię, zabija kreatywność, wypala.

W Fundacji Karolat zajmuję się m.in. pisaniem wniosków o dofinansowania. Produkuję ich rocznie co najmniej kilkanaście, bo niech ze wszystkich napisanych dostanę dofinansowanie na jeden, i to już będzie sukces. Jeśli nie udaje mi się pozyskać dofinansowania z jednego źródła, to nie rezygnuję, ja szukam kolejnych źródeł. Bo liczy się każda złotówka. Tak trzeba działać.

Jako prezeska fundacji, czuwa też pani nad Świętem Bzów. Czego nauczyło panią organizowanie święta?

– Dodało mi odwagi, pewności siebie, nauczyło kreatywności i radzenia sobie ze stresem.

Przy święcie pracuje wiele osób, wszyscy społecznie. To ciężka praca, ale my się jej nie boimy. Wychowaliśmy się przecież na wsi, ja w Pięknych Kątach. Rodzice mieli gospodarstwo, więc codziennie, przez cały rok, ciężko pracowałam. Może dlatego jest mi nieswojo, kiedy nic się nie dzieje i nie mam nic do roboty. Chcę pracować na rzecz gminy Siedlisko, na rzecz mieszkańców, chcę zmian, dlatego kandyduję na wójta.

Dziękuję za rozmowę.

komentarze »
  1. Sting 29 października 2018 22:10 - Odpowiedź

    Ludzie, nad czym się zastanawiacie mając taką kandydatkę!

  2. Mysz 30 października 2018 13:17 - Odpowiedź

    Ludzie boja się zmian, nawet na lepsze…

  3. anlow 30 października 2018 21:19 - Odpowiedź

    strasznie Panią poniosło skoro uważa Pani , że w gminie nic sie nie dzieje !!!

Napisz komentarz »