REKLAMA

Wasze sprawy

Robię to, co kocham

Opublikowano 04 listopada 2018, autor: Jakub Kłyszejko

Paulina Ratajczak z Nowej Soli profesjonalnie fotografuje sportowców. Trzeba przyznać, że zna się na swojej robocie.

Od małego lubiłaś robić zdjęcia?

– Nie. Pamiętam, że spodobało mi się dopiero w gimnazjum. Później miałam kilka lat przerwy i wróciłam pod koniec studiów. Zaczęłam dwuletnią szkołę fotograficzną i wtedy wszystko się zaczęło.

Pamiętasz pierwszy aparat?

– Dostałam go od taty, właśnie w gimnazjum. Wtedy traktowałam fotografię jak hobby. Robiłam zdjęcia krajobrazom i roślinom.

Czemu wybrałaś akurat fotografię sportową?

– Musiałam zdecydować się na konkretny obszar. Właściwie chciałam. Można działać we wszystkim, ale lepiej mieć konkretną dziedzinę. To był największy dylemat. Wydałam książkę sportową i wtedy poczułam, że to jest to. Widziałam energię ludzi, ich zaangażowanie. Stwierdziłam, że chcę zostać przy sporcie.

Mogłabyś powiedzieć coś więcej o książce.

– To moja praca dyplomowa. Głównym bohaterem był klub Fighter Nowa Sól. Pracowałam tam ponad rok. Byłam na treningach, jeździłam na obozy i zgrupowania. Dzięki temu zaczęłam ćwiczyć i jestem z nimi do dzisiaj. Najpierw robiłam zdjęcia, ale warunkiem udziału w obozie było to, że sama muszę ćwiczyć. Zgodziłam się i od razu mi się spodobało.

We współczesnym świecie wszystkim wydaje się, że robienie zdjęć to łatwizna.

– Teraz każdy ma telefon i poniekąd może czuć się fotografem. Komórki robią dobre zdjęcia. Moim zdaniem praca fotografa nie należy jednak do najłatwiejszych. Jest jeszcze obróbka. Są ludzie, którzy kilka godzi po sesji potrafią prosić o zdjęcia.

Masz swoje ulubione zdjęcie?

– Jeszcze nie. Staram się coś wynieść z każdej sesji. Poznaję fajne osoby, które motywują mnie do pracy. Widzę jak ćwiczą i jaki trud w to wkładają. Ulubionej fotki jeszcze nie zrobiłam.

Jaką dyscyplinę fotografuje się najtrudniej?

– Wydaje mi się, że właśnie sporty walki. Czasami decyduje sekunda. Trzeba coś błyskawicznie uchwycić. Przynajmniej na początku było to dla mnie najtrudniejsze. Teraz już wiem, jak to ugryźć.

W sportach walki sporo się dzieje, a krew zawsze wygląda efektownie na zdjęciach…

– Tak. Mimo tego, że jestem z aparatem na walce, to jednak jej nie widzę. Skupiam się na kadrach i czasami ciężko mi powiedzieć, co działo się w ringu.

Jak podchodzisz do swojej pracy?

– Stresuję się zawsze tak samo. Obojętnie, czy jest to wydarzenie sportowe, czy sesja z pojedynczą osobą. Znam swój warsztat i wiem, że skoro ktoś się do mnie zgłosił, to zdjęcia musiały się spodobać. Jednak stres i tak się pojawia.

Długo przygotowujesz się do sesji?

– Zależy od oczekiwań drugiej strony. Rozmawiamy o inspiracjach. Ważne jest miejsce. Lubię plener, bo tam można zrobić sporo fajnych rzeczy.

Masz sportowca, z którym chciałabyś umówić się na sesję?

– Może nie jedną osobę, ale mam taką drużynę. Chciałabym sfotografować żużlowy Falubaz. Raz mi się to udało podczas zawodów w Toruniu. Czasami ciężko się do nich dostać i to jest taki mój cel. Fajnie byłoby uchwycić mecz, ale również przygotowania do niego. Myślę, że mogłoby wyjść z tego coś ciekawego.

Interesujesz się też innymi dyscyplinami sportu?

– Tak. Oglądam mecze piłki nożnej. Staram się też być na bieżąco z żużlem.

W jakim najciekawszym miejscu robiłaś zdjęcia?

– Ostatnio byłam na obozie surfingowym w Portugalii.

Co trzeba zrobić aby zostać fotografem?

– Pierwszym krokiem powinno być ukierunkowanie. Odrobina talentu też nie zaszkodzi. W dzisiejszych czasach kluczowy może być pomysł na siebie. W dobie Internetu, czy Instagrama trzeba w interesujący sposób dotrzeć do ludzi. Sam dobry aparat nie wystarczy. Sama zaczynałam na gorszym sprzęcie, a z tego powstała wystawa dyplomowa. W moim przypadku pasja stała się pracą. Robię to, co kocham i spełniam się w tym.



Napisz komentarz »