REKLAMA

Wasze sprawy, Zdrowie

Głuchy telefon?

Opublikowano 28 lipca 2018, autor: PS

Nowosolskie numery 997 i 999 odbiera dyspozytor w Gorzowie Wlkp. Podobny los czeka strażacki numer 998. – Ta zmiana ma więcej wad niż zalet – mówią strażacy.

Na razie nie wiadomo kiedy strażacy stracą 998. 112 już przejęło Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gorzowie Wlkp. Nasze zgłoszenie wysyłane jest na policję, pogotowie i straż pożarną. Na końcu informacja dociera do OSP. Wygląda to jak zabawa w głuchy telefon. Nic dziwnego, że zdarzają się pomyłki.

– Jeździmy i szukamy zdarzeń – mówi Tomasz Walczak, prezes OSP Kożuchów. – Ostatnio jechaliśmy do pożaru na ul. Garbarskiej, a okazało się, że pali się gdzie indziej. Po chwili przyszła informacja, że jest wypadek na drodze do Żagania, ale nie wiadomo na której, więc jeden zastęp pojechał na Żagań, a drugi na Szprotawę – opowiada.

Marcin Urbanowski, prezes OSP Otyń: – Zdarzają się błędy w nazwach miejscowości, czy ulic. Dyspozytor w Nowej Soli musi je rozszyfrować. Jest też tak, że jedziemy do wypadku, a tam plama oleju. Pozytywne jest jedynie to, że Gorzów może powiadomić wszystkie służby jednocześnie – mówi.

Ludwik Zaguła, naczelnik OSP Nowe Miasteczko: – System wydłużył proces powiadamiania o zdarzeniu o kilka minut. Dziś jak zadzwonisz na 998 i powiesz, że pali się w Nowym Miasteczku, to dyspozytor w Nowej Soli zdalnie uruchomi nam alarm. Zadzwonisz pod 112, to będziemy czekali, aż formatka przyjdzie z Gorzowa. Strach pomyśleć, jakie będą błędy jak otworzą drugą nitkę S3 – mówi.

 

OSP chcą szkolić

Jarosław Intek, komendant OSP: – System jest kiepski i ma wiele wad. Najgorsze, że nikt się z nami strażakami nie konsultuje i go nie poprawia. Mam wrażenie, że wdrożyli go na zasadzie „co się zdarzy, to się zdarzy” – mówi.

Ochotnicy z Bytomia nie zamierzają przyglądać się sytuacji z założonymi rękami. Wiedzą, że głową ściany nie przebiją i nie przekonają władz, żeby zostawili 998. Chcą pójść do szkół i wyszkolić młodzież w precyzyjnym zgłaszaniu zdarzeń. Wydrukowali nawet koszulki z numerem 112.

– Dyspozytor musi wiedzieć, że jesteśmy w Drogomilu w woj. lubuskim, a nie w Dobromilu w woj. dolnośląskim – mówi J. Intek. – Trzeba podać imię i nazwisko, miejscowość. Jak nie znamy ulicy, to charakterystyczny budynek. Jak jesteśmy na drodze, najlepiej odczytać słupek pikietażowy. W lesie też są takie – tłumaczy. Chce, żeby w akcję włączyły się wszystkie OSP z powiatu.

 

System spełnia rolę 

O system zgłaszania zapytaliśmy w Urzędzie Wojewódzkim przy którym działa Centrum Powiadamiania Ratunkowego.

– Spełnia swoją rolę – mówi Waldemar Gredka, Dyrektor Biura Wojewody.

– Najistotniejszą jego zaletą jest możliwość równoczesnego zaalarmowania wszystkich niezbędnych w danej sytuacji służb ratunkowych. Może się to odbyć za pomocą interfejsu komunikacyjnego, bez konieczności prowadzenia rozmowy ze wszystkimi zaangażowanymi stronami. Zatem stwierdzenie, że czas informowania służb o zdarzeniach jest dłuższy, jest niezasadne – tłumaczy.

Dodaje, że operatorzy wielokrotnie weryfikują dane podawane przez zgłaszającego, co eliminuje ryzyko błędu dotyczące lokalizacji. Urząd nie sprawdzał jednak, czy dotarcie do zdarzenia się wydłużyło. W centrum zatrudnionych jest 35 operatorów, którzy pracują w 12-godzinnym systemie zmianowym (średnio 5-6 osób na każdej spośród 4 zmian).

– Centrum jest ponadto przygotowane do obsługi obcojęzycznych zgłoszeń. Operatorzy posługują się co najmniej jednym językiem obcym w stopniu komunikatywnym. Mają również możliwość przekierowania połączenia do operatora władającego odpowiednim językiem – dodaje W. Gredka. CPR filtruje też fałszywe alarmy.

– Do służb docierają tylko właściwe zgłoszenia, a tych niezasadnych jest ok. 70 proc. – dodaje.

Napisz komentarz »