REKLAMA

Wasze sprawy

Zeznania sekretarza

Opublikowano 08 września 2018, autor: FP

Sądowa batalia między Krzysztofem Marcińcem, a urzędem miasta trwa. Były sekretarz uważa, że został wyrzucony z pracy niezgodnie z prawem. Zaprzecza też, by działał na korzyść firmy syna.

Czwarta rozprawa niemal z marszu rozpoczęło się przesłuchaniem zaległego świadka, czyli jednej z pracownic urzędu miasta. Kobiety nie udało się przesłuchać wcześniej z powodu urlopu.

Standardowo urzędniczka poproszona została o zrelacjonowanie dnia, w którym dowiedziała się, że sekretarz stracił pracę.

– Zaskoczyło to panią? – pytała sędzia Monika Dembowiak. – Zaniemówiłam. Było mi przykro ? odparła. – Kto komu wręczył wypowiedzenie? – Nie wiem. Dowiedziałam się tylko, że sekretarz nie pracuje. Dowiedziałam się po czasie, że został zwolniony z powodu utraty zaufania ? wyjaśniała.

Miałem nadzieję, że mu przejdzie

Później przy mównicy stanął w końcu sam Marciniec. – 15 lutego wiceprezydent Milewski stwierdził, że nie podpisze umowy z firmą mojego syna i żebym porozmawiał z prezydentem Tyszkiewiczem. Powiedział: „Jak on się zgodzi, to ja nie mam nic do tego” – opowiadał. – Gdy na kolegium przyszło do tematu ortofotomap, prezydent Tyszkiewicz stwierdził, że mam to omówić z wiceprezydentem ? dodał.

Marciniec zeznał, że gdy został później wezwany do gabinetu Milewskiego, był przekonany, że chodzi o mapy. – Wiceprezydent zapytał, jak wyobrażam sobie dalszą współpracę. Wyjaśnił, że chodzi o wykonanie zlecenia przez firmę mojego syna ? mówił. – Ogłosiliśmy konkurs, choć nie było takiej konieczności. Firma syna nie wygrała. Wygrała firma z Warszawy, ale się wycofała. Syn był drugi. Na spotkaniu usłyszałem, że to jest problem. Powiedziałem, że wycofam się z wszelkich prac nie dotyczących pracy urzędu. Wiceprezydent nie przystał na to ? opowiadał Marciniec.

Były sekretarz twierdził, że doskonale pamięta ten dzień, bo wydarzenia w urzędzie zbiegły się z urodzinami jego zony. – O 15.04 złożyłem swoją propozycję rozwiązania umowy o pracę. Poszedłem do wydziału organizacyjnego, pożegnałem się i wyszedłem ? mówił.

17 lutego sekretarz wyjechał na urlop. Zatelefonował do niego wówczas znajomy, zdziwiony tekstem w „Regionalnej” zatytułowanym „Sekretarz na wylocie”. – Powiedziałem, że dostałem propozycję nie do odrzucenia i złożyłem wypowiedzenie ? wspominał. – 1 marca otrzymałem poleconym to coś, co pozwany nazywa rozwiązaniem umowy o pracę. Nie otrzymałem, nawet w formie ustnej, wypowiedzenia od wiceprezydenta ? podkreślał Marciniec.

Milewski zaproponował sekretarzowi przedstawienie własnych warunków odejścia z pracy. – Myślał pan, że ta propozycja zostanie przyjęta? – pytała sędzia. – Miałem nadzieję, że wiceprezydent ochłonie i mu przejdzie. Bywały między nami spięcia, ale pracowaliśmy dalej razem. Zdaję sobie sprawę, że moja propozycja mogła być absurdalna (m.in. pobieranie wynagrodzenia do lipca 2020), ale skoro mnie poproszono, to taką złożyłem ? wyjaśniał Marciniec argumentując, że chciał też spotkania przed komisją pojednawczą.

Muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem

W kwestii zamówienia na ortofotomapy były sekretarz przekonywał, że nie miał możliwości zlecenia czegokolwiek, komukolwiek. – Takie uprawnienia mają tylko prezydenci przy kontrasygnacie pani skarbnik ? mówił. – Nikomu nic nie zlecałem ? niemal wycedził Marciniec. – Firma syna w 2017 wykonała dwa zlecenia dla urzędu i wtedy nie było z tym żadnego problemu. Zaprzeczam, by moje zachowanie miało na celu zarobienie pieniędzy przez syna. Na samym początku poinformowałem informatyka, że firma syna będzie startować. A Wadim Tyszkiewicz pytał, czy sobie poradzi, bo to mała firma ? zeznawał. – Jacek Milewski nie był w stanie wskazać, jakie przepisy naruszyłem. Dziś to ja mam udowodnić, że nie jestem wielbłądem ? skwitował.

Później pytania zaczęła zadawać radca prawny nowosolskiego magistratu Iwona Sondej-Barriga. W pierwszej kolejności wypytywała o szczegóły wyboru ofert w kwestii wykonania map. Później zaczęła dociekać, jak Marciniec wszedł w posiadanie oryginału umowy na wykonanie map. – Leżała na moim biurku. Nie pamiętam kto ją tam położył ? mówił. – Wnoszę o konfrontację ze skarbnikiem Izabelą Piastą. Powód nie mówi prawdy, bo wyrwał te dokumenty pani skarbnik z ręki ? wypaliła Sondej-Barriga. – Jeżeli zarzuca mi się napaść, to proszę to zgłosić do prokuratury ? skontrował Marciniec.

Kolejna rozprawa za niespełna trzy tygodnie. Były sekretarz zawnioskował, by przed obliczem sądu pojawił się Wadim Tyszkiewicz. Prezydent, zgodnie z zapowiedzią, do tej pory nie pojawił się w sądzie, gdyż nie ma takiego obowiązku. – Jak będzie miał odwagę, to ja to uszanuję. A jak stchórzy, to będzie to tylko świadczyć o nim ? skwitował na sali sądowej Marciniec.

Napisz komentarz »