Aktualności, Wasze sprawy

Paraliż w sądach

Opublikowano 15 grudnia 2018, autor: PS

Sądy w naszym regionie odwołują rozprawy. Pracownicy administracji masowo poszli na zwolnienia lekarskie. – Bez nich sądy nie istnieją – mówi nam dyrektor sądu w Nowej Soli.

W czwartek (13.12.) w Sądzie Rejonowym w Nowej Soli do pracy przyszło tylko 9 pracowników administracji. Zatrudnionych jest 62. Do sądu nie można było się dodzwonić. Na drzwiach biura podawczego przyklejono kartkę nieczynne. Większość sekretariatów była pusta. Odwołano też część rozpraw. Nie odbyło się 7 z 44 zaplanowanych spraw. Kryzys trwa od wtorku (11.12.), to właśnie wtedy pracownicy biura, czy protokolanci zaczęli przynosić L4. W sumie w Nowej Soli zrobiło to 47 osób.

– Wśród nich są też osoby na długotrwałych zwolnieniach, ale mimo wszystko brakuje nam 77 proc. kadry – mówi Joanna Wawrzykowska, dyrektor Sądu Rejonowego w Nowej Soli.

– W pracy pozostali tylko ci, którzy opowiadają za to, żeby otworzyć sąd i żeby zapłacić rachunki. Nie wysyłamy poczty, nie odbieramy telefonów, oddział administracyjny obsługuje interesantów i przyjmuje pisma. Działamy jak w czasie dużego kryzysu. Niestety bez tych pracowników sąd nie istnieje. To jest paraliż przez duże P – dodaje dyrektor.

Na korytarzach w sądzie można było spotkać zdenerwowanych adwokatów.

– W Zielonej Górze jest to samo. Mi dzisiaj dwie sprawy rozwodowe spadły. Widzę, że w Nowej Soli moja sprawa się odbędzie, ale we wszystkich sądach odwołują – powiedziała nam prawniczka z Nowej Soli.

Sąd Rejonowy w Zielonej Górze ma problemy kadrowe już od poniedziałku (10.12.). Pod koniec tygodnia ściągnięto z wokandy aż 61 ze 119 spraw. W Sądzie Okręgowym sytuacja wyglądała nieco lepiej.

– Ze 112 pracowników administracji, nieobecnych jest 60, z czego 58 jest na L4. Brakuje protokolantów i pracowników sekretariatów. Ja swoją rozprawę odbyłam normalnie, ale ze 123 zaplanowanych spraw musieliśmy odwołać 33 – mówi sędzia  Diana Książek-Pęciak, rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Chcą podwyżki

Pracownicy sądu poszli w ślady policjantów i strażaków. Wierzą, że tylko w ten sposób wywalczą podwyżki. Większość z nich zarabia na rękę ok. 2 tys. zł miesięcznie. Ich płace były zamrożone przez ostatnie 10 lat. W ostatnich trzech dostali podwyżki, ale wyniosły one ok. 60 zł na rękę. Teraz żądają 1000 zł.

– Jeśli rozprawy się odbędą, to nikt tak naprawdę nie zauważy protestu – usłyszeliśmy od jednego z pracowników sądu w Nowej Soli. – Niektórzy sędziowie nie wiedzą nawet gdzie są akta sprawy. Bez nas żadna pieczątka nie zostanie przystawiona, nikt nie otrzyma wyroku – dodaje.

Sędziowie solidaryzują się z pracownikami.

– To jest tak, jak w szpitalu. Lekarz nie przeprowadzi operacji bez pielęgniarki, a my nie funkcjonujemy bez dobrze działającego sekretariatu. To on organizują pracę sądu, pisze wokandy. Wiem gdzie leżą akta, ale pani sekretarka znajdzie je szybciej. Protokolantka lepiej i sprawniej sporządzi protokół. Te panie mało zarabiają, a są bardzo potrzebne. Nie pamiętam takiego kryzysu i mam nadzieję, że szybko się skończy, bo na dłuższą metę nie da się tak pracować – mówi nam sędzia z Zielonej Góry.

Protest prawdopodobnie potrwa także w przyszłym tygodniu i wszystko wskazuje na to, że dołączą do niego pracownicy z prokuratur.

– Jeszcze długo będziemy odczuwać skutki tej sytuacji, bo sprawy muszą się odbyć.

Urzędnicy są w olbrzymiej desperacji skoro wiedzą jaki będą mieli nawał pracy po powrocie – mówi J. Wawrzykowska. Nowe terminy odwołanych rozpraw prawdopodobnie będą wyznaczone dopiero na przyszły miesiąc.

 

Napisz komentarz »