REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ważyła siedem kilo. Sama skóra i kości

Opublikowano 27 stycznia 2019, autor: Michał Szczęch

Wolontariusz znaleźli starego, schorowanego, wycieńczonego spaniela. Suczka była w stanie agonalnym. – To kolejny pies z gminy Siedlisko, skrzywdzony przez właścicieli – mówi Joanna Zubowicz, która działa na rzecz zwierząt.

Minął tydzień od artykułu o szczeniakach z Borowca, które właściciel zatłukł, zapakował do worka i wrzucił do kanału. Na początku stycznia pisaliśmy o psiaku zakopanym żywcem pod Borowcem. W grudniu pod Borowcem znaleziono psiaka we krwi. Leżał na drodze. Najprawdopodobniej został tam wyrzucony i na tej drodze skonał.

W konsekwencji tych zdarzeń wolontariusze działający na rzecz zwierząt przy Biurze Ochrony Zwierząt (BOZ) i w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony Zwierząt (OTOZ) rozpoczęli kontrole. Odwiedzają dom za domem w gminie Siedlisko. Sprawdzają, w jakich warunkach przetrzymywane są psy. Dają słomę, karmę i budy. W poniedziałek (21.01) dokonali kolejnego makabrycznego odkrycia.

Wystawały żebra, miednica

– Dejzi miała odejść śmiercią powolną i okrutną, na oczach właścicieli – Joanna Zubowicz (OTOZ) ma pewność. Gdyby nie interwencja Joanny i Marty Kozłowskiej (BOZ), dwóch wolontariuszek, to pewnie właśnie w taki sposób Dejzi by umarła. 

– Weszłyśmy na podwórze. Był tam pies uwiązany na łańcuchu przy rozwalającej się budzie ? mówi Marta Kozłowska. – Obok budy stały puste miski. Pies był głodny. Gdy dostał trochę karmy, to rzucił się, jakby długo nie jadł.

Wolontariuszki usłyszały skomlenie. Pukały. Nikt nie otwierał. Przez okno zobaczyły coś rudego na podłodze. Na początku pomyślały, że to zwinięty dywan. Później, że martwy pies. Wezwały policję. 

– Pies okazał się schorowaną, wycieńczoną suczkę rasy spaniel – opowiada Joanna. – Była w stanie agonalnym. Po sierści skakały pchły. Wystawały żebra, miednica.  Sama skóra i kości. Ważyła mniej niż siedem kilogramów. Zdrowy pies tej rasy powinien ważyć ok. 15 kg. 

Dejzi trafiła do lecznicy dla zwierząt. Tam walczy o życie. Miała tiki nerwowe. Joanna myślała, że to z zimna. – To z bólu – powiedział weterynarz.

W poniedziałek wolontariuszki uwolniły też psa z łańcucha. 

Historia zatoczyła koło

Suczka chorowała na raka. Pół roku wcześniej właściciele zawieźli ją do weterynarza. – Zobowiązali się, że rozpoczną leczenie. Po tej deklaracji nie pojawili się jednak u weterynarza, a suczka konała w cierpieniu, na ich oczach – zauważa Joanna. I podkreśla, że skoro nie mieli pieniędzy na leczenie, to mogli suczkę albo oddać, albo uśpić.

Dziewięć lat temu tej samej rodzinie odebrano już psa. Również on był wygłodzony, skrajnie wychudzony i uwiązany na krótkim łańcuchu. Więc historia zatoczyła koło. Wtedy jednak właściciele uniknęli kary. Nikt nie dał im zakazu posiadania zwierząt. Zatem znaleziona w poniedziałek Dejzi jest ofiarą nie tylko ludzkiego okrucieństwa lub braku świadomości, ale jest też ofiarą znikomych kar za znęcanie. 

Pies kocha, mimo wszystko

– Sprawę zgłosiliśmy policji, wskazaliśmy świadków – kontynuuje J. Zubowicz. – Chcemy, żeby właściciele stanęli przed sądem.

J. Zubowicz zauważa, że ludziom wciąż brakuje świadomości, że zwierzęta czują każdy ból. – Na wsiach często widzę psy uwiązane przy budach, które mają być tylko żywymi alarmami. Nikt ich nie kocha. A one, bez względu na wszystko, kochają swoich właścicieli. Bo nie znają innego życia. Odbierałam w swoim życiu mnóstwo zwierząt. Były zmaltretowane, zakrwawione. Ale widok wychudzonej suczki, którą w poniedziałek odebraliśmy w Borowcu, po prostu złamał mi serce.

Napisz komentarz »