REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Dalsze losy Olego, którego pogrzebano za życia

Opublikowano 27 stycznia 2019, autor: Michał Szczęch

Oli śpi, a Krzysiek drapie go po brzuchu, za uchem i przy ogonie, bo tam Oli lubi najbardziej. Krzysiek śpi, a Oli liże go po rękach i po twarzy. Widząc ten obrazek aż trudno uwierzyć, że to ten sam Oli, pogrzebany za życia w lasach gminy Siedlisko, cudem ocalony, którego losy śledziła cała Polska.

Krzysiek od dawna marzył o psie. – Ale nie o rasowym, z hodowli, a o takim zwyczajnym, ze schroniska ? zaznacza. – Mój pies ? mówi Krzysiek – mógł być nawet kulawy, niekoniecznie piękny z wyglądu. Przecież myśl, że liczy się wnętrze, odnosi się nie tylko do ludzi, ale też do zwierząt. Pewnie stąd marzenie o kundelku, którego nikt inny nie chce, bo takie psy najbardziej potrzebują pomocy.

Chciałem mieć przyjaciela

Na facebooku Krzysiek zobaczył psiaka bez nogi. – Odwiedziłem zielonogórskie schronisko, bo byłem gotowy go przygarnąć – opowiada. – Okazało się, że jednak nie to schronisko, że takiego psiaka nie mają. Ale w trakcie wizyty utwierdziłem się w przekonaniu, że muszę mieć psa.

Skąd ta potrzeba? Skąd empatia dla skrzywdzonych zwierząt? – Trudno powiedzieć ? Krzysiek wzrusza ramionami. – My, ludzie, skrzywdziliśmy te zwierzęta, więc może po prostu jesteśmy im to winni, żeby znaleźć dla nich kąt w mieszkaniu. A może po prostu chciałem mieć przyjaciela…

Cała Polska trzymała kciuki

Krzysiek śledził losy Olego, którego ktoś, prawdopodobnie właściciel, uderzył w głowę i na początku stycznia pogrzebał za życia pod Borowcem, w gminie Siedlisko. Olego znalazł Aleks, pies Dariusza Złotnickiego, w trakcie spaceru z panem po lesie. Spod ziemi wystawały tylko łapy i kawałek pyszczka. Bardzo prawdopodobne, że za kilka godzin Oli w tej ziemi by skonał.

Dariusz powiadomił Martę Kozłowską, znaną w okolicy działaczkę na rzecz zwierząt. Marta zawiozła psiaka do Lecznicy. Tam Oli walczył życie, a kciuki za jego zwycięstwo trzymała cała Polska. Olemu amputowano oko. Ruszyły poszukiwania domu, na początek tymczasowego. I wtedy zgłosił się Krzysiek.

Poczułem, że tak trzeba

Krzyśkowi nie przeszkadzał brak oka u Olego. Nie przeszkadzała rana na głowie, zadana tępym narzędziem. Przestrzegali, że początki mogą być trudne, że Oli może być agresywny, skoro doznał tak potwornej krzywdy. Ale nawet to nie stanowiło problemu. – Przyprowadziłem do go mieszkania ? opowiada Krzysiek – bo poczułem, że tak po prostu trzeba. Zaczął biegać w kółko. Obwąchał każdy kąt. Niepewny był tylko przez pierwszy wieczór. Już pierwszej nocy położył się na grzbiecie i pozwolił pogłaskać po brzuchu. To podobno oznaka wielkiego zaufania zwierzęcia do człowieka.

Dziś Oli śpi, a Krzysiek drapie go po brzuchu, za uchem i przy ogonie, bo tam Oli lubi najbardziej. Krzysiek śpi, a Oli liże go po rękach i po twarzy. Tak rodzi się przyjaźń między psem i człowiekiem. Czy Oli zostanie z Krzyśkiem na zawsze? Czas pokaże. Ale bardzo prawdopodobne, że właśnie tak ta historia się zakończy.

Napisz komentarz »