REKLAMA

Sport

Chciałbym, by żużel był moją pracą

Opublikowano 04 sierpnia 2018, autor: Jakub Kłyszejko

Wielu chłopaków z naszych okolic marzy o karierze żużlowca. Przed wielką szansą stanął właśnie Sebastian Helwig, 17-latek z Bobrownik.

Ile przygotowywałeś się do egzaminu na żużlowca?

– Trenowałem prawie dwa lata. Musiałem popracować nad stylem jazdy i dopiero wtedy mogłem pojechać na egzamin.

Od kiedy marzysz o karierze w speedwayu?

– Zacząłem jeździć, gdy miałem 15 lat. Rodzice zabrali mnie wtedy na pierwszy mecz. Od razu mi się to spodobało. Po latach usłyszałem o naborze do szkółki no i się zaczęło. Nie opuszczałem treningów, bo chciałem jak najszybciej zdać licencję.

Jak wygląda egzamin na żużlowca?

– Składa się z dwóch części: praktycznej i teoretycznej. Najpierw mamy jazdę na czas. Trzeba się zmieścić w określonym limicie oraz liniach na torze. Jeździ się bez rywali. Później trzeba przejechać cztery kółka z przeciwnikami. Wtedy już liczy się czas. Na koniec jest teoria. Należy odpowiedzieć na pytania odnośnie m.in. bezpieczeństwa, czy wiedzy o sprzęcie. To coś jak egzamin na prawo jazdy.

Żużel nie jest tanim sportem. Jak sobie z tym radzisz?

– To prawda. Dużo pomaga mi klub. Mogę też liczyć na pomoc rodziny.

Masz już sponsorów?

– Nie, ale już niedługo będę się o nich starał.

Cały sprzęt dostałeś od Falubazu?

– Swój miałem tylko kask, bo jeżdżę też na motocrossie. Kevlar, motocykl i pozostałe rzeczy otrzymałem od klubu.

Czym się interesujesz poza żużlem?

– Żużel to moja główna pasją. Lubię też motorcross, ale jeżdżę rekreacyjnie.

W środę (01.08) zadebiutowałeś w oficjalnych zawodach. Byłe lekki stresik?

– Przed pierwszym wyjazdem był nawet duży. Nie wiedziałem, co się dzieje. Później było już trochę lepiej.

Jak ocenisz swój pierwszy start?

– Nie spodziewałem się, że to aż tak pozytywne uczucie. To był mój debiut i nie liczyłem na jakiś świetny wynik. Ważne, że dojechałem do końca. Takie były założenia trenerów. Miałem nie szarżować i starałem się dowieźć punkt do mety. Udało się.

Pod czyim okiem trenujesz?

– Pracuje z nami trener Aleksander Janas. Organizuje treningi, tłumaczy i pomaga we wszystkim. W trakcie zawodów możemy liczyć też na pana Krzysztofa Jabłońskiego. Mamy również swojego majstra. Nie mamy na co narzekać.

Kiedy kolejne starty?

– W tym sezonie może być ich sporo. Kilku zawodników ma kontuzje i trzeba jeździć za nich. Może wystąpię w kolejnych rundach Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów, które odbędą się we Wrocławiu i Rybniku.

Żużel jest twoim priorytetem, czy masz w głowie jakieś inne opcje?

– Chciałbym, aby to była moja praca. Dam z siebie wszystko i poświęcę się na maksa.

Będziesz łączył naukę ze sportem?

– Na razie muszę (śmiech). Ale uważam, że warto mieć jakiś fach w ręku. Uczę się w „Nitkach”. Chodzę do klasy o profilu mechanik samochodowy. Jak widać wszystko u mnie związane jest z motoryzacją. Tata też był mechanikiem. To on zaszczepił we mnie tę pasję.

W przyszłym sezonie Alex Zgardziński i Sebastian Niedźwiedź kończą wiek juniora. Są szanse, żebyś wskoczył do formacji juniorskiej Falubazu?

– Szanse są zawsze. Jeżeli dam z siebie wszystko, to na pewno trenerzy to zauważą. Do składu można wskoczyć w każdej chwili. Moim głównym celem jest debiut w oficjalnym spotkaniu. Dobrym przykładem jest Mateusz Tonder. Fajnie pokazał się w poprzednim sezonie i zasłużenie otrzymuje kolejne szanse. To dobry zawodnik i świetny rywal do walki o miejsce w składzie.

Zdążyłeś już porozmawiać ze starszymi kolegami z seniorskiego zespołu?

– Tak. Czasami przychodzimy na treningi pierwszego składu. Tam można pogadać z panem Piotrem Protasiewiczem, czy Grześkiem Zengotą. Wszyscy chętnie podpowiedzą, doradzą. Są otwarci.

Jakie jest twoje sportowe marzenie?

– Chciałbym być mistrzem świata. Oczywiście wszystko w swoim czasie. Najpierw marzy mi się bieg w ekstralidze. Nie narzucam sobie jednak żadnych ram czasowych, bo nie chcę się niepotrzebnie nakręcać.

Napisz komentarz »