REKLAMA

Aktualności, Sport

Zimno i wesoło

Opublikowano 12 stycznia 2019, autor: FP

– Chodźcie do nas! – skandowały morsy z całej Polski, które zanurzyły się w minioną sobotę w Kocim Stawku. – Warto to przeżyć. Nie tylko dla zdrowia, ale też dla ludzi – przekonuje Agnieszka Ławniczek.

Po raz kolejny padł rekord frekwencji na VI Ogólnopolskim Zlocie Morsów w Nowej Soli. Na listy wpisało się aż 208 miłośników zimowych kąpieli, ale prawdopodobnie w wodach Kociego Stawku zanurzyło się jeszcze więcej chętnych.

Jak przyznaje Grzegorz Cegiełka,  który obok Stanisława Łuszczki dzierży miano organizatora zlotu, nasze województwo było reprezentowane niemal przez każdą większą miejscowość. Ale zdarzali się też goście np. w Wrocławia.

I tylko pogoda mogłaby być lepsza. Mżawka i plusowa temperatura to nie jest to, co morsy lubią najbardziej. – Najlepsza pogoda dla morsa to minusowa temperatura, śnieg i słoneczko. Minus pięć, dziesięć stopni. Tak jak to zresztą bywało w poprzednich latach. Dziś jest na plusie, pada, więc nie jest przyjemnie – wyjaśniał na krótko przed rozgrzewką Cegiełka, który na Facebooku funkcjonuje jako „Greg Mors”.

A rozgrzewkę tradycyjnie już poprowadziła Agnieszka Ławniczek. Kilka energetycznych kawałków i już dwieście osób było gotowych by zanurzyć się w lodowatej wodzie. Oczywiście po pamiątkowej fotce na plaży.

– Tu nie o bicie rekordów chodzi, w wodzie też każdy wytrzymuje tyle, ile chce. Jest mi zimno to wychodzę – tłumaczy Cegiełka. – Są z nami morsy które przyjechały pierwszy raz. I podejrzewam, że zostaną morsami do końca życia – przekonywał.

A morsy, jak to morsy. Dla nich kąpiel to coś więcej niż hartowanie własnego organizmu. Zabawa w wodzie to jedyna w swoim rodzaju balanga. Są więc przebrania, peruki, piłki i kijki do selfie.

W stroju kapitana w Kocim Stawku kąpał się Włodzimierz Wesołowski ze Świebodzina, dla którego to już trzeci sezon morsowania. – Mam 62 lata. I bardzo dobrze czuję się w zimnej wodzie. Ale wolałbym, żeby był lód – komentował.

Byli tacy, który wychodzili z wody po kilkudziesięciu sekundach. Ale najwytrwalsi spędzili w zanurzeniu około 10 minut.

– Warto to przeżyć. Nie tylko dla zdrowia, ale też dla ludzi. Jest adrenalina, hormony buzują, są też endorfiny, więc człowiek jest bardzo radosny – przekonywała tuż po wyjściu na brzeg Agnieszka Ławniczek. – Trenuję cztery razy w tygodniu i takie wejście do wody jest dla mnie regeneracją kości i mięśni. Nie trzeba jeździć do Radzynia do kriokomory jak my tu mamy krioterapię za darmo – mówiła. – Hartujemy się. Morsy nie chorują. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam chora! Wszystkiego trzeba w życiu spróbować. A morsowanie jest piękne – skwitowała.

Napisz komentarz »