REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Leczą serca najlepiej w kraju

Opublikowano 06 października 2018, autor: Michał Szczęch

Jeśli zapadniemy na poważną chorobę układu krążenia, jeśli dostaniemy na przykład zawału, to możemy mieć pewność, że trafimy w dobre ręce. Bo oddział kardiologiczny nowosolskiego szpitala jest jednym z najlepszych w kraju. Jednak wizyty nawet na tak świetnym oddziale najlepiej uniknąć. – Dlatego ważna jest profilaktyka – przestrzega doktor Jarosław Hiczkiewicz.

– Najwięcej winy, jeśli chodzi o zawały, leży po stronie pacjentów. Bo za późno wzywają pomoc. Zawał, to umieranie komórek. Im dłużej trwa ból, tym bardziej uszkodzone będzie serce. Dlatego pomoc wzywajmy niezwłocznie. Nie czekajmy.

Możemy być nieświadomi, że przechodzimy zawał?

– W 30 procentach nie ma żadnych objawów. Dlatego, jak są wątpliwości, trzeba iść do lekarza pierwszego kontaktu. Trzeba się badać. Jeśli nam nic nie dolega, to wystarczy raz na jakiś czas zbadać krew, zmierzyć ciśnienie, zrobić EKG.

Młodzi ludzie często dostają zawału?

– Granica wieku bardzo się obniżyła. 20 lat temu pacjenci po zawale, którzy nie skończyli 50 lat, to była na oddziale wielka rzadkość. Dziś nie jest rzadkością, że trzydziestokilkuletni mężczyźni mają zawał. Bo w młodym wieku występuje głównie u mężczyzn.

Zawały w młodym wieku są bardziej niebezpieczne?

– Tak, bo im człowiek starszy, tym serce bardziej jest przygotowane na niedokrwienie.

Skąd coraz większa ilość zawałów u młodych osób?

– W Polsce nadal duży odsetek ludzi pali papierosy. Problemem jest też stres, nadwaga. Ludzie są mało aktywni fizycznie. Poza tym pacjenci, jeśli już mają choroby, to się nie leczą. W Polsce jest to duży problem. Kilka milionów ludzi ma nadciśnienie tętnicze, które jest czynnikiem zawału. Leczy się poniżej miliona osób. A dobrze leczy się tylko pół miliona. Sporo ludzi ma cukrzycę, która jest źle leczona, albo jest nieleczona. Cukrzyca również sprzyja rozwojowi chorób układu krążenia.

Jeśli zapomnimy o profilaktyce, jeśli nie będziemy się badać i dbać o siebie, w najlepszym przypadku możemy skończyć w szpitalu na kardiologii. Mówi się, że nowosolska jest jedną z najlepszych.

– Oddziałów kardiologicznych jest w kraju 180, a my jesteśmy na 10 miejscu. Kardiologia to jednak pojęcie ogólne. Są dziedziny, w których jesteśmy jeszcze wyżej.

Na przykład?

– Jeśli chodzi o leczenie zawałów, jesteśmy na piątym miejscu w Polsce. Jeśli chodzi o implantacje urządzenia typu kardiowerter-defibrylator (urządzenie, które zapobiega przed nagłym zgonem), jesteśmy na czwartym. W leczeniu zaburzeń rytmu serca zajmujemy piątą pozycję w kraju.

Od czego zależy wysokość w rankingu?

– Chociażby od ilości wykonywanych zabiegów, od ich rodzaju, od sprzętu, od personelu, od występowania powikłań, bo nie sztuka zrobić zabieg, po którym będą powikłania.

Niewielka Nowa Sól, a tak świetna kardiologia. Z czego to wynika?

– Trafili się odpowiedni ludzie. Bo personel jest najważniejszy. Sprzęt można kupić, natomiast ludzie są nie do kupienia. Mamy doświadczony zespół kardiologów, pielęgniarek, techników. Dlatego możemy wykonywać bardzo trudne zabiegi.

Przypadek, który szczególnie zapadł panu w pamięć? Jakiś wyjątkowy sukces?

– Szczególnych przypadków jest masa. Pamiętam na przykład młodego pacjenta z Gorzowa. Miał czterdzieści kilka lat. Przyjechał na wózku, choć wcześniej każdego dnia biegał kilkanaście kilometrów. Trafił do nas po wizytach na kilku oddziałach kardiologicznych. Był między innymi w słynnym Zabrzu, zapisali go tam do kolejki oczekujących na przeszczep serca. I stwierdzili, że trzeba mu wszczepić kardiowerter-defibrylator. Przebadaliśmy go dokładnie, zrobiliśmy ablację jedną, później drugą. I po naszej diagnozie ten człowiek wrócił do zdrowia. Nie trzeba było mu wszczepiać urządzenia, nie trzeba było robić przeszczepu serca. I to jest spektakularny sukces. Bo wśród 40-latków z takim sercem przeżywa jeden na dziesięciu. I ten mężczyzna żyje, normalnie funkcjonuje, pracuje i nawet wrócił do biegania. Nasze sukcesy, to jest życie tych wszystkich ludzi.

Jakie jeszcze zabiegi wykonujecie w Nowej Soli?

– Wszystkie, które dziś wykonuje się na świecie. Standardem jest oczywiście koronarografia, czyli badanie, jak wyglądają tętnice wieńcowe, czy są zwężone, czy nie. Jeśli są, to często trzeba założyć stenty, to tak zwana koronaroplastyka. Jeśli jest bardzo rozsiana miażdżyca w tętnicach wieńcowych, wtedy kardiochirurdzy wszczepiają bajpasy. Koronarografia i koronaroplastyka, to są można powiedzieć rutynowe zabiegi. Miejsc w Polsce, w których są wykonywane, jest 160. Ale robimy też zabiegi, których prawie nikt nie wykonuje.

Jakie?

– Zamykamy ubytki w przegrodzie międzyprzedsionkowej, bez otwierania klatki piersiowej. Zamykamy uszka lewego przedsionka, małoinwazyjnie, bo przez nakłucie żyły w nodze. Przeprowadzamy rotablacje, czyli tak zwane wiercenia. Od lat, co roku wprowadzamy coś nowego. W tym roku rozpoczniemy zabiegi przezskórnego wszczepiania zastawek aortalnych (w skrócie TAVI). Wystarczy nakłucie tętnicy udowej. Nie będzie potrzeby otwierania klatki piersiowej. To zabieg stosunkowo mało inwazyjny, choć bardzo skomplikowany. By wprowadzać tego typu nowości, dokształcamy się nie tylko w kraju, ale też za granicą. Wyspecjalizowaliśmy się w tak zwanych trudnych pacjentach.

Jacy to pacjenci?

– Tacy, których, ze względu na stan zdrowia, nikt nie chce leczyć, skazani na wegetację albo krótkie życie. Są na przykład pacjenci, u których o operacji w ogóle nie może być mowy, bo nie przeżyliby nawet znieczulenia. Są pacjenci, u których zabiegi typu włożenie stentu czy poszerzenie tętnicy, są bardzo ryzykowne. Wtedy zabiegi wykonujemy w zabezpieczeniu, z tak zwanym „sztucznym sercem”. To urządzenie do wspomagania lewej komory, nierefundowane i bardzo drogie. Do takich zabiegów szpital musi dokładać, a my wykonujemy ich kilkanaście rocznie. Są obarczone dużym ryzykiem, ale jeśli ich nie wykonamy, pacjent umrze na pewno.

Zabiegów robimy coraz więcej, stąd potrzeba większej ilości sal. Teraz mamy trzy hemodynamiczne, w tym dwie hybrydowe.

Czym jest sala hybrydowa?

W sali hybrydowej przy pacjencie zabieg może wykonywać jednocześnie kardiolog i kardiochirurg. Czasami dopiero w trakcie zabiegu okazuje się, że kardiolog nie jest w stanie zakończyć zabiegu przez skórę i musi wkroczyć kardiochirurg, by otworzyć klatkę piersiową. Sala hybrydowa to umożliwia, więc ryzyko dla pacjenta jest mniejsze.

Skąd przyjeżdżają chorzy, by leczyć się na nowosolskiej kardiologii?

Leczymy ok. pięciu tysięcy pacjentów rocznie. Kiedyś nasz oddział miał 24 łóżka, dzisiaj ma 60. 25 procent, to chorzy z powiatu nowosolskiego. Pozostali przyjeżdżają z całego województwa lubuskiego, z dolnośląskiego, z wielkopolskiego.

Przyjmujemy coraz starszych chorych, których kiedyś dyskwalifikowało się z dalszego leczenia, a umożliwia nam to ogromny skok w kardiologii, jaki dokonał się przez ostatnie 25 lat. 20 lat temu śmiertelność wśród pacjentów w Polsce i na świecie, którzy trafiali do szpitali po zawale serca, wynosiła 30 procent. Dziś śmiertelność jest trzyprocentowa. To niesłychany postęp. Zawał tak dobrze jak u nas leczą tylko w kilku krajach na świecie. Pamiętajmy jednak, że mówimy o śmiertelności wśród leczonych przypadków. Bo wśród tych nieleczonych jest o wiele wyższa.

Dziękuję za rozmowę.



Napisz komentarz »