Aktualności, Wasze sprawy

Jak rolniczka dźwignęła kulturę

Opublikowano 11 grudnia 2018, autor: Michał Szczęch

Choć przygoda Alicji Kozierskiej z Domem Kultury w Nowym Miasteczku trwała cztery lata, to postać ta wpisała się w pamięć mieszkańców na zawsze. Bo, żeby dźwignąć Dom Kultury, pani Alicja zrobiła bardzo dużo. By zarobić na kółka artystyczne, była gotowa zaprosić nawet striptizerki!

A. Kozierska: Skończyłam szkołę rolniczą, technikum rolnicze, studia rolnicze. I jako wykształcona rolniczka, dostałam posadę w urzędzie gminy w Nowym Miasteczku, w wydziale właśnie od spraw rolnictwa.

Regionalna: Jakim cudem rolniczka została panią od kultury?

– Był przełom lat 80. i 90. Przyszły wielkie zmiany. I jeden z urzędników namówił mnie, żebym zajęła się kulturą. Ja zawsze kochałam śpiewać, miałam artystyczną duszę, więc pomyślałam „dlaczego nie!”. A później tej decyzji bardzo żałowałam.

Dlaczego?

– Bo to już nie była praca za biurkiem, tylko harówka od rana do wieczora. Tylko wymagali, a nie dawali wsparcia, na wszystko brakowało pieniędzy. Była stara kotłownia, więc opał pożerał fortunę. Brakowało ludzi do pracy, więc byłam panią od wszystkiego. „W co ja się wpakowałam?” myślałam. Ale nie mogłam się poddać, bo przecież na dawne stanowisko nie było możliwości powrotu, a ja miałam dzieci, byłam po rozwodzie.

Jak pani dawała sobie radę?

– Przyciągałam do domu kultury ludzi, którym chciało się coś robić. Przyszedł na przykład wikary, że chce założyć teatr. Więc założyliśmy teatr. Przyszedł pan od wuefu, że chce organizować otwarte mistrzostwa Nowego Miasteczka dla kulturystów i kulturystek. Więc organizowaliśmy takie mistrzostwa. Umiałam śpiewać, więc założyłam zespół śpiewaczy. Nazywałyśmy się „Kalina”. Jeździłyśmy po festynach, po lokalnych festiwalach i zdobywałyśmy nagrody. Docenili nas nawet w Międzyzdrojach! Założyłam też kółko instrumentalne, kółko muzyczne, kółko fotograficzne. Przy domu kultury otworzyliśmy kawiarnię! Zapraszaliśmy kabarety, a od czasu do czasu również gwiazdy. Pan Rewiński do nas przyjechał! Taka gwiazda, a wcale nie gwiazdorzył.

Skąd pani brała na to wszystko pieniądze?

– Część dawała gmina. Organizowaliśmy na przykład dyskoteki i zarabialiśmy na sprzedaży biletów. Didżejem był jeden z mieszkańców. Ja byłam ochroniarzem. Jak się pobili, to wchodziłam między chłopaków i rozdzielałam.

Żeby zarobić na dom kultury, podobno chciała pani zorganizować na scenie striptiz?

– (śmiech) To były takie czasy, że różne zespoły jeździły po domach kultury i składały takie oferty. Pomyślałam, że to może być strzał w dziesiątkę. Ale nie sprzedaliśmy ani jednego biletu. Może żony nie chciały puścić mężów (śmiech). Ja wcześniej striptiz widziałam raz. Nic strasznego. Zresztą, w domu kultury organizowaliśmy pokazy kulturystów, a to też jakby golizna, bo panowie tylko w majteczkach.

Dlaczego rzuciła pani kulturę?

– Za dużo mnie to kosztowało energii. Szybko się wypaliłam. Po czterech latach wróciłam za urzędnicze biurko, do wydziału stanu cywilnego. I do emerytury udzielałam ślubów mieszkańcom gminy Nowe Miasteczko.

Czego panią nauczyła praca w kulturze?

– Na pewno wytrwałości. I tego, że nie warto się poddawać.

A czego, jako pani od kultury, dowiedziała się pani o sobie?

-Że jestem silna. Mam dziś ogromną satysfakcję, gdy na przykład na festynach ktoś dedykuje piosenkę dla pani Ali od kultury. Albo gdy widzę moich wychowanków sprzed lat, którzy dziś tak świetnie sobie radzą. Przecież jednym z moich wychowanków jest Grzesiu Zwarycz, który dziś kieruje naszym domem kultury. A ja z kultury nie zrezygnowałam tak zupełnie. Przez lata śpiewałam w „Kalinie”. A teraz śpiewam w „Barwach jesieni”.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »