REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Jak Władysława prąd do kurnika ciągnęła

Opublikowano 03 września 2018, autor: Michał Szczęch

Klukowicz Władysława w latach 90. poszła ENEI na rękę. Skutki tej decyzji opłakuje do dziś.

W latach 70. Klukowicz Władysława zakończyła pracę w Dozamecie, by przejąć od rodziców gospodarstwo w Wierzbnicy (gmina Bytom Odrzański). W latach 80., w oparciu o gospodarstwo, rozkręciła biznes. Przy polu wybudowała kurnik na pięć tysięcy sztuk drobiu. By jednak kurnik mógł działać, potrzebowała prądu. A że stanął na skraju Wierzbnicy, to nie chcieli dociągnąć. W obliczu takiej niesprawiedliwości, Władysława wzięła kredyt, wynajęła firmę i na własnym polu, za pieniądze z kredytu postawiła sześć betonowych słupów, na których zawisły druty. Na słupie szóstym zawisła stacja transformatorowa.

Podpisałam i odjechali

– Kurzy biznes ? wspomina Władysława ? kręcił się do lat 90. Jak jajko zrobiło się tańsze od paszy, którą kura musi zjeść, by to jajko znieść i wysiedzieć, porzuciłam interes ? opowiada gospodyni z Wierzbnicy. Na szczęście zdążyła spłacić kredyt. – Na dziś ? szacuje ? byłoby to dobre 70 tysięcy złotych. Sama stacja kosztowałby dzisiaj prawie 40 tysięcy.

Później przeszła trąba powietrzna. Zerwała z kurnika dach. Więc kurzy biznes, nawet gdyby Władysława chciała, na tamte czasy był nie do odratowania. A o słupy, chcąc nie chcąc, musiała dbać. – Siadał wróbel na drucie, zaraz ginął i nie było prądu. Musiałam naprawiać za swoje ? opowiada. Może dlatego tak bardzo się ucieszyła, gdy w latach 90. przyjechali przedstawiciele ENEI? – Przyjechali z propozycją, że to oni zadbają o druty, o słupy i o stację transformatorową ? wspomina. – Dali do podpisania dokumenty. Podpisałam. I odjechali ? Władysława podkreśla, że już wtedy ENEA korzystała z całej infrastruktury, którą ona własną krwawicą wybudowała. Wymienili stację na nową, z której prąd ciągnęli drutami wiszącymi na słupach Władysławy do niemal połowy mieszkańców wsi Wierzbnica. I ciągną do dziś. 

Zrobili mi krzywdę

Władysława przez lata żyła w przeświadczeniu, że wciąż jest właścicielką i słupów, i stacji. – Skoro ENEA z nich korzysta, to coś mi się należy ? pomyślała. I z tą myślą napisała list do operatora. I doznała szoku. Bo w odpowiedzi przeczytała, że przecież podpisała dokumenty, w których zrzekła się praw do wybudowanej przez siebie infrastruktury. A skoro zrzekła się praw, to nie może od ENEI oczekiwać jakiejkolwiek zapłaty.

Mijały lata. Władysława słała następne pisma. I otrzymywała wciąż tę samą odpowiedź, że się nie należy. Dziś przymierza się do napisania kolejnego listu. – Bo zrobili mi krzywdę ? uważa. – Wybudowałam infrastrukturę za kredyt, z której oni korzystają za darmo!

Tej „krzywdy” Władysława nie potrafi wyrzucić z głowy od niemal ćwierć wieku. – Raz zapomniałam zapłacić za prąd. Zaraz się upomnieli i dali odsetki. Oni o swoje się upominają, więc dlaczego ja mam tego nie robić? – pyta gospodyni z Wierzbnicy. – Przydałoby się odbudować dach nad starym kurnikiem, żeby trzymać tam zboże. Chciałabym też zbudować garaż, bo nie mam gdzie trzymać mojego citroena 2. Auto mi potrzebne, żeby pojechać do lekarza i na zakupy, bo w Wierzbnicy nie mamy nawet sklepu. Dom też potrzebuje remontów. Ale z czego to wszystko zrobić, skoro mam tysiąc złotych rolniczej emerytury? – pyta rozgoryczona.

Szanse są raczej mizerne

Ze sprawą Władysławy Klukowicz zwróciliśmy się do ENEI. Na wstępie usłyszeliśmy, że szanse na jakiekolwiek zadośćuczynienie są raczej mizerne. Wysłaliśmy jednak zapytania na piśmie. Zadeklarowali, że przejrzą archiwum i wszelkie pisma, dotyczące pani Władysławy. Gdy otrzymamy odpowiedź od ENEI, opublikujemy ją na naszych łamach.

Napisz komentarz »