REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Płomienie uwięziły ją w mieszkaniu

Opublikowano 16 września 2018, autor: PS

75-latka mogła zginać w pożarze w centrum miasta. Z płonącego mieszkania wyciągnęli ją strażacy. Prawdopodobnie zapaliła się pralka.

Pożar wybuchł w środę (12.09.), około 17.40, w bloku przy ul. Wyspiańskiego w Nowej Soli. Dym dostrzegł jeden z sąsiadów.

– Przybiegł do nas i powiedział, że pali się na czwartym piętrze. Krzyczał, żeby wezwać straż. Jak wyjrzeliśmy na korytarz, to było siwo – mówi Krzysztof Trznadel.

Pod numer 112 zadzwoniła jego żona Żaneta. – Straż szybko zareagowała. Przyjechali chyba po trzech minutach – mówi.

W międzyczasie dwóch sąsiadów próbowało wyważyć drzwi do mieszkania 75-latki. Nie udało się. Do środka dostali się dopiero strażacy.

– Paliło się w łazience, a całe mieszkanie było mocno zadymione. Kobietę znaleźliśmy w dużym pokoju. Była przytomna i siedziała na wersalce – informuje Sławomir Ozgowicz, oficer prasowy PSP w Nowej Soli. Ratownicy wynieśli ją z mieszkania i podali tlen. Karetka zabrała ją do szpitala. Miała zranioną twarz i solidnie podtruła się dymem.

Oprócz niej ewakuowano 12 innych osób. Przed budynkiem rozstawiono podnośnik.

– Mieliśmy informacje, że w sąsiednim mieszkaniu są małe dzieci. Drzwi były zamknięte, więc próbowaliśmy dostać się do środka przez balkon – mówi S. Ozgowicz. Okazało się, że w lokalu nikogo nie było.

– Sąsiadka była akurat na zakupach, a dzieci zawiozła do babci – opowiadają inni lokatorzy.

Pamięta, że paliła się pralka

Pożar szybko ugaszono i oddymiono wszystkie pomieszczenia.

Po 19.00 lokatorzy mogli już wrócić do swoich mieszkań, ale następnego dnia wciąż mieli odcięty gaz i czekali na ekipę, która miała zrobić przegląd instalacji.

Policji nie udało się jeszcze ustalić przyczyn pożaru. Swoje podejrzenia mają jednakstrażacy. – Najbardziej spalona była łazienka, więc prawdopodobnie to tam wszystko się zaczęło – mówi S. Ozgowicz.

75-latkę jeszcze tego samego dnia wypuszczono do domu. Trafiła pod opiekę córki.

– Pamiętała, że paliła się pralka. Poszła odłączyć ją od prądu. Później chyba upadła, bo miała zranioną twarz. Nie miał siły wydostać się z mieszkania, więc usiadła na tapczanie. Całe szczęście, że nic jej się nie stało – mówi córka. Zapowiada, że mama już nie wróci na ul. Wyspiańskiego. – Zostanie z nami. Niedawno wyremontowaliśmy jej kuchnie, a teraz jest cała okopcona. Namawialiśmy ją też do remontu dużego pokoju, ale nie chciała. Teraz to jest nieuniknione – dodaje. Dziękuje sąsiadom za czujność i strażakom, za sprawną akcję.

Na miejscu działały trzy zastępy z Nowej Soli. Była też OSP Przyborów i OSP Otyń. Cała akcja trwała półtorej godziny. – Gdybyśmy szybko nie opanowali płomieni, to była groźba, że pożar przeniósłby się na sąsiednie mieszkania, a onień mógł odciąć kobiecie drogę ucieczki – mówi S. Ozgowicz.

– Strażakom należą się pochwały. Działali sprawnie i zdecydowanie. Uratowali tę kobietę i cały blok. Duży szacunek – mówi K. Trznadel.

 

Napisz komentarz »