REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Wierzę, że ludzi można zmienić

Opublikowano 27 stycznia 2019, autor: Michał Szczęch

– Po naszych akcjach ludzie zaczęli w tych wioskach spacerować z psami na smyczy, a wcześniej nigdy tego nie robili. I mówią, że teraz ich psy są zupełnie inne, że merdają ogonami z radości – mówi Joanna Zubowicz, wolontariuszka z Nowej Soli, która działa na rzecz zwierząt.

– Kiedyś widziałam w telewizji materiał o mężczyźnie, który zakopał psa żywcem. I tego psa, podobnie jak niedawno Olego, udało się uratować. Gdy zobaczył swojego oprawcę, to zaczął się cieszyć. Bo pies kocha swojego pana, mimo wszystko. Psy nie rozróżniają tego, czy mają dobrze, czy źle. To my, ludzie, patrzymy materialnie. Ale to wcale nie znaczy, że możemy trzymać psy w strasznych warunkach, w nieogrzanych budach, na łańcuchach, często bardzo krótkich.

Stąd wasze akcje, ostatnio w gminie Siedlisko…

– Chodzimy od domu do domu. Rozdajemy słomę, karmę, budy. I sprawdzamy, w jakich warunkach trzymane są psy. Niestety, często są to warunki tragiczne.

Jak ludzie reagują, gdy przychodzicie?

– Ci, którzy nie mają nic na sumieniu, często są dla nas mili. Agresywni są zazwyczaj ci ludzie, którzy wyrządzili zwierzętom krzywdę. Wiedzą, gdzie zgłosić się po zapomogę. Potrafią wypełnić kwity w OPS. Wiedzą, gdzie kupić piwo, papierosy. A nie wiedzą, gdzie szukać pomocy dla zwierzaka, jeśli nie potrafią się nim zająć? Dla mnie to zwykły brak empatii i okrucieństwo. Uważam, że ludzie często męczą zwierzęta świadomie. Niektórzy być może czerpią z tego nawet przyjemność.

Czy wasze akcje coś zmieniają?

– Ostatnio przekonaliśmy się, że tak. W środę kolejny raz byliśmy w Radocinie. I proszę sobie wyobrazić, że ludzie zastosowali się do wszystkich wytycznych, które usłyszeli przy naszej wcześniejszej wizycie. To cieszy. Jesteśmy dumni.

Wjeżdżamy ostatnio do Borowca, a tam ludzie lecą do swoich psów z miskami. Być może lecą ze strachu przed nami. Ale to znak, że może coś zrozumieli albo zaczynają rozumieć.

Jeden psiak mieszkał w rozwalającej się budzie, trzymany był na krótkim łańcuchu. Po naszej wizycie właściciele wyznaczyli teren, ogrodzili siatką i zrobili dla tego psiaka wielki wybieg. Aż chciało mi się płakać ze szczęścia na ten widok.

Dostarczyliśmy budę dla psiaka, który mieszkał w komórce. Teraz jego pani nam mówi, że odkąd psiak ma budę, to jest zupełnie inny pies. Ludzie zaczęli w tych wioskach spacerować z psami na smyczy, a wcześniej nigdy tego nie robili. I mówią, że teraz ich psy są zupełnie inne, że merdają ogonami z radości.

Napisz komentarz »