REKLAMA

Aktualności, Kultura, Oświata

Bawię się teatrem

Opublikowano 17 listopada 2018, autor: Rafał Krzymiński

– Teatr jest dla mnie i skarbem i kulą u nogi – mówi Eliasz Gramont, aktor, skrzypek i pracownik nowosolskiej biblioteki.

Twoja szefowa mówi, że jesteś wszechstronnie uzdolnionym, oryginalnym człowiekiem.

– Nie będę fałszywie skromny, dużo rzeczy mnie interesuje i posiadam wrodzone zdolności. W kilku dziedzinach jestem niezły, ale opowieść zacznę od wulkanów.

Śmiało!

– Były moją pierwszą miłością. Jak miałem pięć lat widziałem na mapie największe wulkany na świecie. I pokochałem góry, geografię. Na weekend wyskakuję w Sudety. W Tatrach bywam raz w roku. Rodzice zabierali mnie w liczne teatralne podróże ze spektaklami. Sztuka pochłonęła mnie później. Od dziecka chciałem być rockmanem, gitarzystą lub perkusistą. Okazało się, że mam dobry słuch muzyczny i rodzice woleli, abym zajął się czymś ambitniejszym. Jako siedmiolatek trafiłem do szkoły muzycznej do klasy skrzypiec. Pomimo początkowej niechęci, ukończyłem średnią szkołę muzyczną.

W teatralnym domu byłeś skazany na scenę?

– Od dzieciaka bywałem na próbach, spektaklach. Gdyby mama Irena nie pojawiła się w teatrze, nie byłoby mnie na świecie. W ten sposób poznała tatę. Kontakt z teatrem miałem praktycznie codziennie. A tuż przed moją osiemnastką, w styczniu 2000 r., tacie Edwardowi wykruszył się zespół teatralny. Szukał ludzi do spektaklu pt. „Nowa Sztuka Zakopiańska”. Opowiadała o miłości Janicka i Haliny z Podhala. Zanim wcieliłem się w postać Agenciora Bacy, grałem uczestnika wiejskiej zabawy. W sztuce dobrze się bawiłem, tańczyłem, popijałem z flaszeczki (na niby), podrywałem dziewczyny. Tak dobrze mi poszło, że dostałem ciupagą w głowę (śmiech).  I poszedłem za ciosem.  Łatwo nie było, szykowałem się do matury. A po niej spędziłem całe wakacje w roli aktora Teatru Terminus a Quo.

Tata zachęcał do gry?

–  Proponował poważniejsze role, ale dopiero po trzech latach miałem świadomość warsztatu. Sam o to nie zabiegałem, traktowałem to jako hobby. Nie miałem aspiracji, aby zostać aktorem pierwszoplanowym. Nie chciałem iść do szkoły teatralnej, bo życie ze sztuki wiążę się z komercją. Ale czasem zagram na ślubie na skrzypcach. Gdyby jednak ktoś mnie zaprosił do udziału w ciekawym projekcie w zawodowym teatrze lub w filmie to bym się skusił.

Polską telenowelę np. Klan wziąłbyś pod uwagę?

– Tego typu seriale są niskich lotów. No chyba, że byłby to ciekawy epizod. Lubię czarny humor, groteskę.

Kiedy pokazałeś talent komediowy?

– W spektaklu „Usta/Lenia”, który znów pokażemy w niedzielę (18.11). Improwizując dodałem śmieszne gagi. Doskonale się z tym czułem. Teatr to dobre miejsce, żeby się powygłupiać, pozwolić na odrobinę szaleństwa.

A w bibliotece, w multimedialnym królestwie jednak pracujesz za biurkiem?

– Bardzo sobie cenię pracę w bibliotece. Mogę się wykazać własną inicjatywą. Sprzed biurka wygania mnie organizacja imprez. Biegam z kamerą, montuję filmy. Obsługa czytelników i słuchaczy jest bardzo interesująca.

Ale chyba słabo płatna skoro grywasz na ślubach?

– Dorabiam, choć nie muszę. Kiedyś doszło do tego, że grałem na pogrzebie podczas ulewy lub śnieżycy. Ciekawe doświadczenia. Drewniany instrument kosztował niemało i trzeba było go pilnować. A w Poznaniu grałem na ulicy podczas studiów. Fajnych ludzi wtedy poznałem!

W teatrze się zarabia?

– Czasem wpadnie parę złotych. Lubię pomagać ojcu, ale nie oszukujmy się, to ciężka praca. Wszystko musimy zrobić sami, ustawienie sprzętu, sprzątanie po spektaklu to często mordęga. Zawodowy aktor przychodzi na gotowe. Dlatego teatr jest dla mnie i skarbem i kulą u nogi. Mam satysfakcję, bo nasz teatr jest wyjątkowy. Jak ludzie z innych teatrów widzą, że jesteśmy spokrewnieni i świetnie nam się razem pracuje, to zazdroszczą. Gram z rodzicami i młodszymi braćmi Konradem i Natanaelem. Czasem moja dziewczyna Marta nam pomoże. Ekipa liczy kilkanaście osób, z doskoku  kilkadziesiąt. Grają z nami aktorzy z Poznania, Wrocławia, Warszawy. Czasem prowokujemy i skłaniamy do dyskusji. Łamiemy tabu, ale unikamy polityki, bo stygmatyzuje.

Na koniec zaproszenie?

– 26. edycja Spotkań Teatru Otwartego, zaczęła się wczoraj (16.11), potrwa do niedzieli (18.11). To nasza największa impreza. Występuje kilkunastu wykonawców z kraju i teatry z Czarnogóry, Bośni i Hercegowiny i Słowacji. Czarnogórcy przyjeżdżają w ramach rewizyty, byliśmy na ich festiwalu w lipcu. To przegląd różnych form teatralnych, od tanecznych, po plastyczne, monodramy oparte na literaturze wojennej, współczesnej, antycznej. Dzisiaj (17.11) zaczynamy o 10.30, kończymy o północy, w niedzielę spektakle potrwają od 12.00 do 21.00.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »