REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Wandal spalił auto

Opublikowano 12 stycznia 2019, autor: Michał Szczęch

Auto płonęło w nocy z niedzieli (6.01) na poniedziałek przy Wojska Polskiego w Nowej Soli. Ogień strawił cały przód. – Nie nadaje się do naprawy ? wzdycha Adrian, właściciel. Po pożarze nie zmrużył oka ani on, ani rodzice. Z nerwów, ale też ze strachu.

Auto stało na trawniku, przy ogrodzeniu szwalni. Po chwili przyjechała policja. Miała blisko. Z miejsca zdarzenia widać gmach komendy. – Podpalacz musiał być albo głupi, albo bezczelny – komentują mieszkańcy pobliskiego bloku. Dziś boją się o swoje samochody. Bo skoro spłonęło auto Adriana, bogu ducha winnego chłopaka, to nie jest powiedziane, że nie spłoną kolejne. – Gdzie my żyjemy? – pytają. Do tej pory podobne sceny widzieli tylko w filmach.

To musiało być podpalenie

Sławomir Ozgowicz, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Nowej Soli podkreśla, że raczej nic nie wskazuje na samozapłon. Auto było na gaz. Leciał dym z silnika. Strażacy zakręcili butlę. Ewentualny jej wybuch doprowadziłby do o wiele większych strat. Przecież obok stały dwa auta. W nich sprawcy powybijali szyby.

– Zabezpieczyliśmy miejski monitoring. Szukamy sprawcy lub sprawców ? komentuje Renata Dąbrowicz-Kozłowska z powiatowej komendy.

Zaplanowane działanie?

Auto płonęło pół godziny. Ogień strawił cały przód, czyli serce samochodu. – Nie nadaje się do naprawy ? wzdycha Adrian. Po pożarze nie zmrużył oka ani on, ani rodzice. Z nerwów, ale też ze strachu. Przecież nie wiadomo, kto podłożył ogień i z jakiego powodu. Czy chciał kogoś skrzywdzić? Czy było to zaplanowane działanie? Pytań w tej sprawie jest wiele.

Nie miał wrogów

– Czy ktoś ewentualnie chciałby za coś się odegrać albo zemścić? ? zastanawia się Adrian. Auto kupił od policjanta, więc może był to akt zemsty na poprzednim właścicielu? To tylko przypuszczenie, mało prawdopodobne, bo od kupna minęło już półtora roku.

Wiele wskazuje, że ktoś podpalił samochód po prostu dla zabawy. W dwóch autach zaparkowanych obok powybijał szyby. – Tylko kto bawi się w taki sposób? – pyta Adrian, który stracił dobytek życia. W samochód włożył pieniądze i serce.

– Uwielbiam góry. Z ekipą organizowałem wyjazdy i zawsze moim autem, bo największe, więc mieściły się i bagaże, i narty. Poświęciłem masę czasu, żeby doprowadzić je do jak najlepszego stanu. A jakiś idiota podpalił i zostawił mnie z niczym.

Adrian liczy, że znajdą się świadkowie zdarzenia. Apeluje, by zgłaszali się na policję lub do naszej redakcji.

Napisz komentarz »