Aktualności, Wasze sprawy

Ciotka Lucyna zawsze da radę!

Opublikowano 15 grudnia 2018, autor: Michał Szczęch

„Ciotka Lucyna” – tak młodzież z Konotopu mówi o Lucynie Janik, świetlicowej, która niedługo będzie świętowała 10-lecie na tym stanowisku.

Lucyna Janik: W 1969 roku dostałam odznaczenie i dyplom za zasługi dla województwa zielonogórskiego, bo byłam skarbnikiem w Zjednoczonym Stronnictwie Ludowym. Byłam też radną, bo ja zawsze lubiłam pracować społecznie. W papierach już nie istnieję. Przecież w tamtych latach nie prowadziło się kartoteki. Nie było też diet dla radnych. Zwracali tylko za bilet i częstowali obiadem. A teraz!? Takie pieniądze dostają! Nie do pomyślenia…

Regionalna: Kiedy pani została świetlicową?

W lutym minie dziesięć lat. Mąż był na chorobowym, musiałam się czegoś podjąć, to się podjęłam. Na początku za 400 złotych miesięcznie. A młodzież była wtedy trudniejsza niż dzisiaj, bo bardziej złośliwa. Dzieci ze wsi dokuczały tym popegeerowskim. Jedni drugim podpalali kaptury, kołnierzyki, do kieszeni wrzucali rozżarzone papierosy! Albo przychodzili na piłkarzyki, a w rękawach wnosili alkohol.

Jak pani sobie radziła?

Piłkarzyki przeniosłam pod moje biurko, żeby chłopaków mieć na oku. Wprowadziłam też odpowiedzialność zbiorową. Jak jeden coś zbroił, to odpowiadali wszyscy. W efekcie jeden pilnował drugiego. Jak ktoś nie chciał współpracować, to mówiłam „wyjdź, bo cię wyniesiemy”. Nauczyłam się liczyć do dziesięciu. Wtedy złość mija. Bo złościć się to ja mogę w domu, a nie w pracy, wśród ludzi.

A jak w świetlicy jest dzisiaj?

Mam względny spokój. Chłopcy inaczej do mnie nie mówią, jak „ciotka”. Idą na świetlicę i mówią „Idziemy do ciotki Lucyny”. Ale to wcale nie znaczy, że praca świetlicowej jest łatwa.

Dlaczego?

Bo jestem tutaj sama, a odpowiedzialność ogromna. Na głowie mam młodzież, sprzątanie sali, ubikacji i wkoło świetlicy. Muszę być na każde zawołanie. „Lucyna otwórz salę!”. „Lucyna zamknij salę!”. Kiedyś dla świetlicowej były premie środowiskowe. A teraz nawet tego nie ma. Mam pół etatu. Nie wiem, czy ktoś zgodziłby się pracować tyle lat, co ja.

Pani mimo wszystko się zgadza. Dlaczego?

Bo ja, mimo wszystko, kocham moją pracę. Ja kocham pracować z młodzieżą. Teraz większość to już kawalerka. Mają po 20 lat i więcej.

I dalej przychodzą?

A gdzie mają pójść? W Konotopie nie ma ani baru, ani kawiarni. Mówią, że wracają po pracy do domów i nie mają spokoju. „Przynieś to”. „Wynieś to”. „Posprzątaj”.

A tutaj?

Tu mają spokój.

Co robią?

Moda na komputery mija. Przecież prawie każdy ma internet w domu, w telefonie. Więc gramy w karty, na przykład w tysiąca, albo w gry planszowe. Nadal popularne są piłkarzyki.

Dowiedziała się pani czegoś o ludziach jako świetlicowa?

Że jedni mnie lubią, drudzy nie. Ale młodzież na pewno mnie lubi. Mówią, że jak będę się zwalniała, to zbiorą podpisy po domach, że mam pracować dłużej. O odejściu myślę jednak coraz częściej. Mam przecież swoje lata, 65 plus.

A czego dowiedziała się pani o młodzieży?

Że są wspaniali, że nawet jeśli niektórzy lubią sobie wypić, to warto z nimi pracować. I są bardzo uczynni. Proszę, żeby pomogli obciąć krzewy, gałęzie. I obcinają. Pomagają sprzątać teren przy świetlicy. Więc ja nie dam złego słowa na moją młodzież powiedzieć. Jak mają wypłatę, to przyniosą kawę, ciastka, żebyśmy razem posiedzieli, pogadali. Taka duża kawalerka, a lubią to, przychodzą i koniec.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »